Zastanawiał się, czy na ten temat jakoś rozmawiali. Mówiła, że może być sposób na to, żeby naprawdę cofnąć wampira znad skraju przepaści, pytała, czy chciałby spróbować - starałaby się wtedy, to na pewno. Nie był wielkim znawcą takich rytuałów, ale nie musiał być. Wiedział wystarczająco dużo, by mieć pojęcie - w takich czarach nie ma chodzenia na skróty. Nawet kiedy wydaje ci się, że znalazłeś kapitalne wyjście z zababranej syfem czarnej magii, to ona i tak w końcu się upomni. Tak to już było z zabawą życiem i śmiercią. Nie wiedział, co dokładnie chodziło jej wtedy po głowie, ale nawet nie chciał wiedzieć. To były już drzwi zamknięte. Zatrzaśnięte klapy okien - nie powracajmy lepiej do tego. Czy mówiła wtedy o tym, że szukała tej biżuterii? Po rozmowie ze Stanleyem wydawało mu się, że tak, na pewno musiała. Bardzo wiele rzeczy mu się mieszało i nie był pewien, czy tutaj też coś poknocił, źle zapamiętał, czy może dobrze, ale teraz te wątpliwości same mu w głowie mieszały.
- Mmhmm... - Pasjonatka biżuterii? No i dobrze, świecidełka bywały fajną sprawą. W pełni rozumiał, że można je lubić - w końcu sam lubił je nosić. - Czyli szukasz pierścionka i kolii? - Czy źle to zrozumiał? Wtedy, kiedy tak nagle wybiegła z więzienia, szukała... w zasadzie to ona chyba wtedy nie szukała konkretnej rzeczy, ale z tej perspektywy czasu walnąłby od razu, że jednak rzeczy. - Ostatecznie w naszej meliniarni mogę wystawić wielkie ogłoszenie: "poszukiwana biżuteria po pani Lestrange!" - Przesunął ręką przed nimi, jakby chciał nią wyrysować to ogłoszenie z całymi literami i dobrobytem strojnych rysunków. Pewnie ogórków.
Gdyby stwierdzić, że miłość rzeczywiście istnieje po to, by sprawdzać próg wytrzymałości, to żylibyśmy w najsmutniejszej wersji świata. Byłaby to wersja, gdzie wszystko z góry spisujesz na porażkę. Miłość nie testowała bólu - testowało go za to wszystko, co było negatywem tej miłości. Złamane serce - zdrady, rozstania. Ufność w końcu nie boli, dopóki nie zostanie wypaczona.
- Ooo kuurwa... - Pokiwał głową w zastanowieniu do siebie samego. - Flaga z gaci... o tym nie myślałem... - Akurat to potrafił sobie zwizualizować - flagę z gatek w panterkę powiewającą na korytarzach Podziemnych Ścieżek. Na pewno robiłaby WRAŻENIE. Niekoniecznie pożądane do osiągnięcia, ale wrażenie. - Już i tak zdechł, to co za różnica. - Mogła poczuć, jak wzrusza ramionami. Jebałby typa, który by kopał kota, ale czy jebałby typa, który strzelał do tygrysa, który chce cię zeżreć? Niekoniecznie.
- Cokolwiek, kwiatki dla bab, tak samo jak gary. - Przedrzeźniał się, ale tak, tak uważał, że pielęgnowanie kwiatuszków bardziej pasowało do kobiet, tak samo jak gotowanie. I nie - nie miał pojęcia, jak ciężko jest wyciągnąć mandragorę z ziemi. Bo i skąd, skoro zręcznie omijał nauki zielarstwa? Odsunął jej rękę, żeby mu czasem tych palców nie wsadziła w oko, bo jakoś nie miał zaufania do pełnosprawności ruchów w tej pozycji, kiedy się wyginała do jego twarzy. A potem znieruchomiał, naprężył się iiii skrzywił, kiedy jej usta musnęły jego nos, chociaż to skrzywienie wcale nie było odzwierciedleniem niezadowolenia. Po prostu zwątpił, co się dzieje i czego to miało być wyrazem. Po co? Dlaczego? W jakim celu? Ale chyba... nie było złe? Nie było. Zdecydowanie nie było złe. - Eeehmmm... - Rozluźnił się. - A nie wiem sam, Różyczko. Jakoś... wszystko się pozmieniało. Nie wiem, czy mi się odechciało, czy wszystkim. Mimo to nie chce już siedzieć w Rookwoodowni, tam muszę się gapić na ryj Chestera, zjebany frajer... Jest skończoną pizdą. Sam nic nie umie dobrze zrobić i nawet nie potrafi dobrze rozporządzać ludźmi. Josepha nawet wkurwił, a żeby go wyprowadzić z równowagi trzeba się postarać. Wiem to, bo mi się udało dotąd to tylko raz. - Co chyba dawało jakiś pogląd Victorii na tę sprawę, bo wiedziała najlepiej, jak łatwo Sauriel potrafił zaleźć pod skórę i to nawet się nie starając - po prostu jako skutek uboczny jego charakteru. - Nienawiść łączy, słyszałaś o tym? - Zakpił sobie trochę.
Pogłaskał ją po głowie, kiedy ziewnęła. Afrykańskie bębny... taaa. To chyba ten sąsiad, którego "się pozbyła".
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.