20.01.2023, 20:32 ✶
Na całe szczęście Regina nie osądzała za tak nietypowe nazewnictwo. Dziękował jej w duchu, że nawet nie skomentowała tego kiepskiego młodzieńczego żartu. Stał więc przy żerdzi i nie wiedział co robić z rękoma, więc ostatecznie skrzyżował ręce na swych ramionach. Potrzebował zapewnienia, że sowa z tego wyjdzie i to tylko tymczasowe złe samopoczucie. Nie wyobrażał sobie aby miało być inaczej, nie był gotów na taką zmianę. Z wielkim trudem przychodziło mu oswojenie ze sobą zwierzęcia (i na odwrót) więc potrzebował Cholery już, natychmiast, najlepiej do końca swojego życia. Nie był głupi, domyślał się, że jest już za stara. Mimo wszystko wzywając Reginę próbował pielęgnować swoją nadzieję, że mają jeszcze trochę czasu...
- Nigdy nawet nie chorowała. Okaz zdrowia. - potwierdził, przenosząc wzrok naprzemiennie to na pochyloną (i wciąż wysoką) Reginę, to na ospałą sowę. Przestąpił z nogi na nogę i przymusił się do zachowania spokoju. Wystarczy, że Fergus dostatecznie długo musi leżeć w szpitalu a on był przez to wypruty ze swojego stałego opanowania i wewnętrznej równowagi. Mógł mieć jedynie nadzieję, że pani... panna? Rowle nie uzna go za wariata po tych dwóch, różnych spotkaniach gdzie pokazał, że jest z lekka niestabilny i nieco nerwowy.
Nie przeszkadzał przy badaniu. Dziwił się, że Cholera pozwalała się podnieść i dotknąć dłużej niż parę muśnięć. Nie była zbyt wylewna - tego nauczyła się od niego. Przygryzał zębami dolną wargę i obserwował z napięciem mimikę Reginy, nieświadomy, że może ją tym peszyć czy wpędzać w dyskomfort. Wykrzywił się kiedy uznała, że to przez upływ lat. Opuścił ramiona w lekkim przygarbieniu i położył wnętrze dłoni na grzbiecie zirytowanej sowy.
- Dlaczego akurat teraz... - zacisnął mocno powieki i zaraz je otworzył. Fergus, różdżka, teraz sowa. Wspaniale. Co jeszcze się zniszczy zanim wróci do równowagi?
- Można ją czymś wzmocnić, aby jak najdłużej żyła? Rozumiem, że ma mieć już sowią emeryturę... - to mówił ciszej. Dosyć często wysyłał listy. Będzie musiał przenieść się na formę patronusa choć w chwili obecnej nie byłby w stanie wyczarować nawet iskry szczęścia.
- Bardzo długo się ze mną oswajała. Ja też długo się jej uczyłem. Przyszło nam tu z trudem ale ciężką pracą udało się stworzyć porozumienie... nie jestem przygotowany, że to ma być już koniec. Niech mnie gargulce kopną... teraz, Cholero, teraz? I ty...? - odchylił głowę i popatrzył oskarżycielsko w sufit. Głęboko westchnął bo jednak jego nadzieje zostały brutalnie zdeptane.
- Jak jej pomóc żeby miała lepszy odpoczynek...? - zapytał z niepocieszoną miną. Wierzył jednak słowom Reginy i gotów był spełniać wszystkie zalecenia aby Cholera miała spokojną resztę życia. Zasługiwała na to aby odpocząć po wielu latach sprawnej pomocy pocztowej.
- Nigdy nawet nie chorowała. Okaz zdrowia. - potwierdził, przenosząc wzrok naprzemiennie to na pochyloną (i wciąż wysoką) Reginę, to na ospałą sowę. Przestąpił z nogi na nogę i przymusił się do zachowania spokoju. Wystarczy, że Fergus dostatecznie długo musi leżeć w szpitalu a on był przez to wypruty ze swojego stałego opanowania i wewnętrznej równowagi. Mógł mieć jedynie nadzieję, że pani... panna? Rowle nie uzna go za wariata po tych dwóch, różnych spotkaniach gdzie pokazał, że jest z lekka niestabilny i nieco nerwowy.
Nie przeszkadzał przy badaniu. Dziwił się, że Cholera pozwalała się podnieść i dotknąć dłużej niż parę muśnięć. Nie była zbyt wylewna - tego nauczyła się od niego. Przygryzał zębami dolną wargę i obserwował z napięciem mimikę Reginy, nieświadomy, że może ją tym peszyć czy wpędzać w dyskomfort. Wykrzywił się kiedy uznała, że to przez upływ lat. Opuścił ramiona w lekkim przygarbieniu i położył wnętrze dłoni na grzbiecie zirytowanej sowy.
- Dlaczego akurat teraz... - zacisnął mocno powieki i zaraz je otworzył. Fergus, różdżka, teraz sowa. Wspaniale. Co jeszcze się zniszczy zanim wróci do równowagi?
- Można ją czymś wzmocnić, aby jak najdłużej żyła? Rozumiem, że ma mieć już sowią emeryturę... - to mówił ciszej. Dosyć często wysyłał listy. Będzie musiał przenieść się na formę patronusa choć w chwili obecnej nie byłby w stanie wyczarować nawet iskry szczęścia.
- Bardzo długo się ze mną oswajała. Ja też długo się jej uczyłem. Przyszło nam tu z trudem ale ciężką pracą udało się stworzyć porozumienie... nie jestem przygotowany, że to ma być już koniec. Niech mnie gargulce kopną... teraz, Cholero, teraz? I ty...? - odchylił głowę i popatrzył oskarżycielsko w sufit. Głęboko westchnął bo jednak jego nadzieje zostały brutalnie zdeptane.
- Jak jej pomóc żeby miała lepszy odpoczynek...? - zapytał z niepocieszoną miną. Wierzył jednak słowom Reginy i gotów był spełniać wszystkie zalecenia aby Cholera miała spokojną resztę życia. Zasługiwała na to aby odpocząć po wielu latach sprawnej pomocy pocztowej.