W każdej innej sytuacji nie miałby spoconej dupy ze stresu. Chociaż wobec tego, że Stanley stał się poszukiwany, bo spierdolił przesłuchanie w ministerstwie, zachowywał się tak jak każdy mógłby obstawiać; sypał szyderczymi żarcikami, jak gdyby nigdy nic. To tak naprawdę był spięty jak przepaska biodrowa jakiegoś olbrzyma. Tylko zachowywał pozory, że bawi go wizja jak kumpel ze szkolnego korytarza przepycha się z kumplem ze szkolnej ławki. Trochę jakby oderwany od rzeczywistości, jakby miał gdzieś, że jeden naprawdę chcę dobrać mu się do dupska, a drugi stał się terrorystą z listem gończym na karku.
Szczerze to naprawdę liczył, że Atreus faktycznie dał fory Borginowi w ucieczce. Raz, że tak wychodziło lepiej dla sługusów Voldemorta, bo nikomu z nich nie było na rękę, żeby Staszek faktycznie trafił do celi. Dwa, że naprawdę nie chciał, żeby ich paczka rozpadła się w tak żałosnych okolicznościach. Oczywiście on przed Bulstrode dalej zgrywał tego samego cwaniaczka z chytrym uśmieszkiem, ale bez pełnego składu to już nie ta sama ekipa. Lestrange nie miał zbyt wielu przyjaciół, dziwne że w ogóle tych kilku gości chciało się z nim bujać, bo potrafił być tak do przesady nieznośny, że raczej nie zasługiwał żeby ktokolwiek robił mu plecy. Toteż podskórnie miał obawy, że to do czego zdążył już przywyknąć, do tych wszystkich chłopackich akcji, zwyczajnie szlak trafi. Bo Staszek kiedyś da się złapać, a w jego umyśle znajdą poszlaki, które w końcu aurorów doprowadzą również do niego. To też kompletnie nie napawało go optymizmem.
- Wyobraź sobie, że nie chwalił się po jakich melinach zamierza się ukrywać, zanim się zaszył. - odparł naprędce, ironizując sobie zdawkowo. Potem nie miał nawet już okazji wymyślić czegoś kąśliwego w odpowiedzi, bo Atreus ewidentnie wybrał false start, robiąc wymach wcześniej, niż powinien. W pierwszej reakcji zaklął pod nosem, bo robić to on, a nie jego. Właściwie to powinien się tego spodziewać, kolega kapitan tak jak on uciekał się do brudnych sztuczek jeśli zależało mu na wygranej. A że byli do siebie pod tym względem dość podobni, musieli wygrywać zawsze.
Całe szczęście Lou okazał się być odrobinę szybszy i to nie jego, lecz tego drugiego, różdżka wymknęła się z dłoni właściciela. Przechwycił kijek z wężodrewna jeszcze w locie i zanim zamierzał mu go oddać to postanowił się mu przyjrzeć dokładniej. Nie żeby jakoś przesadnie znał się na tym fachu, ale coś tam zauważył. Napewno to, że różdżka przyjaciela była o te pół cala dłuższa, ale za to podobnie giętka do tej Lestranga. Złapał ją oburącz i przykładając sobie ją do ucha, jakby chciał usłyszeć jej trzask, delikatnie naginał jej strukturę. Oczywiście tylko się zgrywał, bo aż takim dupkiem to on nie był. Dla swojaków.
- Na pewno masz większe możliwości niż ja, w tej kwestii. Tylko musisz się bardziej postarać. Odparł dość zwięźle. Miał na myśli obie sprawy, ta z złapaniem Borgina i pojedynkowania się z nim, tu i teraz, na tej arenie. W końcu odrzucił mu jego różdżkę, lobem, od dołu, tak by tamten mógł łatwo przechwycić ją w swoje ręce. Oczywiście to jeszcze nie był koniec, do przynajmniej, trzech razy sztuka jak mawiał klasyk. Skoro tak dobrze mu dzisiaj szło, to zamierzał pomieszać te dwa style i zobaczyć co z tego wyjdzie. Przybrał odpowiednią pozę defensywną i najpierw zaczął od stworzenia bariery wokół siebie, tak aby zaklęcie nadlatujące z naprzeciwka rozbiło się o nie. Potem nie zwlekając ani momentu, postanowił również zaatakować. Tym razem chciał pochwycić zaklęciem translokacji za pelerynę Atreusa, tak aby ta oplątała się ciasno wokół niego i wytrąciła go z równowagi.
rozpraszanie i tarcza
Akcja nieudana
translokacja na zawinięcie oponenta w jego własną szatę
Sukces!