Nie wiedział, o czym mówić. Więc zaczął mówić o pierwszym, co mu przyszło do głowy. I to było faktycznie nagłe, bo zazwyczaj unikał rozmawiania ogólnie o innych ludziach. Dzielił te sfery swojego życia jako osobne i nie mieszał jednego z drugim. To tak jakbyś zrobił sobie kilka drinków i potem, co? Zamiast pić je osobno to zlewasz je do jednego wiadra? Hell no! Więc tak - były osobno. A jednak teraz je pomieszał. Nie, nie zlał do wiadra, to byłaby profanacja. Delikatnie zestawił. Moment, zestawił? Chodziło mu po głowie, żeby przedstawić Norze Victorię. I kiedy był tam ostatni raz pomyślał, że by jej się to miejsce może spodobało. Że była tam... po prostu inna atmosfera. Taka, w której się nie dusiłeś i dawała takie złudne wrażenie, że można być sobą. Przekraczał próg tamtego miejsca i czuł się nieco tak, jakby zostawiał całe życie za tymi drzwiami. Tym nie mniej - chciał jej o tym powiedzieć. Tylko jakoś nie było okazji, teraz zaś ta okazja sama mu się pchała. Był to na pewno lepszy temat niż temat z kajdankami.
- Tylko, hm... - No właśnie. ZNAJOMI. To tak dumnie brzmiało, prawda? A przecież to był zlepek porozbijanych ludzi. Jak tak się zastanawiał to nie był pewien, czy... czy... czy co w zasadzie? No bo to, że chciał ją tam zaprowadzić to wiedział. - nie zrozum mnie źle, z Norą mamy bardziej relacje biznesowe i gadam z nią w przerwach od grania. W sensie to nie jest jakaś wielka... znajomość. - Nakreślił to, żeby też nie pomyślała, że to jakaś przyjaciółka faktycznie z lat Hogwartu czy bogowie wiedzą co jeszcze. Nie. Norka była po prostu dla wszystkich turbo miła, jedna z tych osób do rany przyłóż. I jednocześnie była zdecydowanie zbyt naiwna. A z Fergusem to teraz w ogóle stało się absolutnie pojebane. Ale to nie było istotne, bo to nie do Fergusa chciał ją zaprowadzić, tylko właśnie do Nory. Nory Nory. Gez, jak to teraz przedstawił sobie w myślach to brzmiało komicznie. - Heh... wiedziałem. - Jego uśmiech się pogłębił, bo to było w zasadzie całkiem urocze. Jak zareagowała na wieść o kocie. - Jak będziesz miała wolne... i guess. - No bo, czemu nie? Victoria wzbudzała w nim naprawdę pozytywne uczucia. Była już jedną z tych osób, którym chciał sprawiać przyjemność, bo jakoś tak... ogrzewał się od tego ciepła. A mimo tego, jak sprawnie chowała stres, to cieszyć się potrafiła niezwykle wdzięcznie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.