Ludzie lubili mówić, że ucieczka jest najprostszym rozwiązaniem. Że najłatwiej jest uciec i zostawić wszystko za sobą. Ach, no pewnie, łatwiej w końcu byłoby porzucić brata niż trzymać się u jego boku, prawda? No właśnie nie. Trudniej było podjąć decyzję o tym, żeby go zostawić, niż tak trwać przy nim, bo właściwie nie miało się odwagi podjąć tego ostatecznego kroku. Trzasnąć drzwiami, kupić bilet do autobusu i kazać się wieść dokądkolwiek. I nawet jeśli zostanie przy Fineasie oznaczało klęskę dla nich obu, to po prostu tak było od zawsze. Czemu miałoby się to zmieniać? Sauriel powiedziałby teraz, że ucieczka jest przywilejem dla tych, którzy mogą sobie na nią pozwolić. Charles mógł. Po prostu wystarczyło podjąć odpowiednie kroki w tym celu. Dopóki nie był głęboko związany z tą rodziną, a przecież przez swoje ideologie, przez swój buntowniczy charakter, wciąganie go w to nie miało sensu. Zabawne - Sauriel też miał bunt w żyłach. Tylko ten bunt, ten ogień, został zgaszony dawno temu. Teraz tliły się gdzieś resztki wąglików i przejawiały się agresją i marzeniami o tym, żeby komuś obić mordę.
Właściwie to słuszne pytanie - bo co? Przemoc zawsze była rozwiązaniem, prawda? Tak jak pierdolnięcie fireballa - rozwiązuje wszystkie problemy. Bieda? Nie ma sprawy. Bezdomność? Załatwione. Tragedia Charlesa o niesprawiedliwości życia? Jasne! Widzicie? Rozwiązywał naprawdę wszystko. Głównie dlatego, że jak kogoś spalisz, to już po prostu nie ma żadnych problemów. Sauriel był natomiast tak aktualnie wyjebany jak koń po westernie. I nie chodziło nawet o fizycznie zmęczenie, jakie ogarnęło go po akcji, tylko o to psychiczne. O psychiczne przytłoczenie swoimi czynami. Odpowiedział mu tylko ponurym spojrzeniem. Odpowiedź na to pytania musiała zostać odwleczona w czasie. I być może to właśnie ten czas ją zweryfikuje. Wampir zamknął oczy na moment i wziął głębszy oddech przez nozdrza. To, że nie potrzebował oddychać było inną sprawą. Oddech imitował, a pewne przyzwyczajenia z ludzkiego życia pozostały. W końcu nie od tak dawna "cieszył się" nieśmiertelnością. Charles testował jego cierpliwość. A z cierpliwości akurat czarnowłosy nie słynął. Miał ochotę sięgnąć do skroni i sobie je pomasować. W teorii to co mówił Charles miało sens. Oczywiście, że tak było. W praktyce jednak historia człowieka, jego zobowiązania i nici, które go łączyły z ludźmi i miejscami, było o wiele bardziej skomplikowane od prostego "zbuntuj się, będzie nas więcej to sobie poradzimy". Ciekawe, kto by mu wybaczył te wszystkie paskudztwa. Czy jego ojciec by nie wypuścił brudów tylko po to, żeby zmusić go do powrotu, a jeśli nie - posłać do Azkabanu. Gdzie by się chował? Bałby się zmrużyć oczu patrząc na drzwi i myśląc, czy zaraz nie wtargną przez nie wrogowie. A to tylko początek całej lawiny, jaka by spadła. Ale tak, w teorii brzmiało to sensownie. Bunt dla wyższego dobra. By przeciwstawić się złu. Już próbował. Nie skończyło się to dobrze.
- Nie no jasne, Charles. Zrób cały kurwa ruch oporu, chwyć za flagę i wołaj o wolność. - Jego głos aż ociekał ironią. - Czy ty naprawdę jesteś taki głupi czy po prostu naiwny? Otwórz oczy, dzieciaku! Świat nie jest czarno-biały, a ktoś, kto siedzi z boku i dba o swoje dupsko jest ostatnią osobą, która powinna mi mówić, na co mam wykorzystywać swoją agresję. - To byłoby kłamstwo, gdyby zaprzeczył, że teraz zakuła go wręcz iskra zazdrości. O to, że Charles żyje z boku. Że może sobie prawić takie hasła i jeszcze kryją jego dupsko. I o wiele innych rzeczy.
- I co niby zrobisz, jak ci powiem, co mnie blokuje? CO? Pójdziesz do mojego ojca i naklepiesz mu w pysk? Czy po prostu chcesz sobie ulżyć, że będziesz wiedzieć? Jak jesteś taki mądry to proszę bardzo! Pierdolony bojownik o wolność się znalazł.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.