23.10.2024, 19:46 ✶
Nawet jeśli wiedział, że Mona słodzi swoją herbatę tak tak sowicie, że nawet najsłodszy niuchacz by tego nie wytrzymał, to nie mógł się nie powstrzymać by trochę nie umrzeć wewnętrznie na widok tego ile cukru wpakowała do swojej filiżanki druga Krukonka. Aż dziwne, że chciał się jeszcze rozpuszczać w tej herbacie. Rowle jednak wypiła swoją herbatę i... Nic. Nadeszła kolej Icarusa.
– Jeśli bardzo się boisz możemy potrzymać się za ręce – rzucił w odpowiedzi na gadanie brata, ale najwyraźniej jakiekolwiek Icarus miał obawy, nie zostały one spełnione, bo nic się znowu nie wydarzyło.
Zabawa nabierała tempa.
Basilius zawahał się na chwilę i przesunął wzrokiem po reszcie filiżanek z charakterystycznym błyskiem w oku, czując jak jego ciało oblewa ten przyjemny dreszczyk ekscytacji. Cztery filiżanki. Jedna z niespodzianką. Dwadzieścia pięć procent szansy na to, że trafi na tę jedną i siedemdziesiąt pięć procent szansy na to, że nie. Którą wybrać? Strasznie lubił chwile takie jak te. Chwile kiedy zawisał nad tą niepewnością, kiedy jeden wybór mógł sprawić, że zaraz przegra, lub że gra będzie się toczyć dalej, a on czuł, że chociaż na chwilę wyrywał się ze swojego życia, które wymuszało na nim ciągłe uważanie na siebie. I co więcej, nie miał pojęcia, jaki będzie efekt herbaty! Paradoksalnie tego typu ekscytacja, nawet tak mała jak w tym momencie, dawała mu jakieś poczucie komfortu i odprężenia, bo kto by myślał o zbliżających się egzaminach i nieuchronnej zgubie nimi spowodowanej, gdy teraz liczyło się tych kilka chwil ryzyka. Dawała też jakieś poczucie kontroli nad samym sobą, bo czując że mógł pozwolić sobie na jakieś ryzyko, nawet tak małe i głupie, bez ciągłego zwracania uwagi na własny stan zdrowia i sytuację w rodzinie czuł się pewniejszy.
Sięgnął po filiżankę o zapachu ciasta marchewkowego i wypił herbatę. Zmarszczył brwi. Nie czuł się jakoś inaczej, nie zauważył też na razie, że jego ciemne włosy powoli zaczęły zmieniać kolor na niebieski.
– Jeśli bardzo się boisz możemy potrzymać się za ręce – rzucił w odpowiedzi na gadanie brata, ale najwyraźniej jakiekolwiek Icarus miał obawy, nie zostały one spełnione, bo nic się znowu nie wydarzyło.
Zabawa nabierała tempa.
Basilius zawahał się na chwilę i przesunął wzrokiem po reszcie filiżanek z charakterystycznym błyskiem w oku, czując jak jego ciało oblewa ten przyjemny dreszczyk ekscytacji. Cztery filiżanki. Jedna z niespodzianką. Dwadzieścia pięć procent szansy na to, że trafi na tę jedną i siedemdziesiąt pięć procent szansy na to, że nie. Którą wybrać? Strasznie lubił chwile takie jak te. Chwile kiedy zawisał nad tą niepewnością, kiedy jeden wybór mógł sprawić, że zaraz przegra, lub że gra będzie się toczyć dalej, a on czuł, że chociaż na chwilę wyrywał się ze swojego życia, które wymuszało na nim ciągłe uważanie na siebie. I co więcej, nie miał pojęcia, jaki będzie efekt herbaty! Paradoksalnie tego typu ekscytacja, nawet tak mała jak w tym momencie, dawała mu jakieś poczucie komfortu i odprężenia, bo kto by myślał o zbliżających się egzaminach i nieuchronnej zgubie nimi spowodowanej, gdy teraz liczyło się tych kilka chwil ryzyka. Dawała też jakieś poczucie kontroli nad samym sobą, bo czując że mógł pozwolić sobie na jakieś ryzyko, nawet tak małe i głupie, bez ciągłego zwracania uwagi na własny stan zdrowia i sytuację w rodzinie czuł się pewniejszy.
Sięgnął po filiżankę o zapachu ciasta marchewkowego i wypił herbatę. Zmarszczył brwi. Nie czuł się jakoś inaczej, nie zauważył też na razie, że jego ciemne włosy powoli zaczęły zmieniać kolor na niebieski.