05.11.2024, 09:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2024, 10:20 przez Woody Tarpaulin.)
Należy spojrzeć prawdzie w oczy: niektóre elementy garderoby Woody dobierał tylko po to, żeby ktoś dostał przez nie zawału. W pierwszej kolejności: Tessa, która to smęciła mu swgo czasu nad uchem z powodów tak mizernych jak plamka na koszuli. Wystarczyło mu zaś raz tylko usłyszeć docinek modowy od Jonathana, aby ustawić go obok Tessy i torturować stylem.
— To się nazywa praktyczność i wygoda — obwieścił, akcentując ostatnie słowo, jakby mówił do wyjątkowo tępego dziecka. — Nie przewieje mi uszu i zatok, jak się zgrzeję. I jak celnie zauważyłeś, nie mam twoich fikuśnych kudłów, to by mi pot ze łba leciał prosto w oczy. Nie wszystko się robi, żeby pięknie wyglądać, ale co ty o tym możesz wiedzieć.
Materiał był cieniutki, przewiewny, dobrze się trzymał — idealne nakrycie głowy na chłodniejszy poranek z aktywnością fizyczną. A że wyglądało jak wyglądało… cóż, nigdy wyglądanie dla Tarpa czynnikiem decyzyjnym nie było.
Gdy oświecił już Selwyna na temat praktycznego wymiaru czapki, przyszła pora na rozprawienie się z pozostałymi jego beznadziejnymi insynuacjami. Bardziej ofensywnie.
— Porost włosów, hę? Uważasz mężczyzn z wysokim testosteronem za gorszych? Pomieszały ci się wzorce męskości przez to, że tyle czasu spędzasz z tą wynędzniałą rozwielitką ze swojego departamentu — kontynuował tyradę, nie przerywając ani na chwilę marszu przez las; nawet gdy przed nimi wyrósł tunel ciskający zaklęcia. Woody szedł do przodu jak taran, nie poświęcając ani chwili na przemyślenie strategii jego pokonania. — Ty jesteś, Selwyn, swój chłop, Morpheus, wiadomo, też porządny. No ale co wam u licha do głowy przyszło, żeby na trzeciego muszkietera brać jego? — zawołał do pleców znikającego w tunelu czarodzieja.
Zatrzymał się, wział pod boki i patrzył, jak wybornie koledze idzie pokonywanie przeszkód. Już czuł, że los wywinie mu figla i podłoży nogę na ze dwóch przynajmniej etapach, lecz niech się dzieje wola nieba.
— Zmierzam do tego, Johnny — wydarł się — że jeśli on ożeni się z Tessą, to będzie wasza wina!
I po tych słowach on również zanurkował w tor.
dwie na rozproszenie (N) i jedna na AF (Z)
Fenomenalnie rozproszył pierwszy atak, co za precyzja.
Fenomenalnie rozproszył drugi, widownia wstaje, owacje.
I… unik!
Kurwa.
Zaklęcie rąbnęło go w środeczek czoła, zostawiając na czapeczce białą plamę.
Woody zachwiał się, zaklął i wylazł z tunelu.
— W rzeczy samej fachowa robota, ten tunel. Widać zdolną rękę moich ulubionych BUMowców — pochwalił, rozcierając pacnięte miejsce.
— To się nazywa praktyczność i wygoda — obwieścił, akcentując ostatnie słowo, jakby mówił do wyjątkowo tępego dziecka. — Nie przewieje mi uszu i zatok, jak się zgrzeję. I jak celnie zauważyłeś, nie mam twoich fikuśnych kudłów, to by mi pot ze łba leciał prosto w oczy. Nie wszystko się robi, żeby pięknie wyglądać, ale co ty o tym możesz wiedzieć.
Materiał był cieniutki, przewiewny, dobrze się trzymał — idealne nakrycie głowy na chłodniejszy poranek z aktywnością fizyczną. A że wyglądało jak wyglądało… cóż, nigdy wyglądanie dla Tarpa czynnikiem decyzyjnym nie było.
Gdy oświecił już Selwyna na temat praktycznego wymiaru czapki, przyszła pora na rozprawienie się z pozostałymi jego beznadziejnymi insynuacjami. Bardziej ofensywnie.
— Porost włosów, hę? Uważasz mężczyzn z wysokim testosteronem za gorszych? Pomieszały ci się wzorce męskości przez to, że tyle czasu spędzasz z tą wynędzniałą rozwielitką ze swojego departamentu — kontynuował tyradę, nie przerywając ani na chwilę marszu przez las; nawet gdy przed nimi wyrósł tunel ciskający zaklęcia. Woody szedł do przodu jak taran, nie poświęcając ani chwili na przemyślenie strategii jego pokonania. — Ty jesteś, Selwyn, swój chłop, Morpheus, wiadomo, też porządny. No ale co wam u licha do głowy przyszło, żeby na trzeciego muszkietera brać jego? — zawołał do pleców znikającego w tunelu czarodzieja.
Zatrzymał się, wział pod boki i patrzył, jak wybornie koledze idzie pokonywanie przeszkód. Już czuł, że los wywinie mu figla i podłoży nogę na ze dwóch przynajmniej etapach, lecz niech się dzieje wola nieba.
— Zmierzam do tego, Johnny — wydarł się — że jeśli on ożeni się z Tessą, to będzie wasza wina!
I po tych słowach on również zanurkował w tor.
dwie na rozproszenie (N) i jedna na AF (Z)
Fenomenalnie rozproszył pierwszy atak, co za precyzja.
Rzut N 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Fenomenalnie rozproszył drugi, widownia wstaje, owacje.
Rzut N 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
I… unik!
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Kurwa.
Zaklęcie rąbnęło go w środeczek czoła, zostawiając na czapeczce białą plamę.
Woody zachwiał się, zaklął i wylazł z tunelu.
— W rzeczy samej fachowa robota, ten tunel. Widać zdolną rękę moich ulubionych BUMowców — pochwalił, rozcierając pacnięte miejsce.
piw0 to moje paliwo