Zanim odpowiedział, padły nieudane pocałunki, trafił na skórę, ale nie tę, w którą celował. Jak persymona między zębami. Zamrugał, długie rzęsy dookoła ciemnych, zaskoczonych oczu, w których nie było iskierki złości sprzed tygodni, a czysty blask ciekawości. Kiedy wychowujesz się w stadzie małych wilków, kiedy wszystkie pociotki, kuzynostwo i odlegli krewni toczyli się w ogrodzie nocą, zdawało się czasami, że ich śmiech to zawodzenie wilków. Młode wilki za to były brawurowe i odważne. Później Morpheusowi przejdzie.
Morpheus miał ledwie siedemnaście lat i płonął ciepłem, energią i potrzebował swojej wody, swojego chłodu, który ugasi jego pożary. Nawet jeżeli Vakel był jednak wodą, to nie uspokajał go. Raczej byli jak rozgrzane kamienie, na które rozlewano aromatyzowany płyn, aby wydobyć z ciała pot. I nie czuł nawet jak mocno bije jego serce, chociaż gdyby Vakel przyjrzał się jego klatce piersiowej, ujrzałby, że ta podryga widocznie, poza oddechem inna wibracja, jakby organ miał wyskoczyć mu z piersi.
Zanim pomyślał, co robi, a może właśnie nie pozwalając sobie na zbędna analizę, gdy pocałunek zetknął się z rozbawionym opanowaniem, po prostu otworzył usta, które nadal stykały się z gładką skórą, pachnącą pergaminem, atramentem i mydłem i włożył je sobie do gardła, aż lekko się zakrztusił, wcześniej niż się tego spodziewał. Na szczęście nie obślinił Dolohova, już na początku ich rozmowy zaschło mu w ustach, chociaż nie wiedział, czy to nie jest po prostu jeden z symptomów, że ma zbyt wysoki cukier. Nie ufał reakcjom swojego ciała w zasięgu drugiego chłopaka.
Zanim zdążył napotkać wzrok Vasilija, schował czerwoną twarz w dłoni, próbując zignorować smak słodkiej datury na języku, niezgodną z tym, co powinien czuć na prawdę.
— Czasami łatwiej prosić o przebaczenie niż zgodę — burknał, wyraźnie zażenowany, zdenerwowany i podniecony tym, co się działo. W ideologii zakorzenionej w jego domu nie istniał podział na ciało i umysł, jego matka wierzyła, że słabe ciało tworzy słaby umysł. Nawet gdy opowiadała mu o tym, że nie musi być jak jego bracia, że jest wyjątkowy, nadal zachęcała go do treningów szermierczych, pakowała do jego kufra smukły florent, uczyła go, że należy wspasować się w wizję kalos kagatos i że charyzma zaprowadzić może to tylko dostatecznie daleko.
Wrócił na tory rozmowy, zażenowanie płonęło w nim ostrym światłem. Jak zaklęcie, bardzo jaskrawo, intensywnie wpatrując się w ścianę. Chłód kamienia pod plecami pomagał, przebijając się przez wełnę szaty i zabierając ciepło z polików. Kolano znów zaczynało podrygiwać.
— Wierzę, że nic nie ma znaczenia i właśnie dlatego wszystko ma znaczenie. Co do sensu, nie sądzę, aby ludzie generalnie mieli sens, będąc skonfliktowani w najdrobniejszych sprawach, pełni hipokryzji. Można mieć wewnętrzną spójność, ale nigdy nie będziemy wolni od wpływu otoczenia. Tak myślę. Ciągła presja, w celu stworzenia diamentów.
Uśmiechnij się, wyprostuj, w końcu jesteś synem swojego ojca. I synem swojej matki. W ostatnim czasie myślał głównie o niej, patrzył na nią z obawą, czy nie przynosi jej zawodu. Miał być w końcu wyjątkowy. I tak bardzo nie był.
— Czego ty chcesz. W tym momencie? — zapytał, twarde słowa, miękkie intencje, w końcu kierując wzrok na Dolohova. Ostre spojrzenie. Nie jasnowidział. Chciał usłyszeć to z jego ust, nie we własnej głowie.