Najgłupsze było w tym wszystkim to, że Sauriel doskonale sobie zdawał sprawę, że tego nie ukryje. Nie muszę mówić, że to dolewało oliwy do ognia, tak? Miętolił to wszystko w swojej głowie i miętolił, a myśli narastały i przybywało tylko złości na samego siebie i na nie, że nie jest w stanie ich poukładać. Wizja spotkania nie była straszna, tak? I że w zasadzie spoko było się spotkać, tak? Jakoś tak to ujęłam. No więc - jednak okazało się, że jest totalnie dziwnie. I jednak była straszna. Przemalowując rzecz jasna, bo czarnowłosy po prostu nie wiedział, ciągle nie wiedział, gdzie ma w swoim świecie Victorię usadzić. Jak ją traktować, jak się do niej zwracać i kim ma dla niego być. Czy faktycznie ją lubi? Poczuł do niej sympatię. Więc co, znajoma? Nie, wiedział, jak ją tytułować, a przynajmniej jak będzie ją tytułował niedługo. Narzeczona. Już w sumie ją tak nazywał, bo jak inaczej? Przyrzeczona? Jakoś tak by to chyba było. Tym nie mniej nie rozpierdalał się na takie drobnostki. Tytulatura to jedno, a ustawienie takiej osoby w swojej głowie - drugie. Absurd polegał na tym, że już zaczął samego siebie zwymyślać, bo skoro był wtedy za miły to co? Ma wrócić do rzucania kłód pod nogi, wszystko ma stać się cięższe, bardziej toporne i nie do przełknięcia? W końcu by się pokłócili zupełnie i miałby z tego wroga. Albo przynajmniej osobę zupełnie niechętną do pozytywnych interakcji. Brzmiało to też strasznie, bo znowu tak, jakby myślał tylko o jakimś zysku. Widzicie, jak to się napędzało samo z siebie, prawda? A to był tylko zalążek wszystkiego, co przechodziło mu przez umysł.
Zgodnie z przewidywaniami pytanie padło, tylko bardzo szybko i bardzo dosadnie. W sumie to okej, może niekoniecznie się spodziewał samego pytania, ale tego, że nie uda mu się zgrabnie ukryć swojego nastroju już tak. Dejm, to było wręcz oczywiste! Czego tu się spodziewać! Zazwyczaj nosił swój nastrój jak zbroję - bo zazwyczaj był to nastrój paskudny i odstraszał większość ludzi. Więc tak, chowanie go nie przychodziło zbyt... naturalnie. Słysząc odkładaną kartę zwrócił na nią swojego spojrzenie. Zaintrygowane? Zainteresowane? Złe? Jaki wyraz twarzy nosiła, albo może raczej - co nosiła za wyraz POD powierzchnią. Mógł się przejrzeć teraz w jej oczach. Zobaczyć cień swojego odbicia.
- Nic poważnego, i mean it. - Zaczął i przechylił głowę na ramię, spoglądając teraz bardziej na złączenie sufitu ze ścianą. Nie lubił mówić o emocjach. Naprawdę nie lubił. Więęc postanowił to ująć po swojemu. - Dziwnie cię nie-nie lubić. - Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na kobietę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.