Oczekiwał, że w końcu nabierze przed nim odpowiedniej dla jej statusu pokory przed nim. Bo nie chodziło o wyłącznie o to jakim on sam był tylko o to jakie dokonania się za tym stały. Wystarczyło tylko popatrzeć na ich rodowody i porównać w którym momencie życia stała jego rodzina, a w którym jej. Chociaż nazywanie tej komórki społecznej w której rządziła stara wariatka, która tak nienawidziła mężczyzn że miała z nimi kilka córek, z kilku rożnych kutasów, ciężko nazwać rodziną. Jego rodzina miała realny wpływ na Ministerstwo, w ogóle na politykę, ale nie tylko. Przecież z Lestrangów wywodzili się najzdolniejsi uzdrowiciele oraz specjaliści od eliksirów. To nestorka z jego rodu była głową najlepszego magicznego szpitala w całej Anglii. U Changów można było co najwyżej się naćpać opium i przy okazji złapać syfilis od którejś z córek, jeśli sypnąć im garścią miedzi między nogi.
Gdyby chociaż umiała zamknąć mordę i nie gadać tyle. Gdyby chociaż najzwyczajniej w świecie potrafiła udawać, że nie istnieje to może i nawet by jej odpuścił. Ale nie. Ona musiała gadać. Najgorsze jak baba gada. Co więcej, nieustanie podważała wszystkie jego słowa i nie potrafiła przyjąć do świadomości, że może i niestety dla niej, ale właśnie tak był świat ułożony. Była gorsza i już, po prostu. Przecież gdyby odpowiednio szybciej zaakceptowała ten fakt, oszczędziła by sobie całkiem sporo przykrości z jego strony. Zresztą to było raptem tylko siedem szkolnych lat, a potem mógł o niej przecież zupełnie zapomnieć. Nawet nie miał jej za złe, że nie potrafiła ulec jego urokowi. Nawet potrafiłby to zrozumieć, że zwyczajnie urodziła się jako zjebany egzemplarz o już taka była. W żartach mógłby stwierdzić, że w sumie to nawet ją rozumie, przecież laski to była najlepsza używka jaką mogła tylko Matka stworzyć.
Na jej słowa tylko przewracał oczami. Naprawdę miał za nic wszystkie jej odzywki. Traktował to tylko jako bezczelną arogancję, bo była zbyt głupia żeby zrozumieć jak działają prawa natury i odpuścić nawet po tylu latach. Gdyby nie te jej podchujki i akcje z kradnięciem mu tożsamości, zapomniałby że istniał taki parchaty ryżożerca jak ona. Nawet nie myślał o sobie i niej w kategoriach łóżkowych. Musiała przyjąć jego wygląd żeby dopiero móc stanąć koło ślicznej laski, a sama była dla niego odpychająca jak gówno akromantuli. Nawet gdyby błagała na kolanach i nawet gdyby założył naraz 10 kondomów, nie tknąłby ją nawet palcem. Jedyne co miała ładnego do zaoferowania to swój i płacz i ból, który z chęcią by teraz sobie od niej wziął.
- Powyrywam ci te kłaki i wepchnę do mordy, bo i tak nie ma z ciebie nic z kobiety... - parsknął, zdegustowany jak rzadko kiedy. Nie miał zamiaru odwoływać się do żadnej z jej pustych sloganów tak długo jak nie były to przeprosiny i kajania się przed nim. Od tych ich uroczych pogawędek, nagle wokół nich zrobiło się całkiem pustawo. Dziewczęta dobrze wyczuły, że zaraz będą tutaj spore kłopoty, więc w porę zawinęły się. - Albo nie. Najpierw rozpierdolę ci łeb, a potem ogolę na łyso. - dookreślił się. Potem tylko chwycił za pierwszą lepszą butelkę stojącą na stoliku i zamachnął się nią celem rozbicia jej na tym zjebanym, chińskim łbie. Skoro zwyczajne argumenty do niej nie trafiały, należało sprawę rozwiązać starymi, męskimi metodami.
Aktywność fizyczna, rozbijana butelka na głowie Maeve
Akcja nieudana
Sukces!