• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[26 lipca 1972] Afterparty

[26 lipca 1972] Afterparty
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#18
13.10.2024, 22:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 14:16 przez Louvain Lestrange.)  

To wisiało w powietrzu. Czuł to odkąd tylko zszedł z areny po pojedynku. Lestrange nie był osobą która potrafiła przepracować tak silnie negatywne odczucia wewnątrz siebie. A kiedy tylko dostrzegł wśród widowni tę paskudną, cygańską mordę, już wiedział, że ten wzburzony w nim gniew będzie musiał eksplodować. Miał to centralnie w dupie, czy ktoś pomyślał, że ta bijatyka była nie uczciwa, bo dwóch rzuciło się na jednego. To zbyt małostkowe, żeby przejmować się takimi bzdurami. Dla niego, jak zawsze zresztą, liczyła się jedynie wygrana. Ten wieczór i tak już utwierdził go w tym przekonaniu, że honorowe postępowanie tylko oddala go od upragnionego zwycięstwa nad wrogiem.

Nie sądził jednak, że rozłożenie Alexa na łopatki przyjdzie im tak łatwo. Pokusiłby się nawet o stwierdzenie, że może nawet i bez pomocy Atreusa, udałoby mu się ubić te romską mordę, niczym schab na kotlety. Stojąc jednak nad ogłuszonym truchłem już za życia, mógł być wdzięczny przyjacielowi za jedno. Za to, że rozpoczął ten akt przemocy za niego. Za te wszystkie bezeceństwa, które rzucił w jego stronę, miał najszczerszą ochotę ogrzać się od trzewi Mulcibera tu i teraz. Ale gdyby to Louvain pierwszy wymierzyłby cios, dałby mu właśnie to czego pewnie podskórnie oczekiwał. Nie chciał dawać mu satysfakcji z tego, że jego słowa w niego trafiały. Nie chciał ich w żaden sposób legitymizować. Jednocześnie nie potrafiłby mu odpuścić. Gdyby nie zrobiłby teraz nic, oznaczałoby że można po nim jeździć jak po burej suce. A na to nie mógł nikomu pozwolić, zwłaszcza takiemu ściekowi jak Alexander. Chociaż ta szmaciana lalka z podłogi zapewne nie wyciągnie z tego żadnej lekcji, to musiał się liczyć, że pogrywanie z nim zawsze ma swoje konsekwencji. Nawet jeśli dzielili to samo znamię.

Powstrzymał się od kolejnego ciosu widząc jak właśnie wspólnie zgasili światło u tej mendy. Zastygł w bezruchu na moment wpatrując się w jego bezwładną postać, ciesząc się każdym ujęciem z tego kadru. Jego niemoc była jak panaceum na wszystkie bolączki swojego własnego ego. W końcu przeniósł wzrok na Bulstrode, kiedy i do niego wróciła pobitewna przytomność. W oczach Lestranga pojawiło się wtedy coś łagodnego, coś co zwykle nie gościło na jego chyżym pysku. Spojrzenie nacechowane nutą wdzięczności, które na jego licu pasowało jak wół do karocy. Nie w jego stylu było składanie podziękowań na głos, ale tym spojrzeniem chciał wyrazić wdzięczność. Wdzięczność, że mógł na niego liczyć.

- Zrywaj się stąd. - polecił kumplowi, dość pobłażliwym jak na siebie tonem. Instynktownie zmarszczył brwi i wrócił spojrzeniem na swój przyszły obiekt deliktu. - Nie potrzebujesz tego... Dookreślił się, najzwięźlej jak potrafił. Atreus dobrze go znał i wiedział, że łaska i wybaczenie nie leżą w jego naturze. Skoro już natrafiła się taka okazja do wyrównania wspólnych rachunków między Lestrangem i Mulciberem, nie zamierzał odpuścić takiej okazji w żadnym wypadku. Auror i tak już nadużył w pewnym stopniu godności swojej rangi rozpoczynając klubową zadymę. A to co planował Louvain, daleko wykraczało poza to, na co funkcjonariusz mógł przymknąć oko. I tak już wiele dla niego zrobił, nie było potrzeby dokładania mu kolejnych problemów. No i bezpieczniej dla nich obu było, żeby Atreus nie był świadkiem tego co zamierzał dalej zrobić z romskim psem.

Podszedł bliżej do rozbrojonego oponenta. Pochylił się nad nim podciągając mu powieki, by upewnić się jak bardzo jest nieobecny ćpuński książę. Nie odnalazłszy w jego gałkach większej reakcji na tak oczywisty bodziec, uśmiechnął się szatańsko nad poległym. W końcu przypomniał sobie, gdzie się tak właściwie znajdują. Rozejrzał się dookoła i dostrzegł wcale nie tak mało ciekawskich i wścibskich spojrzeń pozostałych klubowiczów tego wieczoru. Rzucił też gniewne spojrzenie w kierunku Diany oraz Loretty, jeśli wciąż stały gdzieś obok, jasno komunikując, że ich rola w tym przedstawieniu również dobiegła końca i tak jak nie reagowały dotychczas, nie powinny reagować dalej.

