Udawał, że nie widzi tego w jaki sposób Severine patrzyła na Lorette. Tak było chyba prościej dla każdego. Zresztą czy to by cokolwiek zmieniło? Na pewno dla niej wcale nie byłoby prościej, a domyślał się, że i tak jej było ciężko z tym jak to zawsze wyglądało. W żadnym też razie, nie zamierzał jej za to rugać, broń się matko. Wręcz przeciwnie, widział w niej sojusznika w walce o duszę Loretty, która zawsze pakowała się relacje z których nie wynikało nic, ale to nic dobrego. Czuł, że miał z kim nosić to brzemie, dzięki czemu zwyczajnie było mu w tym wszystkim lżej. Powtórzyłby się po raz kolejny, ale bliźniaczka kompletnie nie zasługiwała na taką przyjaciółkę jak Crouch. On sam nie zasługiwał na jej przychylność. Dlatego nie zamierzał wyprzedzać faktów, jeśli kiedyś będzie czuła potrzebę określenia samej siebie, stwierdzenia czegoś głośno, to po prostu to zrobi. Z reguły w jego oczach, każdy musiał być zaszufladkowany, ale tutaj robił drobny wyjątek. Przecież nie chciał w ten sposób krzywdzić przyjaciółki.
- Oh proszę. No to gratulacje, dobrze dla Ciebie. - odparł krótko, unosząc brwi w geście podziwu. Nie spodziewał się niczego innego po Crouchównie jak kariery prawniczej, zaskoczyło go jednak, że wyjeżdża, aż za granicę. Ale to nawet lepiej, integracja międzynarodowa postępuje, będzie potrzeba więcej czarownic o takich kwalifikacjach. Wierzył, że osecik doskonale sobie tam poradzi. Potem zrobiło się jakby nieco mniej wygodnie. Cholera jak wspominanie o tym było niezręczne. Jednak trzeba było to uporządkować i zapewnić siebie nawzajem, że pomimo takich zawirowań, nic się między nimi nie zmienia. Inaczej mogliby się od siebie oddalać, a teku przecież żadne nie chciało. - Za długo się znamy, żeby ot tak z siebie rezygnować Sevciu. Zapewnił ją krótko, bo był tego samego zdania. Co było to było, już tego nie odkręcą, ale to nie znaczy, że już na zawsze musi być inaczej. Teraz tak mógł myśleć, bo nie miał pojęcia jak wielkie może to mieć w przyszłości konsekwencje. Łatwo rzucało się takie zapewnienia, jeśli kosztem był tylko gest dobrej woli.
- Oh, czyżby? Odezwał się, mrużąc oczy jakby nie chciał uwierzyć, że tak łatwo to przyjęła. On jej mówi, że się zaręcza, a ona tylko wspomina jakby znalazł sobie nową koleżankę na weekend? - I wcale nie jesteś ciekawska, kto, jak, kiedy i w ogóle? Ciągnął dalej, jasno sugerując jej, że wcale nie wierzy jej, że ciekawość nie zżera jej od środka. Przecież temat jak zaręczyny to gorący temat, nie tylko dla niego, czy dla niej, ale pewnie dla niejednej Londyńskiej gazety. - Właściwie to z chęcią opowiem Ci więcej na kolacji, co Ty na to? Nie miał ochoty dłużej siedzieć w tej nieco spiętej atmosferze, zmiana otoczenia i trochę świeżego, zimnego powietrza powinno naprawić skrępowane nastroje. No i skoro mieli się przez jakiś czas nie widzieć, warto jakoś spędzić te ostatnie chwilę przy wspólnym posiłku prawda?