26.10.2024, 14:33 ✶
Pan Prince miał dokładnie takie nastawienie, jakiego Icarus by się po nim spodziewał. Był wściekły, nakręcony na to, by zniszczyć Convivium. I to wszystko w imię "tradycyjnych wartości". A czymże one były, jeśli nie jedną wielką mrzonką? Przecież cała historia polegała na tym, że ludzie o różnych nastawieniach do świata prowadzili między sobą spory. Raz jedni byli silniejsi, raz inni, ale na pewno nie można było mówić, że tradycja była jakimś monolitem. Oj, w takich momentach miał ochotę rozgadać się o zwyczajach Rzymian. Jak to oni pili wino i ćpali opium. Jakie eliksiry były na porządku dziennym w średniowieczu, jak prowadzili się wielcy mężowie nowożytności.
Jednak przytakiwał żywo Prince'owi. Jakby doskonale rozumiał i zgadzał się z jego poglądami.
– Panie Prince, zapewniam pana, że nie ma osoby bardziej zatroskanej o moralność na naszej ulicy niż ja. Rzeczywiście w dzisiejszych czasach jest to sprawa szczególnej wagi. Słyszałem o procederach w innych lokalach, które zapewne tak pana niepokoją, jednak chciałbym zapewnić, że w Convivium nasza załoga troszczy się o to, by nie dochodziło tu do dzikich ekscesów.
To była jedynie częściowa prawda, taka była najlepsza jako materiał na dobre kłamstwo. Brutus kiwał głową, by jeszcze bardziej wzmocnić słowa Icarusa, a Chrissy po prostu robiła dobrą minę do złej gry.
– Ale najpierw, proszę usiąść. Pozwoliliśmy sobie przygotować dla pana mały poczęstunek – Icarus wskazał na herbatę, kawę i ciastka rozłożone na jednym ze stolików. – Chciałbym też, żeby poznał pan naszą załogę, można by rzec, że jest to nadzieja dzisiejszej młodzieży. To są Brutus i Christine. Zapewniam pana, że nie spotka pan bardziej pracowitych i uczciwych młodych ludzi.
Brutus wyglądał na lekko przerażonego tymi słowami (przecież jeszcze kilka dni temu próbował okraść Convivium), więc Chrissy odezwała się za niego.
– Dzień dobry, panie Prince – rzekła zaskakująco grzecznym tonem. Złota kobieta, naprawdę.
Jednak przytakiwał żywo Prince'owi. Jakby doskonale rozumiał i zgadzał się z jego poglądami.
– Panie Prince, zapewniam pana, że nie ma osoby bardziej zatroskanej o moralność na naszej ulicy niż ja. Rzeczywiście w dzisiejszych czasach jest to sprawa szczególnej wagi. Słyszałem o procederach w innych lokalach, które zapewne tak pana niepokoją, jednak chciałbym zapewnić, że w Convivium nasza załoga troszczy się o to, by nie dochodziło tu do dzikich ekscesów.
To była jedynie częściowa prawda, taka była najlepsza jako materiał na dobre kłamstwo. Brutus kiwał głową, by jeszcze bardziej wzmocnić słowa Icarusa, a Chrissy po prostu robiła dobrą minę do złej gry.
– Ale najpierw, proszę usiąść. Pozwoliliśmy sobie przygotować dla pana mały poczęstunek – Icarus wskazał na herbatę, kawę i ciastka rozłożone na jednym ze stolików. – Chciałbym też, żeby poznał pan naszą załogę, można by rzec, że jest to nadzieja dzisiejszej młodzieży. To są Brutus i Christine. Zapewniam pana, że nie spotka pan bardziej pracowitych i uczciwych młodych ludzi.
Brutus wyglądał na lekko przerażonego tymi słowami (przecież jeszcze kilka dni temu próbował okraść Convivium), więc Chrissy odezwała się za niego.
– Dzień dobry, panie Prince – rzekła zaskakująco grzecznym tonem. Złota kobieta, naprawdę.