29.10.2024, 11:13 ✶
Na tę złośliwość, skierowaną w jego stronę, tylko westchnął. Cichutko, nieco ze zrezygnowaniem. Drażniło go to, że kobieta szła w zaparte. Gdyby nie te listy, które słała namiętnie i nachalnie, pewnie poczekałby kolejne kilka lat, aż jej się znudzi. Ale teraz? Zrobił krok w jej stronę, dostrzegając ten nerwowy ruch, gdy poprawiała torebkę.
- Daruj sobie, Agatho. Wciąż pamiętam charakter twojego pisma - skoro zaczynała uderzać w ostre tony, nie widział już żadnego powodu, by próbować działać polubownie. Wyciągnął dłonie z kieszeni i splótł ramiona na klatce piersiowej, unosząc nieco brew. Górował nad nią już wtedy, lata temu, teraz ta różnica tylko się pogłębiła. Nie miał powodu, by łagodzić swoje spojrzenie czy rysy twarzy, nie w chwili, gdy kobieta szła w zaparte i paliła głupa. - Jesteśmy w tej alejce tylko we dwoje. Nie musisz udawać, że nie wiesz o co chodzi. Nie chcę wyciągać żadnych konsekwencji z twojego gówniarskiego zachowania, Agatho. Nicholas również, pamiętasz go, prawda? Tak samo wysoki jak ja, ale cię nie zna. Zaczepiłaś nas ostatnio, a raczej jego. Nie chciałbym, byś miała przez swoje zachowanie problemy.
Powiedział na tyle uprzejmie, na ile potrafił, lecz prawda była taka, że naprawdę zmuszał się, by ta rozmowa nie brzmiała jak groźba. Byli tu sami, gdyby miał pewność, że Thompson nie puści pary z ust, złamałby jej wszystkie palce, każdy po kolei, by już nigdy nie była w stanie sięgnąć po pióro.
- Jeżeli brakuje ci zajęcia, moja droga, może weź dodatkowe godziny w Kotle? Albo umów się z kimś, kto na ciebie naprawdę zasługuje? - postąpił krok do przodu. Oczywistym było, że nie ma tu na myśli siebie. Wciąż oficjalnie był zaręczony z Bellatrix i to właśnie ona była powodem, dla którego tu był. Nie chciał, by Agatha ją nękała, a przecież była do tego zdolna.
Rzut na charyzmę, by przekonać Agathę by dała sobie siana
- Daruj sobie, Agatho. Wciąż pamiętam charakter twojego pisma - skoro zaczynała uderzać w ostre tony, nie widział już żadnego powodu, by próbować działać polubownie. Wyciągnął dłonie z kieszeni i splótł ramiona na klatce piersiowej, unosząc nieco brew. Górował nad nią już wtedy, lata temu, teraz ta różnica tylko się pogłębiła. Nie miał powodu, by łagodzić swoje spojrzenie czy rysy twarzy, nie w chwili, gdy kobieta szła w zaparte i paliła głupa. - Jesteśmy w tej alejce tylko we dwoje. Nie musisz udawać, że nie wiesz o co chodzi. Nie chcę wyciągać żadnych konsekwencji z twojego gówniarskiego zachowania, Agatho. Nicholas również, pamiętasz go, prawda? Tak samo wysoki jak ja, ale cię nie zna. Zaczepiłaś nas ostatnio, a raczej jego. Nie chciałbym, byś miała przez swoje zachowanie problemy.
Powiedział na tyle uprzejmie, na ile potrafił, lecz prawda była taka, że naprawdę zmuszał się, by ta rozmowa nie brzmiała jak groźba. Byli tu sami, gdyby miał pewność, że Thompson nie puści pary z ust, złamałby jej wszystkie palce, każdy po kolei, by już nigdy nie była w stanie sięgnąć po pióro.
- Jeżeli brakuje ci zajęcia, moja droga, może weź dodatkowe godziny w Kotle? Albo umów się z kimś, kto na ciebie naprawdę zasługuje? - postąpił krok do przodu. Oczywistym było, że nie ma tu na myśli siebie. Wciąż oficjalnie był zaręczony z Bellatrix i to właśnie ona była powodem, dla którego tu był. Nie chciał, by Agatha ją nękała, a przecież była do tego zdolna.
Rzut na charyzmę, by przekonać Agathę by dała sobie siana
Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!