Niby tak. Niby była po to, żeby inni musieli na siebie uważać. I to właśnie dlatego chciał, żeby na siebie uważała. Ostatnio było zbyt spokojnie i jeśli Beltane nie przyniesie ze sobą krwi... na pewno przyniesie. Sauriel widział, co się dzieje - a właśnie rozpoczęła się cisza przed burzą. Wśród stukających sztućców i atmosfery napięcia, chociaż osoby przy stole wcale napięte się nie wydawały. Co najwyżej on wypadał ponuro. Na tyle, żeby Joseph zwrócił mu uwagę, chociaż... może rzeczywiście mówił to do Victorii? Nie był teraz tego pewien. Jej "słucha" skutecznie skupiło na niej uwagę obu panów na krótki moment.
- Na pewno na chwilę zerknę. - Żeby... poszwędać się, jak to miał w zwyczaju. Albo raczej żeby być gotowym, kiedy nastanie odpowiedni czas. Kiedyś skręcałoby go z tego powodu, a teraz nawet czuł drobną ekscytację. Spychał ją w dół, bo przecież wiedział, że nie była dobra. Jednak istniała. - Wypatruj burd to może mnie zaaresztujesz. W kajdankach jeszcze nie byłem. - Spojrzał na nią z ukosa i na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny smirk.
Wydawało mu się to niezwykle przyziemne, że w dzień zaręczyn, w samo Beltane, Victoria potem wybierała się do pracy. Wyskakiwała z kiecki, wciągała spodnie i heja! Pilnować takich, jak Sauriel, żeby podbili tylko jedno oko, a nie dziesięć. Bo od pierwszego się tylko zaczyna, to była zasada każdej imprezy. Niekoniecznie musiała się odnosić do piwa. Sam nie był pewien, czy to dobrze, że nie idą razem, czy niedobrze. W zasadzie to pomyślał, że mógłby z nią Beltane odwiedzić. Nie chodziło o żadne zakochanie czy coś w ten deseń, ale czuł, że by się dobrze bawili. Tak po prostu.
- Nie miałem okazji ci powiedzieć, ale spotkałem w knajpie Nory, może ją kojarzysz, świeci jak psu jajca na Pokątnej, starego przyjaciela. Tego od różdżek, z Hogwartu. Pamiętasz? - Konkretniej: tego od naprawiania różdżek. A czy pamiętała to nie był wcale pewien. No bo co kogo obchodzą jakieś takie historyjki? Z takiego założenia wychodził. Dlatego poczekał na jej odpowiedź. - Szkoda chłopaka. Zawsze marzył o wielkim świecie, a skończył tam, gdzie najbardziej nie lubił. Robiąc te różdżki u Ollivanderów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.