22.10.2024, 19:51 ✶
Generalnie rzecz ujmując, Convivium było bardzo udanym biznesem. Klientów kręciło się tu dość sporo, zyski trzymały się na niezłym poziomie, a nawet pracownicy chyba czuli się komfortowo ze swoją robotą. Nie odbywały się też tu jakieś poważne imprezy (poza planowanym wieczorkiem singli), nie było strasznych hałasów z wewnątrz baru ani burd. Miejsce powinno było budzić jedynie pozytywne uczucia, prawda? A jednak znalazł się człowiek, który wziął sobie Convivium na celownik i uznał, że zniszczy ten lokal.
O ile narzekanie jakiegoś dziadka było raczej nieszkodliwe, to skarga do Ministerstwa była... niewskazana. Icarus nie chciał, żeby uwaga instytucji państwowych była ściągana na bar Convivium. Dopatrzyliby się jeszcze dość kreatywnej księgowości i innych możliwych niedopatrzeń. Prewett wolał nie ryzykować, dlatego uznał, że lepiej było podejść starszego pana i przekonać go, że Convivium było biznesem nie tylko nieszkodliwym, ale również niezwykle pożytecznym społecznie.
Lokal był wysprzątany na błysk, Icarus wraz z Chrissy i Brutusem zarwali nockę, by wszystko wyglądało idealnie. Przygotowali też dla ich gościa, Horacego Prince'a, poczęstunek w postaci pysznego ciasta z cukierni i świeżo zaparzonej kawy. W torebce na boku znajdował się zaś prezent: butelka wina z porządnego rocznika, którą Icarus zabrał ze starego barku ojca.
Teraz chodził w tę i wewtę po barze i tłumaczył Chrissy i Brutusowi swój plan. Barmanka wyglądała na jeszcze bardziej mroczną niż zwykle, bo do nastroszonych czarnych włosów i ciemnego makijażu doszły wory pod oczami przez niewyspanie. Brutus zaś bardzo starał się wyglądać na gotowego do działania i entuzjastycznego. Nawet jeśli trochę przysypiał. Icarus wypił natomiast ze trzy filiżaneczki espresso i rozpierała go energia. Serce waliło mu tak, że obawiał się trochę, że zaraz będzie miał podobne problemy, co jego brat.
– To tak, pokażecie się, powiecie, jak wspaniale i grzecznie jest w Convivium i idziecie do domów odsypiać – podsumował Icarus.
Brutus skinął głową żywo.
– Nie zawiedziemy pana, panie Prewett – odpowiedział, sprawiając, że Chrissy spojrzała na niego jak na idiotę. Cóż, dziewczyna była tu dla kasy. Icarus rozumiał to, bo praca w barze nie była spełnieniem ambicji dla każdego.
Wtedy właśnie drzwi się otworzyły, a do baru wkroczył dumnym krokiem Horacy Prince.
– Panie Prince, to zaszczyt nareszcie pana poznać – Icarus wyszczerzył zęby w uśmiechu i natychmiast podszedł do swojego gościa. Podał mu rękę na powitanie. – Icarus Prewett – przedstawił się.
O ile narzekanie jakiegoś dziadka było raczej nieszkodliwe, to skarga do Ministerstwa była... niewskazana. Icarus nie chciał, żeby uwaga instytucji państwowych była ściągana na bar Convivium. Dopatrzyliby się jeszcze dość kreatywnej księgowości i innych możliwych niedopatrzeń. Prewett wolał nie ryzykować, dlatego uznał, że lepiej było podejść starszego pana i przekonać go, że Convivium było biznesem nie tylko nieszkodliwym, ale również niezwykle pożytecznym społecznie.
Lokal był wysprzątany na błysk, Icarus wraz z Chrissy i Brutusem zarwali nockę, by wszystko wyglądało idealnie. Przygotowali też dla ich gościa, Horacego Prince'a, poczęstunek w postaci pysznego ciasta z cukierni i świeżo zaparzonej kawy. W torebce na boku znajdował się zaś prezent: butelka wina z porządnego rocznika, którą Icarus zabrał ze starego barku ojca.
Teraz chodził w tę i wewtę po barze i tłumaczył Chrissy i Brutusowi swój plan. Barmanka wyglądała na jeszcze bardziej mroczną niż zwykle, bo do nastroszonych czarnych włosów i ciemnego makijażu doszły wory pod oczami przez niewyspanie. Brutus zaś bardzo starał się wyglądać na gotowego do działania i entuzjastycznego. Nawet jeśli trochę przysypiał. Icarus wypił natomiast ze trzy filiżaneczki espresso i rozpierała go energia. Serce waliło mu tak, że obawiał się trochę, że zaraz będzie miał podobne problemy, co jego brat.
– To tak, pokażecie się, powiecie, jak wspaniale i grzecznie jest w Convivium i idziecie do domów odsypiać – podsumował Icarus.
Brutus skinął głową żywo.
– Nie zawiedziemy pana, panie Prewett – odpowiedział, sprawiając, że Chrissy spojrzała na niego jak na idiotę. Cóż, dziewczyna była tu dla kasy. Icarus rozumiał to, bo praca w barze nie była spełnieniem ambicji dla każdego.
Wtedy właśnie drzwi się otworzyły, a do baru wkroczył dumnym krokiem Horacy Prince.
– Panie Prince, to zaszczyt nareszcie pana poznać – Icarus wyszczerzył zęby w uśmiechu i natychmiast podszedł do swojego gościa. Podał mu rękę na powitanie. – Icarus Prewett – przedstawił się.