12.10.2024, 16:34 ✶
— Nie bawisz tu długo, prawda? — Nie było to najbłyskotliwsze spostrzeżenie, ale tylko w ten sposób potrafił skomentować to, że Charlie nie znał ani Dolohova, ani jego osiągnąć. Niesamowite, ile niemających pojęcia o bożym świecie, zagranicznych Mulciberów przywiało w ostatnim czasie do Londynu.
Nim nawiązał współpracę z Vakelem, Peregrinus chwytał się w swojej karierze przeróżnych mentorów. Były to relacje raczej przelotne, na jeden projekt, może dwa, okazjonalne współprace. Korzystając z oferowanej mu przez młodość i rodzinę wolności, skakał z kwiatka na kwiatek, u niczyjego boku nie zagrzał na długo miejsca. Nabył dzięki temu pewną wszechstronność w swojej dziedzinie.
Vakel był pierwszym, z którym pracował tak długo.
— Tak, mistrz Dolohov jest dobrym pracodawcą.
Pomijając to, że innej odpowiedzi na to pytanie udzielić nie mógł, to naprawdę tak myślał. Praca w Prawach Czasu była świetną okazją, pasującą idealnie do wymuszonego na nim stylu życia. Otrzymywał stosunkowo dużo wolności w porównaniu do tego, co mogłoby go czekać chociażby w ściśle hierarchicznym Departamencie Tajemnic, który tak mu się marzył. Robił to, co lubił, i chodziło nie tylko o te badania, które prowadził do projektów Dolohova. Na własne małe zainteresowania również starczało mu czasu. Sytuacja zawodowa była więc niemalże idealna.
Bezpośredniość ze strony Trelawneya miała zaś dopiero nadejść. Po wymijającej odpowiedzi Mulcibera stracił cierpliwość do tej zabawy w kotka i myszkę, choć nie dał po sobie owej irytacji poznać.
— Charles, sugeruję, że nie będziesz ich sprzedawał tak długo, jak tu pracujesz. Dla dobra wszystkich, które, jak sam zadeklarowałeś, leży ci na sercu. Jestem pewien, że swoją romantyczną formułę zdołasz zamknąć w innym kształcie. — Pozostawał uprzejmy, lecz była w tych słowach stanowczość. Nie mógł mu niczego zakazać, brak mu było takiej władzy, lecz chciał, aby to wybrzmiało. Ta strona kamienicy nie będzie zachwycona, jeśli zdecyduje się kontynuować swój mały proceder.
Gdy usłyszał Charlesową teorię, wszystko w nim jakby zwiędło i początkowo nie wiedział, co powinien na to odpowiedzieć. Czy i ten Mulciber postanowił sobie z niego stroić żarty? Czy to było rodzinne?
— Wątpliwe. Odnoszę wrażenie, że Alexander Mulciber w innym miejscu upatruje autorytetów — stwierdził w końcu, mając nadzieję, że to utnie ten niedorzczny temat. — Zapewne zatem okażesz się pani Dolohov przydatny.
Zwykły pomagier, niby nic groźnego. Annaleigh mogła sobie na chłopca na posyłki wybrać dowolnego gówniarza ze smykałką, jakich pełno, ale zdecydowała się na tego konkretnego gorącego ziemniaka, który miał potencjał wokół nich zamieszać. Peregrinus żywił nadzieję, że jedyną osobą, na której się to odbije, będzie ona sama.
— Byliśmy sami — przytaknął. — Od niedawna terminuje tu również nowa uczennica mistrza.
Byli sami. Tyle lat byli tu sami, a w ciągu kilku krótkich miesięcy Prawa Czasu wypełniły się kolejnymi osobami, które zaczęły mącić stare rytuały. Wypełniać przestrzenie, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla niego. Kraść jego wyłączność na Vakela, którą długi czas dzielił jedynie z Annaleigh.
Nim nawiązał współpracę z Vakelem, Peregrinus chwytał się w swojej karierze przeróżnych mentorów. Były to relacje raczej przelotne, na jeden projekt, może dwa, okazjonalne współprace. Korzystając z oferowanej mu przez młodość i rodzinę wolności, skakał z kwiatka na kwiatek, u niczyjego boku nie zagrzał na długo miejsca. Nabył dzięki temu pewną wszechstronność w swojej dziedzinie.
Vakel był pierwszym, z którym pracował tak długo.
— Tak, mistrz Dolohov jest dobrym pracodawcą.
Pomijając to, że innej odpowiedzi na to pytanie udzielić nie mógł, to naprawdę tak myślał. Praca w Prawach Czasu była świetną okazją, pasującą idealnie do wymuszonego na nim stylu życia. Otrzymywał stosunkowo dużo wolności w porównaniu do tego, co mogłoby go czekać chociażby w ściśle hierarchicznym Departamencie Tajemnic, który tak mu się marzył. Robił to, co lubił, i chodziło nie tylko o te badania, które prowadził do projektów Dolohova. Na własne małe zainteresowania również starczało mu czasu. Sytuacja zawodowa była więc niemalże idealna.
Bezpośredniość ze strony Trelawneya miała zaś dopiero nadejść. Po wymijającej odpowiedzi Mulcibera stracił cierpliwość do tej zabawy w kotka i myszkę, choć nie dał po sobie owej irytacji poznać.
— Charles, sugeruję, że nie będziesz ich sprzedawał tak długo, jak tu pracujesz. Dla dobra wszystkich, które, jak sam zadeklarowałeś, leży ci na sercu. Jestem pewien, że swoją romantyczną formułę zdołasz zamknąć w innym kształcie. — Pozostawał uprzejmy, lecz była w tych słowach stanowczość. Nie mógł mu niczego zakazać, brak mu było takiej władzy, lecz chciał, aby to wybrzmiało. Ta strona kamienicy nie będzie zachwycona, jeśli zdecyduje się kontynuować swój mały proceder.
Gdy usłyszał Charlesową teorię, wszystko w nim jakby zwiędło i początkowo nie wiedział, co powinien na to odpowiedzieć. Czy i ten Mulciber postanowił sobie z niego stroić żarty? Czy to było rodzinne?
— Wątpliwe. Odnoszę wrażenie, że Alexander Mulciber w innym miejscu upatruje autorytetów — stwierdził w końcu, mając nadzieję, że to utnie ten niedorzczny temat. — Zapewne zatem okażesz się pani Dolohov przydatny.
Zwykły pomagier, niby nic groźnego. Annaleigh mogła sobie na chłopca na posyłki wybrać dowolnego gówniarza ze smykałką, jakich pełno, ale zdecydowała się na tego konkretnego gorącego ziemniaka, który miał potencjał wokół nich zamieszać. Peregrinus żywił nadzieję, że jedyną osobą, na której się to odbije, będzie ona sama.
— Byliśmy sami — przytaknął. — Od niedawna terminuje tu również nowa uczennica mistrza.
Byli sami. Tyle lat byli tu sami, a w ciągu kilku krótkich miesięcy Prawa Czasu wypełniły się kolejnymi osobami, które zaczęły mącić stare rytuały. Wypełniać przestrzenie, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla niego. Kraść jego wyłączność na Vakela, którą długi czas dzielił jedynie z Annaleigh.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie