Nie, nie on wybierał pierścionek, a nawet jakby wybierał, to nie wiedziałby jaki. Pomyślałby o tym, że lubi kwiaty? Pewnie tak. Patrząc na wszystkie wyroby złotników gdzieś prześlizgnąłby się kwiat. Chyba wybrałby taki, którego złoto rozkładałoby się w płatki, a kamień byłby osadzony jako jego serce. Właśnie - serce. Jakie? Kolor? Na pewno tu też była jakaś symbolika. O zgrozo, ratujcie. Musiałby robić cały research dotyczący kamieni szlachetnych, no bo przecież... nie, pewnie by po prostu zapytał Victorii. Albo w ogóle by jej powiedział, że chciałby jej dać pierścionek, który jej się spodoba. Bo przecież to ona potem miała go nosić i pokazywać, nie on. Więc mógł jej nie kochać, ale tak, lubił ją, jak ona polubiła jego. Nie byłby to żaden wysiłek, a nawet wysiłek by zaoszczędził, gdyby pozwolił jej wybrać to, co jej będzie leżeć. Tymczasem wyboru dokonały Anna i Isabella. Chyba nie wyszło źle, co? Tyle, co wampir się na biżuterii znał... jak powiedział Joseph - pasował. I to symbolicznie. Skąd zaś o tej symbolice wiedział... o to lepiej było nie pytać. Sauriel zakładał jednak, że wie więcej o jego narzeczonej niż on sam o niej.
Tak jak ona nie wiedziała co mówić, tak on również. A w zasadzie najchętniej nie odzywałby się wcale. Przywykł do tego, tak całkowicie szczerze. Do milczenia przy ojcu, bo to on był głową domu, on w nim rozdawał karty i on brylował w towarzystwie. Saurielowi przybywało lat, ale niektóre rzeczy się naprawdę nie zmieniały. Jak to, że te wszystkie rozmowy... tak, gdyby się postarał to byłby w stanie się jakoś w nie włączyć. Ale byłoby jak z szachami. W końcu zacząłby tracić skupienie i zainteresowanie. Nie odnajdywał się na salonach. Może dlatego, że się wcale na nich nie urodził?
Spojrzał na nią tak oczywistym spojrzeniem, że nie pozostawiało wątpliwości, że nie było dobrze i że w sumie to lepiej nie pytać. Standardowa odpowiedź, kiedy nie chcesz mówić, jak w sumie jest chujowo. Ewentualnie nie chcesz mówić "jest okej" - "nie wyglądasz okej" - "to nie patrz". Bo to byłoby bardzo w stylu Sauriela. Ale nie tutaj. Nie teraz.
- Byłem zajęty wyobrażaniem sobie wszystkich scenariuszy, w których... dzieją się tutaj rzeczy w miejscahc. - Żeby nie powiedzieć brzydko "każdy dostaje w ryja po równo i ustawiają się w rzędzie, żeby nikt nie dostał dwa razy. Albo wróć - żeby właśnie każdy dostał przynajmniej dwa razy! I to po równo! Mówił przyciszonym głosem, kiedy dania magicznym sposobem wlatywały na stół i się w nich pojawiały, tak jak napełniły się te kieliszki winem, wzniesiono zresztą pierwszy toast za parę młodą. To już było. Kiedy zaś wszyscy zaczęli rozmawiać zrobiło się faktycznie lżej. Przynajmniej jemu. - Pewnie nie zrobili twojego ulubionego schabowego? - Pamiętał. Pewnie, że zapamiętał. Jej babeczki również.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.