17.10.2024, 11:10 ✶
Sama tylko Marta mogłaby zapewne odpowiedzieć na pytanie, po co jej wypracowania. Być może chciała je zatrzymać dla zwykłej satysfakcji, złośliwej odpłaty na kimkolwiek, kto się nawinął. Może rzeczywiście ujął ją gest żartownisiów. Nastolatki nie były logiczne, te martwe, jak się okazuje, również.
W chwili wygłaszania swojej idei Peregrinus jeszcze nie wiedział do końca, co mogłoby być owym prezentem. Dekoracje łazienkowe rzeczywiście wydawały się przyjemnym tropem: może jakiś gustowny wazonik, może ładny plakat, jakiś kwiatek. Zakradnięcie się do hogwardzkich cieplarni po garść zielska czy nawet uzbieranie go gdzieś na błoniach czy obrzeżach lasu nie zakrawało na aż tak trudne zadanie.
Prewett zdecydował się wysunąć inną ofertę. Gdy Trelawney usłyszał propozycje składane przez kolegę, na plecy młodszego czarodzieja wystąpił zimny pot, a jego oczy otwarły się szeroko ze zdumienia. Powielić i wywiesić? Wymyśleć pytania — pół biedy. Peregrinus mógł zrobić to na kolanie tu i teraz. Zdecydowanie nie uśmiechało mu się natomiast niczego wywieszać na szkolnych korytarzach. Chyba spaliłby się ze wstydu, gdyby go na tym przyłapano; toż to doskonały materiał do szyderstw.
Peregrinus Trelawney nigdy nie charakteryzował się gwałtownością, miał raczej spokojny temperament. W tamtym momencie gorąco zapragnął jednak wyprowadzić Basiliusa z tej łazienki, najlepiej chwyciwszy za kołnierz odzienia, i zapytać, czy on na głowę upadł.
Zdobył się w rzeczywistości tylko na szarpnięcie kolegi za rękaw szaty i posłanie mu — możliwie dyskretnie — umęczonego spojrzenia.
— Basil — jęknął cicho w geście sprzeciwu, ale było już za późno. Marta pochwyciła zadane jej pytanie.
— Co lubię… — Duch w zamyśleniu zaczął kołysać się w powietrzu. Wyglądało na to, że dziewczynka rzeczywiście mogła dawno nie słyszeć tego pytania. — Och, co lubię. Najbardziej lubię odwiedzać mojego kucyka. Stoi w składziku woźnego, na trzecim regale od prawej, za czyjąś pluszową płomykówką. Zabrał mi go tyle lat temu i on wciąż tam stoi. Jest taki zakurzony, nikt o niego nie dba. — Jej głos znów się załamał, balansując niebezpiecznie na granicy szlochu. — Miałam ich kiedyś caaałe mnóstwo. Malutkie, porcelanowe figurki koników. Były śliczne. I wszystkie je zabrali z mojego dormitorium. Zabrali wszystkie moje rzeczy, nie mam tu już niczego. Poza moim kucykiem.
Gdy mówiła, gniew Peregrina gdzieś po drodze uleciał. Dopiero wtedy w pełni dotarła do niego waga pomysłu Prewetta. Wyobraził sobie siebie na miejscu Marty: z dala od domu i rodziny, bez własnego miejsca, bez jednej zabawki mogącej umilić mu czas, czatujący po wieczność w cuchnącej łazience. Nie dziwota, że Marta zawsze była w takim podłym humorze.
W chwili wygłaszania swojej idei Peregrinus jeszcze nie wiedział do końca, co mogłoby być owym prezentem. Dekoracje łazienkowe rzeczywiście wydawały się przyjemnym tropem: może jakiś gustowny wazonik, może ładny plakat, jakiś kwiatek. Zakradnięcie się do hogwardzkich cieplarni po garść zielska czy nawet uzbieranie go gdzieś na błoniach czy obrzeżach lasu nie zakrawało na aż tak trudne zadanie.
Prewett zdecydował się wysunąć inną ofertę. Gdy Trelawney usłyszał propozycje składane przez kolegę, na plecy młodszego czarodzieja wystąpił zimny pot, a jego oczy otwarły się szeroko ze zdumienia. Powielić i wywiesić? Wymyśleć pytania — pół biedy. Peregrinus mógł zrobić to na kolanie tu i teraz. Zdecydowanie nie uśmiechało mu się natomiast niczego wywieszać na szkolnych korytarzach. Chyba spaliłby się ze wstydu, gdyby go na tym przyłapano; toż to doskonały materiał do szyderstw.
Peregrinus Trelawney nigdy nie charakteryzował się gwałtownością, miał raczej spokojny temperament. W tamtym momencie gorąco zapragnął jednak wyprowadzić Basiliusa z tej łazienki, najlepiej chwyciwszy za kołnierz odzienia, i zapytać, czy on na głowę upadł.
Zdobył się w rzeczywistości tylko na szarpnięcie kolegi za rękaw szaty i posłanie mu — możliwie dyskretnie — umęczonego spojrzenia.
— Basil — jęknął cicho w geście sprzeciwu, ale było już za późno. Marta pochwyciła zadane jej pytanie.
— Co lubię… — Duch w zamyśleniu zaczął kołysać się w powietrzu. Wyglądało na to, że dziewczynka rzeczywiście mogła dawno nie słyszeć tego pytania. — Och, co lubię. Najbardziej lubię odwiedzać mojego kucyka. Stoi w składziku woźnego, na trzecim regale od prawej, za czyjąś pluszową płomykówką. Zabrał mi go tyle lat temu i on wciąż tam stoi. Jest taki zakurzony, nikt o niego nie dba. — Jej głos znów się załamał, balansując niebezpiecznie na granicy szlochu. — Miałam ich kiedyś caaałe mnóstwo. Malutkie, porcelanowe figurki koników. Były śliczne. I wszystkie je zabrali z mojego dormitorium. Zabrali wszystkie moje rzeczy, nie mam tu już niczego. Poza moim kucykiem.
Gdy mówiła, gniew Peregrina gdzieś po drodze uleciał. Dopiero wtedy w pełni dotarła do niego waga pomysłu Prewetta. Wyobraził sobie siebie na miejscu Marty: z dala od domu i rodziny, bez własnego miejsca, bez jednej zabawki mogącej umilić mu czas, czatujący po wieczność w cuchnącej łazience. Nie dziwota, że Marta zawsze była w takim podłym humorze.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie