26.10.2024, 22:41 ✶
Anthony ściągnął brwi na kilka sekund, aby zaraz zmienić zdanie i je unieść, spoglądając w stronę swojej narzeczonej. Wyglądał, jakby zupełnie nie rozumiał, co miała na myśli i dlaczego właściwie używała takiego tonu głosu! Poza piciem zachowywał się przecież dobrze — nikogo nie pobił, nikogo nie podpalił, nie skończył z kelnerką na kolanach, więc dlaczego była zła o kilka szklanek dobrego alkoholu? Zamrugał, a potem pokręcił głową i prychnął, niczym niezadowolony z życia kot i wzruszył ramionami, nie mając na to żadnej odpowiedzi i jednocześnie sugerując, że po prostu wyolbrzymiała. Milczenie nie trwało jednak długo, bo gdy poczuł spojrzenie mężczyzny, wyprostował się i zadarł podbródek, mrużąc groźnie oczy, chcąc zasugerować postawą, aby zajął się sobą, jeśli lubił kształt swojego nosa.
- Nie zrobiłbym przecież niczego, żeby zrobić Ci wstyd, Najdroższa. - rzucił jeszcze, nieco głośniej niż powinien, uśmiechając się brzydko do faceta, a gdy ten zajął się sobą, wrócił do niej spojrzeniem. Nie mógł jej sprawić zawodu, bo poszła mu na rękę i brała udział w tym teatrze. Ją też musiał chronić, nawet jeśli czasem mogło to być pokazywane w sposób niezwykle pokrętny. - Nie tylko ojciec? Mam nadzieję, że nie masz chłopaka czy kochanka, bo to by faktycznie wywołało jakiś skandal i traumę na jego życiu. Musiałbym się wtedy o Ciebie pojedynkować.
Zauważył z uniesionym palcem, który zachwiał się w powietrzu i zakręcił tak, jakby Borgin rzucał jakieś zaklęcie, aby kilka sekund później, uśmiechnąć się do niej w rozbrajający, pogodny sposób.
Nie wiedziała jeszcze, że miał urok osobisty i więcej szczęścia, niż rozumu. Udawało mu się wychodzić względnie cało z kłopotów — głęboko wierzył, że było to wyrównanie za te wszystkie niesprawiedliwości, które spotkały go w życiu. Wiedział też, że gdy mówiła w taki sposob — nie powinien dyskutować. Przytaknął więc grzecznie, dziękując w duchu Merlinowi, że miał siostrę. Jego spojrzenie znów skupiło się na twarzy brunetki, powolnie przesuwając po jej rysach, aby dotrzeć najpierw do ust, a potem do oczu. Była naprawdę śliczna, zupełnie w jego typie — tu też wygrał, jak na loterii. Bo co, gdyby padło na blondynkę?
- Aktorzy muszą wierzyć w to, co robią, bo inaczej nikt nie uwierzy w ich sztukę, Kwiatuszku. - stwierdził rzeczowo, głosem pewnym siebie i maskującym ewentualne niedogodności wynikające ze stanu jego upojenia alkoholowego. Na szczęście był wysoki i przyzwoicie zbudowany, co pozwalało mu na zachowanie równowagi i klasy, pomimo drobnych zawrotów głowy i rumieńców, które zatańczyły na jego polikach. Nie mógł przynieść jej wstydu, zwłaszcza gdy przypomniał sobie o zamówieniu. Ekscytacja nieco go otrzeźwiła, podobnie jak to angielskie powietrze.
Odetchnął głęboko, mając ją blisko siebie, aby w razie czego, móc ją osłonić lub odsunąć od niepatrzących przed siebie przechodniów, lub podejrzanych typów. Wolną dłonią przetarł oczy, zamrugał kilkukrotnie, łapiąc kilka głębszych oddechów i niedbale przeczesał włosy, które pogrążyły się w naturalnym dla nich chaosie. Trzymał jej dłoń na tyle mocno, aby dać jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, ale i na tyle łagodnie, żeby nie zrobić jej krzywdy.
- Zaufaj mi. - poprosił w końcu, wciąż z błyskiem w oczach, gdy plan coraz wyraźniej rysował się w jego umyśle. - Nie jest Ci chłodno, nie potrzebujesz czegoś? To kilka minut spaceru. Na pewno będzie Ci na dziś gotowy. On zna mnie na tyle, żeby nie być zdziwionym — zwłaszcza, gdy Ciebie zobaczy.
Wyjaśnił jej dla uspokojenia, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który podsycało podekscytowanie i ciekawość na jej reakcje do wzoru, który wybrał.
Spacer minął naprawdę szybko, a on nawet się nie przewrócił. Trzymał fason, czasem mniej mówił lub zaciskał powieki, ale było nieźle. Miał też nadzieję, że nie czuć od niego aż tak papierosów lub alkoholu, bo miał dość mocne perfumy i miały powstrzymywać inne zapachy według Pani z rozlewni. Jego pięść uderzyła w drzwi.
- Patrick? Patrick to ja! - wyjaśnił głośno, cofając się pół kroku, gdy kolejny raz zastukał. Gdy drzwi się otworzyły, puścił jej dłoń i objął ją delikatnie w talii, trzymając blisko swojego boku — wciąż na przyzwoitym poziomie, nie schodził poniżej bioder, takim był dobrze wychowanym człowiekiem. - Cześć stary. Czy zamówienie dla mojej przyszłej żony jest gotowe?
Mężczyzna o siwiejących, ciemnych włosach związanych w kitkę wywrócił oczami i chociaż jego twarz wyglądała na pierwszy rzut oka surowo, zaraz przytaknął.
- Ah, Tony, cały Ty! Wiecznie w gorącej wodzie kąpany. Ty musisz być Panną Greengrass, wiele o Tobie słyszałem! Nie kłamał, piękna z Ciebie kobieta. Zapraszam, zapraszam!
Antek puścił ją przodem, a gdy znaleźli się w niewielkim sklepie jubilerskim, zamknął za nią drzwi. Wykonywana tu biżuteria była wyjątkowa z tego powodu, że nie istniał drugi taki sam wyrób. Każdy pierścionek różnił się od siebie, a kolorowe kamyki połyskiwały w gablotkach. Zaprosił ich na kanapę ustawioną w rogu, a potem zniknął na zapleczu, nucąc pod nosem i zagadując ich od czasu do czasu. Spojrzał na nią z błyskiem w oczach.
- Mam nadzieję, że jesteś chociaż.. Trochę podekscytowana? - zapytał, pokazując palcami niewielką odległość, a gdy Patrcik przyszedł, Antek nie mógł już wytrzymać. Wstał, podziękował mężczyźnie w połowie sklepu i zabrał eleganckie puzderko, zostawiając mu w dłoni sakiewkę, a potem szepnął kilka słów na ucho. Mężczyzna zaśmiał się z niedowierzaniem, nazwał go kompletnym wariatem i klepnął po ramieniu, a potem ukłonił się Roselyn i zostawił ich samych. Borgin obrócił przedmiotem w dłoni, znów przeczesał włosy i spojrzał na nią, milcząc dłuższą chwilę.
Musieli w to wierzyć, jeśli mieli oszukać całą magiczną socjetę. Musiało być realnie, jeśli miała mieć spokój, a on czas na to, aby... No właśnie, na co teraz, skoro jego plany się tak brutalnie zmieniły i nagle jego przyszłość była ciemną plamą? Uśmiechnął się w jej stronę, kręcąc głową. Nie mógł jej tym obarczać. Podszedł więc klęknął na jedno kolano i wyciągnął w jej stronę dłoń z pierścionkiem, unosząc wieczko.
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją kryzysową narzeczoną? Nie jestem najlepszym materiałem na męża, ale obiecuję, że będę Cię chronił i o Ciebie dbał podczas trwania naszego układu, a także po nim.
Pierścionek miał motyw kwiatu, z którym tak mu się kojarzyła.
- Nie zrobiłbym przecież niczego, żeby zrobić Ci wstyd, Najdroższa. - rzucił jeszcze, nieco głośniej niż powinien, uśmiechając się brzydko do faceta, a gdy ten zajął się sobą, wrócił do niej spojrzeniem. Nie mógł jej sprawić zawodu, bo poszła mu na rękę i brała udział w tym teatrze. Ją też musiał chronić, nawet jeśli czasem mogło to być pokazywane w sposób niezwykle pokrętny. - Nie tylko ojciec? Mam nadzieję, że nie masz chłopaka czy kochanka, bo to by faktycznie wywołało jakiś skandal i traumę na jego życiu. Musiałbym się wtedy o Ciebie pojedynkować.
Zauważył z uniesionym palcem, który zachwiał się w powietrzu i zakręcił tak, jakby Borgin rzucał jakieś zaklęcie, aby kilka sekund później, uśmiechnąć się do niej w rozbrajający, pogodny sposób.
Nie wiedziała jeszcze, że miał urok osobisty i więcej szczęścia, niż rozumu. Udawało mu się wychodzić względnie cało z kłopotów — głęboko wierzył, że było to wyrównanie za te wszystkie niesprawiedliwości, które spotkały go w życiu. Wiedział też, że gdy mówiła w taki sposob — nie powinien dyskutować. Przytaknął więc grzecznie, dziękując w duchu Merlinowi, że miał siostrę. Jego spojrzenie znów skupiło się na twarzy brunetki, powolnie przesuwając po jej rysach, aby dotrzeć najpierw do ust, a potem do oczu. Była naprawdę śliczna, zupełnie w jego typie — tu też wygrał, jak na loterii. Bo co, gdyby padło na blondynkę?
- Aktorzy muszą wierzyć w to, co robią, bo inaczej nikt nie uwierzy w ich sztukę, Kwiatuszku. - stwierdził rzeczowo, głosem pewnym siebie i maskującym ewentualne niedogodności wynikające ze stanu jego upojenia alkoholowego. Na szczęście był wysoki i przyzwoicie zbudowany, co pozwalało mu na zachowanie równowagi i klasy, pomimo drobnych zawrotów głowy i rumieńców, które zatańczyły na jego polikach. Nie mógł przynieść jej wstydu, zwłaszcza gdy przypomniał sobie o zamówieniu. Ekscytacja nieco go otrzeźwiła, podobnie jak to angielskie powietrze.
Odetchnął głęboko, mając ją blisko siebie, aby w razie czego, móc ją osłonić lub odsunąć od niepatrzących przed siebie przechodniów, lub podejrzanych typów. Wolną dłonią przetarł oczy, zamrugał kilkukrotnie, łapiąc kilka głębszych oddechów i niedbale przeczesał włosy, które pogrążyły się w naturalnym dla nich chaosie. Trzymał jej dłoń na tyle mocno, aby dać jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, ale i na tyle łagodnie, żeby nie zrobić jej krzywdy.
- Zaufaj mi. - poprosił w końcu, wciąż z błyskiem w oczach, gdy plan coraz wyraźniej rysował się w jego umyśle. - Nie jest Ci chłodno, nie potrzebujesz czegoś? To kilka minut spaceru. Na pewno będzie Ci na dziś gotowy. On zna mnie na tyle, żeby nie być zdziwionym — zwłaszcza, gdy Ciebie zobaczy.
Wyjaśnił jej dla uspokojenia, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który podsycało podekscytowanie i ciekawość na jej reakcje do wzoru, który wybrał.
Spacer minął naprawdę szybko, a on nawet się nie przewrócił. Trzymał fason, czasem mniej mówił lub zaciskał powieki, ale było nieźle. Miał też nadzieję, że nie czuć od niego aż tak papierosów lub alkoholu, bo miał dość mocne perfumy i miały powstrzymywać inne zapachy według Pani z rozlewni. Jego pięść uderzyła w drzwi.
- Patrick? Patrick to ja! - wyjaśnił głośno, cofając się pół kroku, gdy kolejny raz zastukał. Gdy drzwi się otworzyły, puścił jej dłoń i objął ją delikatnie w talii, trzymając blisko swojego boku — wciąż na przyzwoitym poziomie, nie schodził poniżej bioder, takim był dobrze wychowanym człowiekiem. - Cześć stary. Czy zamówienie dla mojej przyszłej żony jest gotowe?
Mężczyzna o siwiejących, ciemnych włosach związanych w kitkę wywrócił oczami i chociaż jego twarz wyglądała na pierwszy rzut oka surowo, zaraz przytaknął.
- Ah, Tony, cały Ty! Wiecznie w gorącej wodzie kąpany. Ty musisz być Panną Greengrass, wiele o Tobie słyszałem! Nie kłamał, piękna z Ciebie kobieta. Zapraszam, zapraszam!
Antek puścił ją przodem, a gdy znaleźli się w niewielkim sklepie jubilerskim, zamknął za nią drzwi. Wykonywana tu biżuteria była wyjątkowa z tego powodu, że nie istniał drugi taki sam wyrób. Każdy pierścionek różnił się od siebie, a kolorowe kamyki połyskiwały w gablotkach. Zaprosił ich na kanapę ustawioną w rogu, a potem zniknął na zapleczu, nucąc pod nosem i zagadując ich od czasu do czasu. Spojrzał na nią z błyskiem w oczach.
- Mam nadzieję, że jesteś chociaż.. Trochę podekscytowana? - zapytał, pokazując palcami niewielką odległość, a gdy Patrcik przyszedł, Antek nie mógł już wytrzymać. Wstał, podziękował mężczyźnie w połowie sklepu i zabrał eleganckie puzderko, zostawiając mu w dłoni sakiewkę, a potem szepnął kilka słów na ucho. Mężczyzna zaśmiał się z niedowierzaniem, nazwał go kompletnym wariatem i klepnął po ramieniu, a potem ukłonił się Roselyn i zostawił ich samych. Borgin obrócił przedmiotem w dłoni, znów przeczesał włosy i spojrzał na nią, milcząc dłuższą chwilę.
Musieli w to wierzyć, jeśli mieli oszukać całą magiczną socjetę. Musiało być realnie, jeśli miała mieć spokój, a on czas na to, aby... No właśnie, na co teraz, skoro jego plany się tak brutalnie zmieniły i nagle jego przyszłość była ciemną plamą? Uśmiechnął się w jej stronę, kręcąc głową. Nie mógł jej tym obarczać. Podszedł więc klęknął na jedno kolano i wyciągnął w jej stronę dłoń z pierścionkiem, unosząc wieczko.
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją kryzysową narzeczoną? Nie jestem najlepszym materiałem na męża, ale obiecuję, że będę Cię chronił i o Ciebie dbał podczas trwania naszego układu, a także po nim.
Pierścionek miał motyw kwiatu, z którym tak mu się kojarzyła.