03.11.2024, 13:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2024, 13:55 przez Basilius Prewett.)
Gdyby Basilius nie kochał Icarusa, to pewnie nie powiedziałby nic o zachodzącej mrokiem głowie. Basilius powiem najbardziej złośliwy był dla osób, na których mu naprawdę zależało i które wiedziały, że nie ważne co by nie powiedział, to starszy Prewett troszczył się o nich. No dobrze, bywał też wredny dla osób, których nie lubił, ale to jednak był zupełnie inny, znacznie bardziej atakujący rodzaj sarkazmu.
– Ari jeśli mam mówić dla ciebie jeszcze jaśniej, to rzeczywiście mój komentarz nie był trafiony. Najwyraźniej głowa nie tyle co czasem zachodzi ci ciemnością, co tkwi w wiecznym i nieprzerwanym mroku – Oj nie zamierzał się tak łatwo poddawać. – Skoro sam zaproponowałem tę zabawę, to wiedziałem, że mogę przegrać. Nie jestem Electrą, aby obrażać się, że przegrałem w jakąś grę.
Dzieci z jakiegoś powodu czasem wkurzały się, gdy przegrywały w chowanego, ale pewnie po prostu musiały z tego wyrosnąć. Chociaż... Chociaż Ellie w sumie już aż tak się nie zachowywała.
Basilius spojrzał na Monę, która patrzyła się na Icarusa, który z kolei patrzył się na Monę i zmarszczył brwi. Czy oni coś kombinowali? Eh... Nie. Chyba nie będzie dzisiaj o tym myślał. Kombinowanie przy losowości herbacianej ruletki, było jednak zbyt bolesną braterską zdradą, by podejrzewał o to Icarusa.
– Widzisz Mono, ty to jak nikt potrafisz mnie zachęcić abym wybrał się na mecz Quidditcha – powiedział żartobliwie, a potem pokręcił głową. Po pierwsze nie zamierzał ryzykować, że więcej osób zobaczy go z tym kolorem na głowie, a po drugie mimo wszystko był nieco niewyspany, głównie przez nerwy związane z nauką, nawet jeśli te przynajmniej na chwilę zniknęły i zmęczony przejściem tutaj, więc chyba jednak wolał spędzić nieco więcej czasu siedząc w herbaciarni w cieple i jedząc powoli ciasto. Zwłaszcza, że na wszelki wypadek wziął ze sobą książkę w szkolnej torbie.
– Wy jak coś idzcie. Oczywiście jak dopijecie herbatę. Fajnie się grało. Ja tu jeszcze trochę poczekam. Ari, dam ci trochę pieniędzy, abyś kupił Ellie jakieś słodycze, to wyślę je jej sową, dobrze? Mo, pinuj go aby nie robił niczego głupiego.
– Ari jeśli mam mówić dla ciebie jeszcze jaśniej, to rzeczywiście mój komentarz nie był trafiony. Najwyraźniej głowa nie tyle co czasem zachodzi ci ciemnością, co tkwi w wiecznym i nieprzerwanym mroku – Oj nie zamierzał się tak łatwo poddawać. – Skoro sam zaproponowałem tę zabawę, to wiedziałem, że mogę przegrać. Nie jestem Electrą, aby obrażać się, że przegrałem w jakąś grę.
Dzieci z jakiegoś powodu czasem wkurzały się, gdy przegrywały w chowanego, ale pewnie po prostu musiały z tego wyrosnąć. Chociaż... Chociaż Ellie w sumie już aż tak się nie zachowywała.
Basilius spojrzał na Monę, która patrzyła się na Icarusa, który z kolei patrzył się na Monę i zmarszczył brwi. Czy oni coś kombinowali? Eh... Nie. Chyba nie będzie dzisiaj o tym myślał. Kombinowanie przy losowości herbacianej ruletki, było jednak zbyt bolesną braterską zdradą, by podejrzewał o to Icarusa.
– Widzisz Mono, ty to jak nikt potrafisz mnie zachęcić abym wybrał się na mecz Quidditcha – powiedział żartobliwie, a potem pokręcił głową. Po pierwsze nie zamierzał ryzykować, że więcej osób zobaczy go z tym kolorem na głowie, a po drugie mimo wszystko był nieco niewyspany, głównie przez nerwy związane z nauką, nawet jeśli te przynajmniej na chwilę zniknęły i zmęczony przejściem tutaj, więc chyba jednak wolał spędzić nieco więcej czasu siedząc w herbaciarni w cieple i jedząc powoli ciasto. Zwłaszcza, że na wszelki wypadek wziął ze sobą książkę w szkolnej torbie.
– Wy jak coś idzcie. Oczywiście jak dopijecie herbatę. Fajnie się grało. Ja tu jeszcze trochę poczekam. Ari, dam ci trochę pieniędzy, abyś kupił Ellie jakieś słodycze, to wyślę je jej sową, dobrze? Mo, pinuj go aby nie robił niczego głupiego.