Starała się i jej to nawet wychodziło. Bo jakby nie patrzeć - dystansował się od niej coraz mniej. Poddawał się temu z poczuciem, że i tak nie ma tutaj żadnych szans na wygraną. Nie miał pojęcia, do czego ich to doprowadzi i jakie będą tego skutki. Miał tylko nadzieję, że nie przyniesie jej nieszczęścia tak, jak wszystkim innym. Prawda była w końcu też taka, że owszem - był samotny. Powoli wyłaził z powrotem do świata, gdy nabrał pewności, że kontroluje swój głód, a chociaż samotność lubił, to każdy miał na nią jakieś ograniczenie. Człowiek to w końcu było zwierzę stadne, stworzone do tego, żeby znajomości zawierać, żeby się kontaktować. Czasem myślał o sobie w tych kategoriach - człowiek. Myślenie nie tak łatwo zmienić, dlatego to hasło pozostawało w głowie. Coraz częściej jednak zaraz po tym haśle, takim wywołanym automatycznie, pojawiało się słowo "wampir". Tak czy siak faktem było na pewno to, że kłamał. Niezaprzeczalnie. Chociażby dlatego, że wcale nie był taki zły, jak się malował.
Szturchnięty zareagował i podniósł zaraz głowę, żeby unieść kieliszek za toast.
- Chcą cię upić do pracy. - Jakby była pijana to już nie mogłaby iść i pełnić funkcji. To znaczy niby mogłaby, ale Sauriel wiedział, że na to paragrafy akurat są. Był całkiem niezły z prawem obcykany, chociaż niekoniecznie ze wszystkim. Praca po pijaku nie była dobrze widziana i jasne, nie działo się nic strasznego, ale można było sobie napytać kłopotów w robocie. Victorii akurat by o to nie posądzał, że będzie taką rebel woman i pójdzie najebana aurorzyć. To ostatnie, co by o niej pomyślał. Nawet jeśli udowodniła mu, że wcale nie jest znowu taką sztywniarą, na jaką ona się kreowała. I tak oto te dwa przeciwieństwa spotkały się gdzieś pośrodku, kiedy iskry już przestały się sypać wokół.
- Zostałem zamieniony w wampira. - To nie tylko to, ale jedna z przyczyn. Ta główna. Bo gdyby nie to, to kontakt nadal by utrzymywał, tylko pewnie mniejszy. A może i nawet nie? Może naprawdę potrzebowałby towarzystwa? Tak czy siak odpowiedział, a jak na siebie to rzeczywiście dużo już wypeplał. Prawdę mówiąc to schodził z niego teraz stres i kiedy człowiek robił się taki zmęczony i trochę odczuwał ulgi, to jakoś tak był bardziej skłonny do opowiadania. Do otwierania się. A to nie była żadna tajemnica ani sekret. To znaczy przed jego rodziną była. W końcu Śmierciożercy chcieli zaatakować Ollivanderów...
- Uspokoję cię, moje serce należało i należy do mojej gitary. A teraz to i tak... - I tak... cóż, można kochać, ale platonicznie. Nie to, że kochać nie potrafił. Tylko miłość bez zbliżenia fizycznego nie była prosta. Uśmiechnął się lekko na jej powiedzenie, że chodziło o sposób, w jaki o niej mówił. - Bo to naprawdę dobra kobieta. Ale to wszystko. - Skinął jeszcze głową na potwierdzenie o tej sowie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.