Sauriel był jak dzieciak. Dzieciak z patologicznej rodziny. Patologicznie wychowany, przez co w niektórych sprawach był dojrzały, a w innych... aaa podchodził do tego dokładnie tak, jak teraz. Czyli - że niby problemu nie ma. Łatwo tak powiedzieć, że gdyby komunikacja istniała to byłoby łatwiej, fakty przemawiały też za tym, że łatwiej by było, ale pozostawała praktyka pokazująca, że niektóre rzeczy ciężko jest przeskoczyć i jednak łatwiej o nich nie mówić niż otwierać książkę na odpowiedniej stronie i odczytywać jej treść. Co innego odbierał i co innego pałętało się w jego wnętrzu, niż czysty rozsądek przeciętnego człowieka podyktowałby do zrobienia. Ten krok w przód był trochę straszny. Nie powinien? Pewnie nie. Ale był. I kiedy zrobiony został to najpierw było fajnie, słonko świeciło, wszyscy zadowoleni. Potem jednak dotarła realizacja tego, co się dzieje, kot zobaczył, że znalazł się na innym terenie i faktycznie - puf! Podskoczył, zjeżył się i skoczył dwa susy do tyłu. Irracjonalne, zabawne wręcz, gdyby to faktycznie był kot. Dla niego to nie było ani zabawne, ani... no dobra, zdawał sobie sprawę, że to niemądre. Jednak mówienie sobie, że to faktycznie niemądre było, wcale nie pomagało. Działało w sumie w stronę odwrotną, bo jak wspominałam - faktów nie da się uniknąć. Były zaś takie, że uciekanie przed pewnymi rzeczami i problemami wcale nie sprawi, że znikną. Tylko co z tego, że posiadasz o tym wiedzę, skoro nie potrafisz jej odpowiednio przerobić i wykorzystać?
- To tylko dziesięć minut, nie przesadzaj. - To było takie straszne? Tak, pewnie mogło być. Skoro zupełnie nie wiedziała, co się dzieje... tak, to na pewno było dziwne. Niekomfortowe, bo sam wiedziałeś najlepiej, jak myśli potrafią gnać, kiedy ktoś ewidentnie ma zły humor. Skrzywiłeś się z niezadowolenia. - Nie uważam. - O, tutaj już zmienił mu się ton. Mógł się dziwić, kiedy miał ochotę i na co miał ochotę, ot co. Ugryzł się w język, żeby nie wylać z siebie teraz wiadra sarkazmu, ale spiął się. Nie lubił się bronić. Wolał atakować. A czuł, że się bronić powinien, bo jest atakowany. - Nic.Się.Nie.Stało. Po prostu mam gorszy humor. Tak mam. Po prostu. - Jak miał jej to wytłumaczyć? Pewnie było to ciężkie do uwierzenia, no bo tak, nie kłamał. Nic się nie wydarzyło, tylko nakręciła się pozytywka w jego głowie i grała jak chciała, kiedy już palce się ześlizgnęły z pokrętła.
Ale tak patrząc na nią jakoś uszło z niego powietrze. Bo w końcu nie pytała dlatego, że chciała źle, prawda?
- Nie lubię, jak ludzie mają wobec mnie jakieś oczekiwania. Dlatego nie lubię być miłym gościem. Bo jak jesteś miły, to ludzie zawsze czegoś oczekują i czegoś od ciebie chcą. Po ostatnim spotkaniu to jest dziwne. I nie, to nie jest za dużo czasu na dziwienie się. Bo pewnie będę się dziwił przez następne lata, że muszę zmienić swoje życie, żeby żyć z kimś w zgodzie. Na co dzień. Na stałe.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.