Joseph lubił gry różnego rodzaju, ale co się dziwić? Przecież był wampirem. Przecież był stary. Ten, kto wiedział, jak stary, automatycznie rozumiał, dlaczego zwichrowany umysł jegomościa był... właśnie zwichrowany. I mimo tego, że wyglądał jak człowiek, to zdecydowanie we wnętrzu bardzo dużo mu do człowieczeństwa brakowało. To była Bestia. I nie należało o tym zapominać. Sauriel pamiętał zawsze. Gdyby jego serce biło, to nawet teraz zaczęłoby uderzać szybciej, a krew jeszcze szybciej płynęłaby przez jego ciało. Jego żyły wcale się nie rozszerzały, a jednak wystarczyła odrobina zainteresowania, żeby ten krawat jeszcze bardziej go uciskał. Pułapka. To był chyba też dobry moment, żeby na przykład odpyskować jakkolwiek wampirowi i chociażby uświadomić mu, żeby na Victorię zębów nie ostrzył. Ale nie zrobił tego. Wolał siedzieć cicho i tylko przez moment na nich spoglądał, a potem odwrócił wzrok. Całkowite tchórzostwo? Ależ owszem, były w tym całe kilogramy strachu! Na przykład o to, że Joseph pomyśli, że naprawdę Victorię lubi. Ale w końcu tak pomyśli. Pewnie już tak myślał. Próby bronienia siebie czy świata dookoła w jego głowie tylko utrudnianie życie. Łatwiej było się poddać.
Spodobała mu się ta odpowiedź, więc uśmiech na starszej twarzy stał się odrobinę szerszy.
- Rozchmurz się odrobinę, dziecko. W końcu podano do stołu. - Sauriel obrócił wzrok w kierunku Josepha, który wzniósł w małym toaście między nimi lampkę wina, nim znów skupił się na rozmowie. Wyłapał interesujący go temat - dołączył. Sauriel zastanowił się, co wampir miał na myśli. To, że rzeczywiście przypłynęło jedzenie na stół, czy może to, że Victoria została z nim zaręczona. Odbierał całkiem wyraźne wrażenie, że jednak to drugie.
- Uważaj na siebie na Beltane, co? - Odezwał się, kiedy nałożył sobie trochę jedzenia i tak - zachowywał pozory. Jadł. Wszystko było pyszne i w ogóle... a i tak podchodził do tego cierpiętniczo. Ale przynajmniej w tej chwili było dobre. - Powinnaś iść na miłosną wróżbę. Ciekawe, co by ci powiedzieli. - Kiedy ta atmosfera i dyskusje tam wrzały to czarnowłosy odrobinkę się ośmielił na tyle, żeby rzeczywiście nawiązać z Victorią kontakt. Zresztą siedzenie w całkowitej ciszy, kiedy już myśli do jego głowy wróciły, było w tym momencie jeszcze gorsze. I uciążliwe.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.