Poczuł silny ucisk na skroniach, więc przyłożył palce do twarzy, starając się rozmasować ból. Za dużo, za silnych emocji na raz. Z jednej strony czuł żal nad losem jaki się jej przytrafił. Z drugiej z kolei czuł złość, a nawet oburzenie na samego siebie, że pozwala sobie na takie rozterki. Brzydził się swoje słabości, nawet w pustym pokoju, w którym nikogo oprócz niego i śpiącej Millie nie było. Z ledwością patrzył na jej wątłe ciało, ale nie potrafiłby już spojrzeć nawet na własne odbicie. Ten smutek i strach przed utratą jej z tego świata. Nigdy nie powinno było go na to stać. To oznaczało tylko, że wątpił w słuszność własnej idei, dla której jeszcze nie tak dawno był w stanie oddać życie. A teraz niewiele brakowało by załkał, jak najgorszy ze śmieci.
Naciskał opuszkami palców na skronie, zataczając niewielkie koła. W końcu, pod paznokciem poczuł drobną pamiątkę, którą sobie zostawił po tamtej nocy. Tatuował sobie różne głupstwa, czasem miało to bardzo proste znaczenie, a czasami te czarne linie nie miały ich wcale. Ale dagaz przyjął na stałe z oczywistą intencją, w odniesieniu do najprawdziwszych wspomnieć. Drobny znaczek wielkości małego paznokcia, białym tuszem. W dodatku ukryty pod cienką warstwą włosów z boku głowy, by jeszcze bardziej ukryć te znamię przed światem. Chciał tą runę zatrzymać na zawsze, chociaż paradoksalnie miał te całą równowagę głęboko w dupie. Nie chciał temu wszystkiemu przypisywać żadnej ponad zmysłowej wartości, nie chciał przyznawać jej w żaden sposób racji. Po prosty przyjął ten idiotyczny znaczek za jej manifestację, którą chciał przywracać sobie w momentach kiedy najbardziej tego potrzebował. Kiedy chciał przywołać wspomnienie tych wszystkich skrajnych emocji, by w chwilach melancholii przypomnieć sobie te sprawy które potrafiły nim wstrząsnąć jak mało co innego w życiu.
Tak samo teraz, przez krótki moment roztopił się w tym namacalnym zapisie uczuć, jakby miało to pomóc w czymkolwiek. Jakby teraz miał z tego tytułu łatwiej przetrawić to co w niego uderzało. I może przez krótką chwilę poczuł odrobinę ulgi, wiedząc że nadal jest człowiekiem i to wszystko wychodziło z czegoś konkretnego. Nie tylko z kapryśnej chwili przerośniętego nastolatka, tylko z prawdziwych emocji. Jednak była to krótka migawka, tak szybko jak się pojawiła, tak szybko znowu zostawiła go w osamotnieniu.- Oj nie kurwa... - syknął wściekle niemalże. Oderwał się od niej, oderwał ręce od twarzy. Ruchem jednej dłoni gwałtownie odrzucił materiał pościeli, który przykrywał jej postać. Drugą zaś sięgnął po swoją różdżkę. - Wiem, że mnie słyszysz, wstawaj... Przez zaciśnięte od złości zęby rzucił jej niemalże prosto w twarz, rozgniewany jej biernością. Tego jeszcze nigdy od niej nie doświadczył i nie miał zamiaru się z tym od tak po prostu pogodzić. Skoro wybudził z podobnej śpiączki Theona to obudzi i ją, choćby miał roznieść te jebaną pożal się boże lecznicę. Wycelował różdżką między jej oczy, prawie że wbijając jej końcówkę w bladą skórę. Zamknął oczy i ze wszystkich sił postarał się wrócić wspomnieniami do momentu kiedy sam wyciągnął się spod iluzji limbo. Potrzebował do tego wszystkich swoich sił oklumety, na szczęście był zdeterminowany jak nigdy. W końcu zaczął rzucać w nią zaklęciami rozpraszającymi, raz po raz, jakby jej stan był uwarunkowany wyłącznie tą przeklętą, prastarą magią z pierwszego kręgu.