04.11.2024, 23:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2024, 18:47 przez Vakel Dolohov.)
Oczy Dolohova poruszały się nieznacznie. Chłopak uważnie obserwował i analizował sytuację, w której się znalazł. Na coś komuś nie pozwolił - jaka mogła być jego reakcja? Osoby krążące wokół niego jak wokół królowej pszczół zawsze pytały o zgodę. Jego rodziny zgoda nie obchodziła - to on musiał dostosowywać się do cudzej woli, nie odwrotnie. Teraz powiedział nie i... nic. Rozmowa toczyła się dalej, słowa płynęły. Burknięcie, zaczerwienienia. Jednocześnie nic się nie stało i stało się wszystko.
Nie spodziewał się tego, co Morpheus zamierzał zrobić z jego ręką. Mimo młodzieńczej ciekawości i iskier, jakie pomiędzy nimi skakały, przynajmniej częściowo uznał to za obrzydliwe.
- Jesteś dziwny - stwierdził, zupełnie jakby nie była to oczywistość. Longbottom był cholernie dziwny i zapewne większość uczniów, jakich znał, wstałaby teraz i postanowiła odejść, a później rozpuściła o nim obrzydliwe plotki. Ale Dolohov też był dziwny. Dziwny i pieruńsko samotny. - Przepraszanie mnie nie przychodziło ci z łatwością. - Spostrzeżenie, jakie z siebie wydobył, kiedy wycierał dłonie w spodnie od szkolnego mundurka, było z jego strony próbą precyzyjnego uszczypnięcia. - Mówienie proszę, jest większym ciężarem? - Nie wydawał się rozbawiony, chociaż zapewne był to żart.
Sens odbierało mu skonfliktowanie? Hipokryzja? Nie do końca to rozumiał, być może musiał to przetrawić.
- Mówić, słuchać. Umyć ręce. Zrozumieć, dlaczego zamiast się do mnie przytulić wolisz lizać moją rękę, chociaż gdybym wsadził to wspomnienie do myślodsiewni, to pewnie Dippet musiałby usunąć cię ze stanowiska prefekta.
Nie spodziewał się tego, co Morpheus zamierzał zrobić z jego ręką. Mimo młodzieńczej ciekawości i iskier, jakie pomiędzy nimi skakały, przynajmniej częściowo uznał to za obrzydliwe.
- Jesteś dziwny - stwierdził, zupełnie jakby nie była to oczywistość. Longbottom był cholernie dziwny i zapewne większość uczniów, jakich znał, wstałaby teraz i postanowiła odejść, a później rozpuściła o nim obrzydliwe plotki. Ale Dolohov też był dziwny. Dziwny i pieruńsko samotny. - Przepraszanie mnie nie przychodziło ci z łatwością. - Spostrzeżenie, jakie z siebie wydobył, kiedy wycierał dłonie w spodnie od szkolnego mundurka, było z jego strony próbą precyzyjnego uszczypnięcia. - Mówienie proszę, jest większym ciężarem? - Nie wydawał się rozbawiony, chociaż zapewne był to żart.
Sens odbierało mu skonfliktowanie? Hipokryzja? Nie do końca to rozumiał, być może musiał to przetrawić.
- Mówić, słuchać. Umyć ręce. Zrozumieć, dlaczego zamiast się do mnie przytulić wolisz lizać moją rękę, chociaż gdybym wsadził to wspomnienie do myślodsiewni, to pewnie Dippet musiałby usunąć cię ze stanowiska prefekta.
with all due respect, which is none