Sauriel nie zatapiał kiedyś przyszłości w Morzu Martwym. Widział dla nich światło między cieniami. Opowiadał sam Fergusowi, a przecież głos miał idealny do opowieści, o tym, jak będą swoje życie przeżywać, co będą robić i co zobaczą. Że Fergus nie będzie się musiał utrzymywać z różdżkarstwa, że to będzie ledwo hobby. I czasami tylko dostanie cynk od Sauriela, może sową, że jego się zepsuła, to może wpadnie na kawę. I przy okazji naprawi. Dziecięce sny i pragnienia zostawiliśmy za sobą. I nic się nie dało z tym zrobić. Człowiek nie mógł żyć przeszłością, bo wtedy uciekała mu przyszłość i nie nadążał za teraźniejszością. Dramatem Fergusa i Sauriela było to, że oni woleli w przyszłość nie spoglądać. Jawiła się tak ponuro, że lepiej położyć klapki na oczach, albo na obraz nalepić czarną dziurę. Łatwiej było w końcu odwrócić wzrok niż walczyć. Wymagało to adekwatnie mniej energii w danej chwili. I jednocześnie pożerało jej o wiele więcej, kiedy już przychodził nieunikniony moment zmierzenia się z tą codziennością. Prędzej czy później problemy dotykały wszystkich.
- Kłaczek? - Zapytał uprzejmie, kiedy Fergus tak zakaszlał. Gotów był mu pomóc swoim KLEPANIEM mu odkrztusić, gdyby to whisky poleciała nie tam, gdzie trzeba i już nawet przygotował rękę, ale grzecznie zaczekał na to, czy przyjaciel rzeczywiście tego potrzebuje. Bo podejrzewał, że nie potrzebował, a patrząc po jego minie i dziwnym zbiegu okoliczności kiedy tak się zakrztusił, to coś w tym zdaniu wypowiedzianym do Nory go zdziwiło. Przyszło mu do głowy, że chyba to, że potrafił być taki miły w stosunku do kobiet. Kiedy dostał zwrotną informację, że obejdzie się bez pomocy, to usiadł z powrotem normalnie. A potem pokiwał teatralnie wręcz mocno głową na to zaprzeczenie, że nie płakał. Wyglądało to, jakby potwierdzał dla spokoju, a jednocześnie wiadomo było, że zaprzecza. Chociaż fakt - nie płakał. Dlatego sprostował. Ale musiał trochę pozaczepiać Fergusa. Tak chociaż trochę - z sympatii.
- Naprawdę? Nie znałaś go z uczuciowej strony? Przecież on jest kłębkiem uczuć. Zbudowali go chyba z emocji. - Ewidentnie ostatnio trawiły go te gorsze, co powodowało u niego znaczny spadek formy, ale Sauriel zawsze widział w nim kogoś, kogo łatwo poruszyć, kto jest wrażliwy na świat i odbiera go może wręcz zbyt mocno. I przede wszystkim - był autentyczny w swoich uczuciach.- Wierzę. On jest ogólnie odporny na uroki. - Uśmiechnął się pod nosem, ale nic nie dodał. Choć wyglądało tak, jakby jednak coś do powiedzenia miał. Zachował to dla siebie. Powinien tutaj zdecydowanie przyprowadzić Victorię. Zapoznać ją z Norą. Miał wrażenie, że naprawdę by się polubiły. -
Kot. Gadający, puchaty kot. O pięknym, długim futrze, wspaniałym ogonie i złotych ślepiach. Omg.exe. Sauriel wgapił się na niego tak, jakby był objawieniem. Archaniołem zesłanym z nieba czy jakimś dziełem sztuki podytkowanym ręką boską. Ledwo opanował wyciągnięcie do niego rąk, przytulenie go do piersi i wtopienie polików w jego miękkie futro. Ledwo - bo dłoń ześlizgnęła się mu ze szklanki, ale zaraz tam wróciła.
Oborze, okurwa, mów do mnie kociaku.
Tak, zdecydowanie musiał tu przyprowadzić Victorię.
- Aaale jesteś pięęęknyy... - Przymrużył lekko oczy i uśmiechnął się z ukontentowania, przyglądają się niezwykłemu stworzeniu. Jeśli więc to uśmiechu mu tutaj brakowało, to właśnie się pojawił. Szeroki i całkowicie szczery. - Mam szczególne wymagania smakowe, ale jestem najedzony. - Trochę go to rozbawiło. - Nie sądziłem, że jest tak wspaniałą bestią. - Zwrócił się tutaj do Nory. I nie, Sauriel nie usłyszał tych szeptów Fergusa. - Lubisz pieszczoty? - To już powiedział oczywiście do Salema, nie do Nory, żeby nie było wątpliwości! A poza tym to ten, no. Takim sposobem Sauriel przepadł i Nora oraz Fergus mogli sobie gadać do woli!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.