Przerzucił sobie koleżkę lowara przez ramię i zaprowadził ich do klubowej toalety. Obsługa, czy nawet ochrona nie reagowała przesadnie, w końcu miał ich w kieszeni, a oni mieli w kieszeniach jego pieniądze. Mógł się razem z nim gdzieś aportować, ale ryzykowałby wtedy rozczepieniem, swoim albo tego drugiego. Zresztą potem i tak musiałby go gdzieś podrzucić, żeby ktoś mógł go znaleźć. Po co robić sobie więcej kłopotów, kiedy za zamkniętymi drzwiami ubikacji, mógł zrobić to samo. No i jego paskudny cygański grymas idealnie komponował się z rozlaną po posadzce uryną.

Na początek chlusnął mu zimną wodą z kranu w twarz, żeby odzyskać chociaż kawałek jego przytomności. Co to za przyjemność pastwić się nad bezbronnym, jeśli ten prześpi cały seans. Potem splunął na niego, tak po prostu, bo już nic go nie ograniczało. - No i gdzie ten twój absolut? Gdzie są teraz twoi bogowie, co? Mówił dość spokojnie, ale ubierając każdy możliwy akcent w szyderę ile tylko mógł, a miał jej całkiem sporo. - Taki byłeś wcześniej wyszczekany kundlu, a teraz ledwo łapiesz oddech. Może potrzebujesz pomocy? Zaśmiał się ironicznie i wyciągnął różdżkę. Przyłożył mu ją do szyi i wycelował dość dokładnie w jego tchawice. Zaklęciem translokacji zamierzał zadać mu trochę, może trochę więcej bólu. Intencja była czysto nienawistna, więc z intencji nacechowana czarną magią. Poruszał jego organem w różne strony, odbierając mu możliwość oddechu. Upajał się zadawanym mu bólem, aż mimowolnie przez usta wybijał się język w śmierciożerczym instynkcie. Gdyby tylko mógł uwolniłby go teraz od ciążących okowów człowieczeństwa. - Twoja śmierć to jedyne co masz do zaoferowania światu. - rzucił nagle, odrywając w końcu różdżkę od Alexandra.

Może to był właśnie ten moment? Ten dzień kiedy powinien odebrać magią życie po raz pierwszy? Na pewno zrekompensowałoby mu to wszystkie zadry których dopuścił się ten brud w jego kierunku. Jednak czuł też, ze śmierć to za mało. Może i zapobiegłoby to kolejnym takim wybrykom, może nawet udałoby mu się uratować przed nim Lorette. Mimo wszystko czuł, że nie zwróciłoby mu to spokoju ducha. W jego odczuciu ten rzyg i tak był już częściowo martwy, kwestia czasu kiedy doigra się swojego, a do tego czasu może jeszcze pocierpieć. Zdecydowanie większą karą dla niego będzie łaska. Łaska właśnie z jego rąk, litość nad jego marnym żywotem. Ten głupi gówniarz, braciszek Loretty, który nie zdołał nawet poskładać Notta, zamierzał mu teraz odpuścić, jak drapieżnik, który wzgardza napotkaną padliną.

Szarpnął go za lewą rękę, podwijając materiał zasłaniający jego lewe przedramię. Machnął raz różdżką, by rozproszyć maskujące zaklęcie mrocznego znaku. Pokręcił pogardliwie głową ze zrezygnowaniem widząc dobrze znajomy mu symbol. - Musiał być bardziej naćpany od ciebie, kiedy ci to dawał... - syknął pogardliwie. W swojej bezczelności i nienawiści zdążył nawet obrazić tego, o którym nigdy wcześniej nie wypowiadał się w ten sposób. Jednak tej jednej rzeczy nie potrafił zrozumieć w postępowaniu Czarnego Pana, dlaczego postanowił obdarować go tym najwyższym wyróżnieniem. Jak ktoś kto nawet nie szanował własnej krwi, miał szanować cokolwiek innego? Wpatrywał się przez moment w znamię, aż do głowy wpadł mu pewien pomysł.

Musi mu zostawić jakąś pamiątkę po tej nocy, coś co będzie mu przypominać o jego słabości. Złamane kości mogły odrosnąć, a rany mogły się zagoić. Potrzebował czegoś lepszego, czegoś ponad to. Skoro tak lubił te wszystkie wróżby, symbole i przepowiednie, skoro tak bardzo żył postacią cygańskiego wieszcza to chęcią dorzuci mu coś od siebie.

