17.10.2024, 23:23 ✶
Woody mógł pochwalić się całkiem sporą kolekcją miłych wspomnień. Rodzinnych aktywności, do których wracał z sentymentem, również tych świątecznych, miał na koncie bez liku. Z biegiem lat zmieniał się skład przy rodzinnym stole, ale atmosfera pozostawała tak samo serdeczna. W końcu Longbottomowie nie trącili z żadnej strony patologią (a na pewno nie hardcore’ową), co było jak na standardy uniwersum sporym przywilejem.
Tradycje rodzinnych celebracji Tarp częściowo przeniósł na Nokturn i teraz naciągał tutejszych znajomych na swoje przeróżne świąteczne pomysły. Przypominały one może momentami nędzne parodie i z pewnością nie były to święta pełną parą, ale jakieś były. Liczy się intencja?
W domu Longbottom nigdy nie przygotowywał może żadnych takich uroczystości sam od początku do końca — bardziej asystował przy wybranych czynnościach i starał się nie przeszkadzać — ale był na tyle przytomny, aby sprawdzić przepis wcześniej i przygotować składniki na chleb. Przygotował również świecę rytualną, dość klasyczną. Zmienił jednak zdanie tego popołudnia, gdy spłynęły do pubu najświeższe ploteczki. Od ręki zamówił pilnie inną świecę, która teraz spoczywała w kredensie, czekając na swój wielki moment.
Gdy Asena pociągnęła kocioł, żeliwne stópki zaskrobały o płytki podłogi, na co Tarp skrzywił się paskudnie. Dźwięk nie był najpiękniejszy, dlatego on sam tak się natrudził, żeby go tu wnieść, nie przypchać.
— Niepoważna jesteś — mruknął z naganą, ale nie protestował i pozwolił jej dopchać go pod ścianę. Na płytkach w kuchni mu nie zależało, ale spróbowałaby Greyback takiego numeru na zabytkowym parkiecie na głównej sali. To by była od razu inna rozmowa.
Gdy czarodziej został uświadomiony, że stolnica to się tu na nic nie przyda, jego oblicze rozjaśniła iskra olśnienia. Rzeczywiście, nie pomyślał, że to przecież zupełnie inna procedura niż ta znana z domu i z rozpędu zaczął iść znaną drogą.
— Racja, hyc do miski i po sprawie — przytaknął, drapiąc się po karku. — Przyzwyczajenie. Moja świętej pamięci mama to zawsze tradycyjnie, stara zasuszona kanalia żona też. Ale ty i ja jesteśmy nową generacją. — Podniósł się z taboretu, jak na złość dla wygłoszonej tezy: wyjątkowo jak na niego ociężale, i wyprostował dumnie. — Reprezentujemy nowoczeność i postęp.
Nim Magicmix został odpowiednio zaczarowany, Tarp skontrolował jeszcze swoim niefachowym okiem jego zawartość, po czym machina ruszyła. Ciasto wyrabiało się na oczach dwojga przedstawicieli nowoczesności aż miło, a na koniec mieli przed sobą całkiem zgrabną kuleczkę. Pozostawiono wówczas robótki kuchenne do czasu wyrośnięcia w ciepełku. Woody wyciągnął z ciemnego kąta obiecane wino jagodowe i ogłosił:
— No to półtorej godziny fajrantu.*
Wybrał im również po szklance — takiej odświętnej; z tej szafki, do której trafiały naczynia wycierane mniej brudną szmatą — po czym wybyli na główną salę, aby rozłożyć się z tym przy którymś stoliku. Wnętrze tejże sali zresztą również zostało przystrojone, na tyle, na ile słomiany zapał właściciela wystarczał. Wyeksponowano bowiem butelki, w których złociły się kłosy zanurzone w wódce — dla ozdoby, nie dla gości — a na ladzie pojawił się bukiet skomponowany z liści paproci, słoneczników i zbóż.
*formuła za sz.p. aniagotuje + okazuje się, że to przepis na chleb na drożdżach, więc w rejwachu mieliśmy też drożdże (zdrapalimy je ze ściany)
Tradycje rodzinnych celebracji Tarp częściowo przeniósł na Nokturn i teraz naciągał tutejszych znajomych na swoje przeróżne świąteczne pomysły. Przypominały one może momentami nędzne parodie i z pewnością nie były to święta pełną parą, ale jakieś były. Liczy się intencja?
W domu Longbottom nigdy nie przygotowywał może żadnych takich uroczystości sam od początku do końca — bardziej asystował przy wybranych czynnościach i starał się nie przeszkadzać — ale był na tyle przytomny, aby sprawdzić przepis wcześniej i przygotować składniki na chleb. Przygotował również świecę rytualną, dość klasyczną. Zmienił jednak zdanie tego popołudnia, gdy spłynęły do pubu najświeższe ploteczki. Od ręki zamówił pilnie inną świecę, która teraz spoczywała w kredensie, czekając na swój wielki moment.
Gdy Asena pociągnęła kocioł, żeliwne stópki zaskrobały o płytki podłogi, na co Tarp skrzywił się paskudnie. Dźwięk nie był najpiękniejszy, dlatego on sam tak się natrudził, żeby go tu wnieść, nie przypchać.
— Niepoważna jesteś — mruknął z naganą, ale nie protestował i pozwolił jej dopchać go pod ścianę. Na płytkach w kuchni mu nie zależało, ale spróbowałaby Greyback takiego numeru na zabytkowym parkiecie na głównej sali. To by była od razu inna rozmowa.
Gdy czarodziej został uświadomiony, że stolnica to się tu na nic nie przyda, jego oblicze rozjaśniła iskra olśnienia. Rzeczywiście, nie pomyślał, że to przecież zupełnie inna procedura niż ta znana z domu i z rozpędu zaczął iść znaną drogą.
— Racja, hyc do miski i po sprawie — przytaknął, drapiąc się po karku. — Przyzwyczajenie. Moja świętej pamięci mama to zawsze tradycyjnie, stara zasuszona kanalia żona też. Ale ty i ja jesteśmy nową generacją. — Podniósł się z taboretu, jak na złość dla wygłoszonej tezy: wyjątkowo jak na niego ociężale, i wyprostował dumnie. — Reprezentujemy nowoczeność i postęp.
Nim Magicmix został odpowiednio zaczarowany, Tarp skontrolował jeszcze swoim niefachowym okiem jego zawartość, po czym machina ruszyła. Ciasto wyrabiało się na oczach dwojga przedstawicieli nowoczesności aż miło, a na koniec mieli przed sobą całkiem zgrabną kuleczkę. Pozostawiono wówczas robótki kuchenne do czasu wyrośnięcia w ciepełku. Woody wyciągnął z ciemnego kąta obiecane wino jagodowe i ogłosił:
— No to półtorej godziny fajrantu.*
Wybrał im również po szklance — takiej odświętnej; z tej szafki, do której trafiały naczynia wycierane mniej brudną szmatą — po czym wybyli na główną salę, aby rozłożyć się z tym przy którymś stoliku. Wnętrze tejże sali zresztą również zostało przystrojone, na tyle, na ile słomiany zapał właściciela wystarczał. Wyeksponowano bowiem butelki, w których złociły się kłosy zanurzone w wódce — dla ozdoby, nie dla gości — a na ladzie pojawił się bukiet skomponowany z liści paproci, słoneczników i zbóż.
*formuła za sz.p. aniagotuje + okazuje się, że to przepis na chleb na drożdżach, więc w rejwachu mieliśmy też drożdże (zdrapalimy je ze ściany)
piw0 to moje paliwo