03.11.2024, 18:00 ✶
Trudno było nie zauważyć, że Charles zdążył przydać rodzinie kłopotów, ale Peregrinus nie zamierzał się nad nim dalej pastwić. Dostał, co chciał — zapewnienie, że kształt się zmieni. Dla niego zamykało to temat.
— Dobrze. Buduj markę na jakości oferty, nie skandalu. W dłuższej perspektywie lepiej na tym wyjdziesz. — Gdy usłyszał ten przymus, prychnął cicho, wyraźnie ubawiony. — Pod przymusem? Ciężko mi uwierzyć, że Isaac Bagshot mógłby kogoś szantażować.
Raczej nie kojarzył szkolnego kolegi z wymuszeniami i wykorzystywaniem. Bagshot zawsze sprawiał wrażenie poczciwego, szczerego chłopaka, ale kto wie, czy pod tą fasadą nie krył się manipulant. Peregrinus nie wiedział, bo na tyle blisko mimo wszystko nie byli, leczy byłby to ciekawy zwrot akcji.
— Mapę księżyca? Ukształtowania księżyca? — Nie przychodziło mu do głowy, co Charles mógłby z takową zrobić, więc wolał się upewnić.
Map samego nieba z kolei było w Prawach Czasu pod dostatkiem. Jeśli oglądanie gwiazd miało odciągnąć Charlesa od rzeźbienia jego słynnego asortymentu, Peregrinus gotów był mu dać nawet i trzy egzemplarze. Wstał więc i zniknął na chwilę we wnęce za swoim biurkiem, gdzie przeglądał po kolei szuflady olbrzymiego sekretarzyka, dopóki nie znalazł jakiejś nieużywanej. Pożyczanie swojej osobistej mapy poznaczonej osobistymi notatkami było zbyt… cóż, osobiste.
— Może. Może nie — skomentował to, że Mulciber miałby ich zaopatrywać w świece. Stanął na powrót za biurkiem i przesunął wybraną mapę w stronę chłopaka. Nie zamierzał budzić w nim fałszywych nadziei. Mieli tu stałych dostawców, a i na tę chwilę opinia Vakela o Chalresie nie była najżyczliwsza.
Imię Alexander Mulciber — ciągnięcie tego irytującego tematu — posłało wróżbitę ze zkwaśniałym grymasem z powrotem na jego fotel. Mimo że poprzedniego papierosa zgasił ledwo przed chwilą, nawet nie zauważył, kiedy odpalił kolejnego. Naprawdę nie chciało mu się roztrząsać tematu człowieka, który budził w nim cały wachlarz dziwnych, sprzecznych myśli. Okrutnym dowcipem losu było to, że musiał pogodzić się z faktem, że jednocześnie czuje do niego szacunek i pogardę.
— Alexander Mulciber jest człowiekiem o szerokich horyzontach, jeśli idzie o dywinację. I kilka innych dziedzin. — Odchylił się na oparcie krzesła, zaciągając głęboko. — W dziedzinie autorytetów jednak skrajnie ograniczonym. Prawdę mówiąc, wątpię, czy w ogóle zna to słowo. Ludzie jak on dokonują w życiu albo czegoś bardzo wielkiego, albo bardzo głupiego. Drugi przypadek dominuje. — Chwila pauzy, nim zdecydował, że wypada jednak jakoś skonkludować swoje myśli. — Nie sądzę, że Alexander jest idiotą. Obawiam się tylko, że może nie wiedzieć, jak być geniuszem.
Nie był to bynajmniej koniec tematów, które wystawiały na próbę peregrinusową umiejętność prowadzenia uprzejmej rozmowy. Pomysły Charlesa doprawdy mogły przyprawić o ból głowy.
— Lyssa jest córką mistrza Dolohova — doprecyzował. Nie była to w końcu żadna tajemnica. Wyglądało na to, że Mulciber nie kłamał, mówiąc, że nie wie nic o swojej rodzinie. — A my nie będziemy tworzyć zespołu. Nie specjalizujemy się w Prawach Czasu w przewidywaniach rozwoju smoczej ospy. Pracujesz z panią Dolohov. Nasze dziedziny się nie łączą.
