Oczyszczenie to cel, pogarda to droga, a nienawiść to narzędzie. Ten schemat właściwie mógł brzmieć dziecinnie prosto, jeśli płomienie pożogi na wrogu ogrzewały cię wystarczająco długo. Wiedział, albo chociaż czuł, to każdy kto brał udział w ataku na Baltane od tej drugiej, bardziej mrocznej strony. Bo mało kto wiedział, ale poczucie dominacji w swoim pierwotnym, wręcz zwierzęcym instynkcie było zdumiewająco budujące. Być może nie dla każdego. Na pewno nie dla tych, którzy byli zbyt wrażliwi, lub dla których empatia była nadrzędnym kierunkiem w sprawach społecznych. Jednak Louvain wiedział. Zdawał sobie sprawę ile potrafi być warte oddanie sprawiedliwości na ręce pogardzanych. Jak silnym bodźcem do determinacji potrafił być najszczerszy w swojej odsłonie rewanżyzm klasowy. Czy był to wyrzucony poza margines społeczny, parias z Nokturnu, czy wzgardzana przez złośliwe dzieciaki sarenka o oczach wielkości pięści. Wystarczyło tylko na tą pięść założyć kastet i wskazać kierunek napierdalania wiatraków na oślep.
Budząc się tego dnia nie myślał, że przypadkiem w trakcie popołudniowej kawki trafi na tak podatny na własną retorykę grunt. Miał wrażenie, że trafiło mu się lepiej, bardziej, niż ślepej kurze ziarno. Może i Scylla nie była jeszcze terrorystą z prawdziwego zdarzenia, ale nikt przecież nie rodził się z kompasem moralnym ustawionym na mordowanie. Nie mniej jednak im dłużej mówiła, a on coraz uważniej słuchał to co mu przekazywała, nie tylko swoimi słowami, ale każdym spojrzeniem oraz gestem, tym bardziej przekonywał się już za moment będzie miał ją w kieszeni.
- Nie powinnaś się tak czuć. Jesteś czymś więcej, niż tylko sumą własnych doświadczeń. - odparł momentalnie, poklepując ją drugą dłonią po ramieniu. Musiał zareagować pokrzepiająco, kiedy tylko w jego uszach rezonowały słowa powątpiewania. Ckliwe pochylanie się nad słabościami nie było czymś co mogli pochwalać jego poprzednicy na jego stanowisku. Nawet on sam nie był stuprocentowo przekonany o tym czy słusznie działać, bo słabych nie potrzebował w Kromlechu. Ani on, a tym bardziej Czarny Pan. Jednak szedł w to dalej, obstawiając że być może chwilowe odstępstwa od wyznaczonego kursu na zdobywania władzy przez przemoc i terror, w przyszłości zaowocują czymś mocniejszym, niż ta ażurowa panienka którą trzymał pod ramieniem.
Kiedy słuchał odpowiedzi na własne pytanie, przytakiwał jej ze wzrokiem wbitym we własne czubki butów. Ewidentnie był bardzo skupiony, by usłyszeć z jej ust jak najwięcej. A usłyszał dość sporo. Było w niej sporo determinacji, ale jednocześnie dużo przekonania o własnej niemocy. Najwidoczniej była bardziej przekonana o własnej bezradności, niż zachodziła taka potrzeba. Wychodziło na to, że dobrze obstawiał, wystarczyło tylko pokazać jej rozwiązania o których być może wcześniej nie słyszała, albo nie potrafiła po nie sięgnąć. A kiedy usłyszał jak odbiła jego pytanie, przystanął w tym spacerze.
Zaśmiał się bezdźwięcznie. Na moment odwrócił wzrok na bok, by nie gasić jej zapału, iskrą prześmiewczej szydery, która mimowolnie zabłyszczała w jego oczach. Gdyby miał władzę? Otóż tak się składało, że miał jej całkiem sporo, zapewne dużo więcej, niż mogła nawet sobie panienka Greyback wyobrażać. Znowu go rozczuliła, ale to kompletnie nie jej wina, no bo skąd miała wiedzieć? Spojrzał na nią spod ukosa, dopiero po kilku sekundach, kiedy zatopił ten chwilowy brak powagi w żółci własnego sumienia. - Widzisz... Gdybym Ci powiedział szczerą prawdę, musiał bym Cię niestety zabić... - rzucił półszeptem, uśmiechając się szatańsko, niemalże identycznie tak jak na tego starca sprzed kilku chwil. Króciutka zabawa nastrojami i jej emocjami nie powinna wyjść jej na bardzo złe. Taki delikatny push&pull, wyłącznie po to by zademonstrować jej jak działa narzędzie pogardy w różnych sytuacjach. Coś do czego mogłaby dążyć, jeśli tylko będzie wystarczająco uważna. - Nie mogę Ci powiedzieć. Ale mogę Ci pokazać... - dodał po chwili. Uniósł jedną brew jakby chciał jej przekazać, że istnieje drugie przesłanie w tym co chciał jej powiedzieć. - Powiedzmy, że takich jak my, myślących podobnie, jest nieco więcej. I powiedzmy, że wspólnie działamy, żeby wcielić nasze wizje w rzeczywistość. I powiedzmy, że jestem w stanie zaangażować Cię w takie działania. - ciągnął dalej, znowu uderzając w powściągliwą tonacje. Sama wibracja tego co mówił, powinna zakomunikować, że to co miał na myśli nie jest czymś, o czym powinni rozmawiać głośno. Konspiracja, dokładniej mówiąc. Jasne, że nie mógł wszystkiego podać jej na srebrnej tacy, bez żadnych niedomówień, bo wciąż nie za bardzo mógł jej ufać. Dopiero co się poznawali od tej strony. - Co odpowiesz na takie zaproszenie? Mocno zaakcentował to zdanie. Odpuścił w końcu od trzymania jej pod łokciem. Zamiast tego skrzyżował ręce na klatce, a jedną dłoń w otwartym geście wyciągnął w jej kierunku, oczekując tym samym jednoznacznej decyzji.