20.01.2023, 20:19 ✶
Potarł powieki knykciami i próbował otrząsnąć się z tej ospałości myśli. Zachowywał zimny spokój choć wewnątrz był w rozsypce. Przeżył szok, gdy nazwała jego pojedynczą myśl planowaniem samobójstwa. Autentycznie uniósł w zaskoczeniu brwi jakby dotąd nie brał tego pod uwagę. Może na dobre wyjdzie mu odpoczynek od pracy i za jakiś czas odzyska swoją wewnętrzną równowagę... obecnie jest solidnie zachwiana.
- Nie chcę się zabić. Nie planuję tego. To zwykłe ludzkie znieczulanie się na to, co boli. Ryzyko tonięcia mnie nie odstrasza. Popełniłem duży błąd, Heather. Wiele osób jest na mnie wściekłych, włącznie z mną samym. Naprawdę muszę się znieczulić. Jedni sięgają po alkohol, ja sięgam po nadmiar wody. To chyba mniej ryzykowne. - bo umiał pływać, nie rozstawał się ze skrzelozielem, nosił specjalny kombinezon pływacki, który spowalniał utratę ciepła ciała... a fakt, że nie miał przy sobie różdżki to osobny temat. Potrzebował... może nie tyle co opieki ale chociażby nadzoru kogoś, kto przypilnowałby go przed popadnięciem w załamanie. Ewidentnie ta rozmowa pomagała mu się otrząsnąć. Samo słowo "samobójstwo" dosyć mocno nim wstrząsnęło.
- W wodzie łatwiej mi się myśli i nikt mnie nie osądza. Ląd nie może mi tego zaoferować. - wzruszył ramionami. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało tak nosiło to dla niego ukojenie. Urodzony po to, aby spędzić życie w wodzie... czy ktoś mógłby podważyć jego genetyczny związek z rodem Flintów i ich miłością do wszystkiego, co związane z wodą?
- Mówisz pełnym energii sloganem, Heather. - uśmiechnął się lekko aby nie odebrała przypadkiem jego słów zbyt gorzko.
- Nie znajduję teraz pozytywów. Nie jestem w stanie ich widzieć skoro... - mój jedyny pozytyw leży w szpitalu i walczy z czarnomagiczną trucizną... Przeszedł go zimny dreszcz, a więc czym prędzej roztarł go wnętrzem dłoni po swych ramionach.
- Ja nie jestem dobry w interakcjach społecznych. Jestem tym, co większość życia pracuje, a rozmawia w międzyczasie. Jak boli sumienie to uciekam i czekam aż ochłonę na tyle by znów stanąć naprzeciw wyrzutów. - nie miał pojęcia czy rozumiała cokolwiek z jego słów.
- Przepraszam, zarzucam cię swoimi rozterkami zamiast zastanowić się jak bardzo wzbudziłem twój niepokój. Nie było to moim celem. - kajał się choć nie miał w sobie aktualnie sił aby jej zrekompensować poświęcany czas, uwagę i myśli. Nie oczekiwał tego od niej a otrzymywał... nie wiedział jak ma się odwdzięczyć. Nie mówił wprost co leżało mu na sercu bowiem był przekonany, że i ona dołączyłaby do tej strony oskarżającej. Póki co widział świat na szaro i musiał wytrwać do momentu aż nie odzyska swoich dawnych kolorów.
- Nie chcę się zabić. Nie planuję tego. To zwykłe ludzkie znieczulanie się na to, co boli. Ryzyko tonięcia mnie nie odstrasza. Popełniłem duży błąd, Heather. Wiele osób jest na mnie wściekłych, włącznie z mną samym. Naprawdę muszę się znieczulić. Jedni sięgają po alkohol, ja sięgam po nadmiar wody. To chyba mniej ryzykowne. - bo umiał pływać, nie rozstawał się ze skrzelozielem, nosił specjalny kombinezon pływacki, który spowalniał utratę ciepła ciała... a fakt, że nie miał przy sobie różdżki to osobny temat. Potrzebował... może nie tyle co opieki ale chociażby nadzoru kogoś, kto przypilnowałby go przed popadnięciem w załamanie. Ewidentnie ta rozmowa pomagała mu się otrząsnąć. Samo słowo "samobójstwo" dosyć mocno nim wstrząsnęło.
- W wodzie łatwiej mi się myśli i nikt mnie nie osądza. Ląd nie może mi tego zaoferować. - wzruszył ramionami. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało tak nosiło to dla niego ukojenie. Urodzony po to, aby spędzić życie w wodzie... czy ktoś mógłby podważyć jego genetyczny związek z rodem Flintów i ich miłością do wszystkiego, co związane z wodą?
- Mówisz pełnym energii sloganem, Heather. - uśmiechnął się lekko aby nie odebrała przypadkiem jego słów zbyt gorzko.
- Nie znajduję teraz pozytywów. Nie jestem w stanie ich widzieć skoro... - mój jedyny pozytyw leży w szpitalu i walczy z czarnomagiczną trucizną... Przeszedł go zimny dreszcz, a więc czym prędzej roztarł go wnętrzem dłoni po swych ramionach.
- Ja nie jestem dobry w interakcjach społecznych. Jestem tym, co większość życia pracuje, a rozmawia w międzyczasie. Jak boli sumienie to uciekam i czekam aż ochłonę na tyle by znów stanąć naprzeciw wyrzutów. - nie miał pojęcia czy rozumiała cokolwiek z jego słów.
- Przepraszam, zarzucam cię swoimi rozterkami zamiast zastanowić się jak bardzo wzbudziłem twój niepokój. Nie było to moim celem. - kajał się choć nie miał w sobie aktualnie sił aby jej zrekompensować poświęcany czas, uwagę i myśli. Nie oczekiwał tego od niej a otrzymywał... nie wiedział jak ma się odwdzięczyć. Nie mówił wprost co leżało mu na sercu bowiem był przekonany, że i ona dołączyłaby do tej strony oskarżającej. Póki co widział świat na szaro i musiał wytrwać do momentu aż nie odzyska swoich dawnych kolorów.