Z nordyckimi runami spotkał się po raz pierwszy w o wiele zimniejszą noc, niż ta lipcowa. Pewnie nigdy by się sam z siebie tym nie zainteresował, gdyby Millie nie wymalowałaby mu Dagaz czarną krwią Blacków na jego czole. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia co to miało znaczyć, po prostu potraktował to jak manifestację jej szaleństwa, jedną z wielu których wtedy go uraczyła. Kiedy wreszcie dotarł do zapisków które wytłumaczyły mu czym był ten symbol, jakie miało to znaczenie, był jeszcze bardziej zdezorientowany. Równowaga? Na cholerę mu ona była potrzebna? Domyślał się, że to jej wróżba dla niego, bo wszystkie Trelawney, te cholerne limbogirls, miały wróżbiarstwo we krwi. Przypisała mu najbardziej pozytywną runę z wszystkich możliwych, więc potraktował to po prostu jak drwinę z niego. W momencie kiedy zaciągał się do mrocznych potęg, ta wariatka życzyła mu wręcz odwrotności tego, czego pragnął najbardziej.

Dopiero pochylając się nad swoim największym wrogiem, źródłem najmroczniejszych barw swojej aury dotarło do niego przesłanie tamtej wróżby. Teraz wydawało się to takie proste. Jeśli kiedykolwiek miał zachować równowagę, wykazać się empatią, wydobyć z siebie chociaż te szczątkowe ilości optymizmu, to była to właśnie najlepsza okazja. Oczywiście z dużym przymrużeniem oka, bo nie byłby sobą gdyby nie zrobiłby tego we własnym stylu. Oszczędzi go, ale wyłącznie po to by upokorzyć.

Gwałtowna zmiana i transformacja wewnętrzna, zupełnie jak Hagalaz. Właśnie to zamierzał wypalić mu na lewym przedramieniu, tuż nad mrocznym znakiem. Kolejny symbol, by oznaczyć go sobie jak bydło, któremu nie nadaje się imion tylko numer seryjny przed ubojem. Tak jak spadł na Alexa grad ciosów, który powinien doprowadzić do upadku ostatecznego, niech będzie momentem na przewartościowanie swojego życia. Czy będzie coś bardziej upadlającego, niż życiowa lekcja od paniczka którego tak nienawidził? Bo właśnie zamierzał go pouczuć nad własnym postępowaniem. Dwie poziome kreski, ułożone równolegle obok siebie i jedna ukośna, łącząca je ze sobą. Ciągnął różdżką po jego skórze po raz kolejny tego dnia, wypalając żywym ogniem nordycką runę. Nie zamierzał teraz nic mówić do niego, niech zrozumie przesłanie tej wiadomości kiedy wróci już do normalności. W końcu przyjdzie do niego sens tego co mu zostawił na skórze, z czasem, najpewniej w samotności. Zrobi z tym co sam uzna za słuszne, Louvain i tak już czuł się wygranym w tym momencie.

W końcu odstąpił od umęczonego Alexa. Ukontentowany spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Poprawił włosy, kołnierz w koszuli i wygładził pomiętą szatę na sobie. - To tylko sen? A może już koszmar? Rzucił w przestrzeń, niby do swojego odbicia, ale jakby pijąc do wiadomej maksymy. Chciał jakoś zgrabnie zaakcentować tę jakże uroczą końcówkę ich wspólnej chwili. Ostatnia złośliwość przed zniknięciem, a potem zostawił po sobie jedynie świst powietrza od aportacji.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2669), Atreus Bulstrode (1528), Diana Mulciber (716), Loretta Lestrange (541), Louvain Lestrange (3315), Norvel Twonk (301), Rowena Ravenclaw (117)




Wiadomości w tym wątku
[26 lipca 1972] Afterparty - przez Louvain Lestrange - 18.11.2023, 22:38
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Alexander Mulciber - 02.12.2023, 06:16
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Diana Mulciber - 04.12.2023, 03:09
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Loretta Lestrange - 14.12.2023, 17:07
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Atreus Bulstrode - 03.01.2024, 03:18
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Louvain Lestrange - 17.02.2024, 18:46
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Alexander Mulciber - 17.02.2024, 22:43
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Diana Mulciber - 24.02.2024, 01:31
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Atreus Bulstrode - 04.06.2024, 23:13
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Louvain Lestrange - 06.06.2024, 23:56
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Alexander Mulciber - 29.06.2024, 21:25
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Rowena Ravenclaw - 07.07.2024, 15:24
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Atreus Bulstrode - 07.07.2024, 21:48
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Louvain Lestrange - 20.07.2024, 23:00
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Alexander Mulciber - 15.09.2024, 18:48
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Norvel Twonk - 17.09.2024, 23:41
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Atreus Bulstrode - 18.09.2024, 01:32
RE: [26 lipca 1972] Afterparty - przez Louvain Lestrange - 13.10.2024, 22:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa