14.10.2024, 22:32 ✶
— Dopilnuję, żebyśmy to my zjadły torcik, nie Fiona — odparła, kiedy wcześniej tylko parsknęła na słowa panny Longbottom. Właściwie to przez momencik się zmartwiła, że i jej ognik dorwałby się do ciasta, ale zostawienie go bez opieki nie wchodziło w grę, więc i pewnie może będzie musiała dać mu ten malutki kawalątek deseru.
Mona tylko uniosła brew, słuchając słów o mugolskich książkach i smoczych jeźdźcach. A to ciekawe. Kiedyś była bardziej zaznajomiona z mugolską literaturą, a zwłaszcza… czasopismami. Nie była pewna, czy kiedykolwiek wspomniała Brennie o swojej dziwnej obsesji do legendarnych jaszczuro-ludzi.
— No nie gadaj! Kojarzysz tytuł może? Ciekawe czy łatwo bym go dorwała — myślała na głos, bo aż ciekawość ją zmuszała, aby do nich zajrzeć i następnie przeanalizować to z badaniami nad ewentualnymi przejażdżkami na smoczym grzbiecie. Wątpiła, żeby mugole wpadli na jakiś lepszy pomysł niż magizoolodzy, ale kto wie?
Tak, los małego smoczognika zdecydowanie był przesądzony. Odkąd tylko Brenna pojawiła się w progu jej drzwi, na twarzy Mony nieustannie gościł uśmiech, więc właśnie z szerokim uśmiechem wciąż obserwowała drugą kobietę i jak z beztroską łatwością głaskała Zębatka. Mały gad był przyzwyczajony do codziennych pieszczot, wręcz z utęsknieniem czekał na swoje drapanki. Najnormalniejsza rutyna w jego małym świecie, nie?
— Zaczarowana woda na odludnej plaży? Brzmi jak coś, co warto zobaczyć – powiedziała zainteresowana. — Wiesz, zawsze myślałam, że najpotężniejsze czary to te, które tworzy natura, a nie te rzucone różdżką.
Zastanawiała się, jakim cudem Brenna miała tyle cierpliwości do takich sytuacji.
— Ludzie potrafią być naprawdę niepojęci – dodała, wzruszając ramionami. – Taak, plus zajęło to więcej czasu niż bym chciała i byłoby to konieczne. Trzeba było wysłać ekipę tropiącą. A smoczyca wcale nie była zadowolona, kiedy ją znaleźliśmy. Złapała jeszcze kilka dzikich zwierząt nim wróciła. Noooo więc… gdybym miała kiedykolwiek wybierać między takimi przypadkami a małym Zębatkiem, to wybór chyba jest prosty, prawda? Z nim przynajmniej można się dogadać bez składania skarg co piątek.
Mona jeszcze raz omiotła wzrokiem otoczenie, upewniając się, że wszystko zostało na swoim miejscu. Przez chwilę zastanawiała się czy na horyzoncie nie pojawi się zaraz jakiś pożar, ale nie – nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek miało się zapalić. Chwyciła koszyk i uśmiechnęła się do Brenny, która trzymała kocyk. Mogły ruszać.
Ale o mały włos by zapomniała.
— Chodź, Zębatku! — odwróciła się i zawołała, a mały smoczoognik z entuzjazmem wleciał jej na ramię. Rudowłosa raczej nie obawiała się, że mógłby odlecieć. Nie, kiedy przecież trzymała żarcie w koszyku. Mo z uśmiechem zerknęła na swoją towarzyszkę. — Spacerkiem to może z parę minutek do klifów – powiedziała. — I wiesz co? Nie wieje aż tak mocno jak się obawiałam.
Ruszyły więc w stronę klifów. W oddali słychać było szum fal rozbijających się o brzeg, gdyby się nadstawiło dobrze ucho. Zębatek na jej szyi wydał ciche mruknięcie. Mona pogładziła go po miękkich łuskach, czując pod palcami jego przyjemne ciepło i jak gad lekko lekko unosił się, i opadał z każdym krokiem. A kiedy dotarły na miejsce, powitało je rozciągające się morze!
Mona tylko uniosła brew, słuchając słów o mugolskich książkach i smoczych jeźdźcach. A to ciekawe. Kiedyś była bardziej zaznajomiona z mugolską literaturą, a zwłaszcza… czasopismami. Nie była pewna, czy kiedykolwiek wspomniała Brennie o swojej dziwnej obsesji do legendarnych jaszczuro-ludzi.
— No nie gadaj! Kojarzysz tytuł może? Ciekawe czy łatwo bym go dorwała — myślała na głos, bo aż ciekawość ją zmuszała, aby do nich zajrzeć i następnie przeanalizować to z badaniami nad ewentualnymi przejażdżkami na smoczym grzbiecie. Wątpiła, żeby mugole wpadli na jakiś lepszy pomysł niż magizoolodzy, ale kto wie?
Tak, los małego smoczognika zdecydowanie był przesądzony. Odkąd tylko Brenna pojawiła się w progu jej drzwi, na twarzy Mony nieustannie gościł uśmiech, więc właśnie z szerokim uśmiechem wciąż obserwowała drugą kobietę i jak z beztroską łatwością głaskała Zębatka. Mały gad był przyzwyczajony do codziennych pieszczot, wręcz z utęsknieniem czekał na swoje drapanki. Najnormalniejsza rutyna w jego małym świecie, nie?
— Zaczarowana woda na odludnej plaży? Brzmi jak coś, co warto zobaczyć – powiedziała zainteresowana. — Wiesz, zawsze myślałam, że najpotężniejsze czary to te, które tworzy natura, a nie te rzucone różdżką.
Zastanawiała się, jakim cudem Brenna miała tyle cierpliwości do takich sytuacji.
— Ludzie potrafią być naprawdę niepojęci – dodała, wzruszając ramionami. – Taak, plus zajęło to więcej czasu niż bym chciała i byłoby to konieczne. Trzeba było wysłać ekipę tropiącą. A smoczyca wcale nie była zadowolona, kiedy ją znaleźliśmy. Złapała jeszcze kilka dzikich zwierząt nim wróciła. Noooo więc… gdybym miała kiedykolwiek wybierać między takimi przypadkami a małym Zębatkiem, to wybór chyba jest prosty, prawda? Z nim przynajmniej można się dogadać bez składania skarg co piątek.
Mona jeszcze raz omiotła wzrokiem otoczenie, upewniając się, że wszystko zostało na swoim miejscu. Przez chwilę zastanawiała się czy na horyzoncie nie pojawi się zaraz jakiś pożar, ale nie – nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek miało się zapalić. Chwyciła koszyk i uśmiechnęła się do Brenny, która trzymała kocyk. Mogły ruszać.
Ale o mały włos by zapomniała.
— Chodź, Zębatku! — odwróciła się i zawołała, a mały smoczoognik z entuzjazmem wleciał jej na ramię. Rudowłosa raczej nie obawiała się, że mógłby odlecieć. Nie, kiedy przecież trzymała żarcie w koszyku. Mo z uśmiechem zerknęła na swoją towarzyszkę. — Spacerkiem to może z parę minutek do klifów – powiedziała. — I wiesz co? Nie wieje aż tak mocno jak się obawiałam.
Ruszyły więc w stronę klifów. W oddali słychać było szum fal rozbijających się o brzeg, gdyby się nadstawiło dobrze ucho. Zębatek na jej szyi wydał ciche mruknięcie. Mona pogładziła go po miękkich łuskach, czując pod palcami jego przyjemne ciepło i jak gad lekko lekko unosił się, i opadał z każdym krokiem. A kiedy dotarły na miejsce, powitało je rozciągające się morze!