- Co? Że tak łatwo zakuwasz chętnych? - I znów - to były żarty, a przecież smutne. Bogowie, Sauriel wpadłby w panikę, gdyby założono mu kajdanki. Gdyby miał przed sobą wizję więzienia, a tym bardziej - Azkabanu. Tak, były rzeczy gorsze niż śmierć, a jednak ludzie starali się przy tym życiu trzymać za wszelką cenę. I jakoś w tym Azkabanie żyli, a niektórzy mieli nadal nadzieję na coś lepszego. I na ucieczkę. Jednak nie to było smutne. Temat wracał jak bumerang, bo chcąc nie chcąc ich życie nie miało szansy być normalne. O ile bierzemy normalność przez sito tego, co naturalnie się dzieje między małżeństwem. Nawet jeśli nie będzie to normalne, to będą dla siebie mężem i żoną. Jeśli nie to Beltane, to następne... prawda?
- Nie gustuję. - Nawet się uśmiechnął pod nosem i - uwaga - też pomyślał od razu o różowej poduszce. Tak, spoczywała godnie w jego szafie, a na niej korona. I czasami była wyciągana do wielkiego tulanda i przewalania się z nią po kanapie i łóżku, kiedy najlepszym zajęciem było liczenie palców i słuchanie muzyki do tego. - A może już gustuję po tej różowej poduszce. - Gwałtownie zmienił mu się gust i przeszedł wewnętrzną przemianę, teraz będzie lekkim motylkiem skaczącym po kwiatkach. Żeby nie powiedzieć, że z kwiatka na kwiatek bo to mogłoby dwuznacznie zabrzmieć. - Właścicielka, Nora. Znamy się jeszcze z Hogwartu. Nie za dobrze, ale zawsze ją lubiłem. Jest taka... miła. - Ugh, podobno najgorsze co można powiedzieć o człowieku to to, że ktoś jest MIŁY. Ale do Nory pasowało to jak ulał. Była złotą kobietą. Czarne oczy przesunęły się po towarzystwie. Przeszło mu przez głowę: czy ktoś słucha? Czy o tym w ogóle można tu mówić? Bo nie bardzo powinien. Gdyby się ojciec dowiedział to by mu skórę złoił. - Grywam u niej czasem skandaliczne, mugolskie piosenki na gitarze. - Wyszeptał właściwie Victorii na ucho. Tak, w sekrecie. - Zabiorę cię. Aktualnie jest to moja ulubiona knajpka. Głównie przez właścicielkę. Polubisz ją. - Tak mu się przynajmniej wydawało, albo taką miał nadzieję. W każdym razie tak pomyślał. - Robi świetne babeczki. Podobno. - Pokiwał chwilę na boki głową mówić to "podobno". Bo nie wiedział, za to słyszał, jak zachwalali jej wyroby. - I ma gadającego kota. A ty chyba lubisz gadające koty. - Smirk, smirk.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.