— Dobrze. Buduj markę na jakości oferty, nie skandalu. W dłuższej perspektywie lepiej na tym wyjdziesz. — Gdy usłyszał ten przymus, prychnął cicho, wyraźnie ubawiony. — Pod przymusem? Ciężko mi uwierzyć, że Isaac Bagshot mógłby kogoś szantażować.
Raczej nie kojarzył szkolnego kolegi z wymuszeniami i wykorzystywaniem. Bagshot zawsze sprawiał wrażenie poczciwego, szczerego chłopaka, ale kto wie, czy pod tą fasadą nie krył się manipulant. Peregrinus nie wiedział, bo na tyle blisko mimo wszystko nie byli, leczy byłby to ciekawy zwrot akcji.
— Mapę księżyca? Ukształtowania księżyca? — Nie przychodziło mu do głowy, co Charles mógłby z takową zrobić, więc wolał się upewnić.
Map samego nieba z kolei było w Prawach Czasu pod dostatkiem. Jeśli oglądanie gwiazd miało odciągnąć Charlesa od rzeźbienia jego słynnego asortymentu, Peregrinus gotów był mu dać nawet i trzy egzemplarze. Wstał więc i zniknął na chwilę we wnęce za swoim biurkiem, gdzie przeglądał po kolei szuflady olbrzymiego sekretarzyka, dopóki nie znalazł jakiejś nieużywanej. Pożyczanie swojej osobistej mapy poznaczonej osobistymi notatkami było zbyt… cóż, osobiste.
— Może. Może nie — skomentował to, że Mulciber miałby ich zaopatrywać w świece. Stanął na powrót za biurkiem i przesunął wybraną mapę w stronę chłopaka. Nie zamierzał budzić w nim fałszywych nadziei. Mieli tu stałych dostawców, a i na tę chwilę opinia Vakela o Chalresie nie była najżyczliwsza.
Imię Alexander Mulciber — ciągnięcie tego irytującego tematu — posłało wróżbitę ze zkwaśniałym grymasem z powrotem na jego fotel. Mimo że poprzedniego papierosa zgasił ledwo przed chwilą, nawet nie zauważył, kiedy odpalił kolejnego. Naprawdę nie chciało mu się roztrząsać tematu człowieka, który budził w nim cały wachlarz dziwnych, sprzecznych myśli. Okrutnym dowcipem losu było to, że musiał pogodzić się z faktem, że jednocześnie czuje do niego szacunek i pogardę.
— Alexander Mulciber jest człowiekiem o szerokich horyzontach, jeśli idzie o dywinację. I kilka innych dziedzin. — Odchylił się na oparcie krzesła, zaciągając głęboko. — W dziedzinie autorytetów jednak skrajnie ograniczonym. Prawdę mówiąc, wątpię, czy w ogóle zna to słowo. Ludzie jak on dokonują w życiu albo czegoś bardzo wielkiego, albo bardzo głupiego. Drugi przypadek dominuje. — Chwila pauzy, nim zdecydował, że wypada jednak jakoś skonkludować swoje myśli. — Nie sądzę, że Alexander jest idiotą. Obawiam się tylko, że może nie wiedzieć, jak być geniuszem.
Nie był to bynajmniej koniec tematów, które wystawiały na próbę peregrinusową umiejętność prowadzenia uprzejmej rozmowy. Pomysły Charlesa doprawdy mogły przyprawić o ból głowy.
— Lyssa jest córką mistrza Dolohova — doprecyzował. Nie była to w końcu żadna tajemnica. Wyglądało na to, że Mulciber nie kłamał, mówiąc, że nie wie nic o swojej rodzinie. — A my nie będziemy tworzyć zespołu. Nie specjalizujemy się w Prawach Czasu w przewidywaniach rozwoju smoczej ospy. Pracujesz z panią Dolohov. Nasze dziedziny się nie łączą.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie