05.11.2024, 21:16 ✶
— Nie mam czasu siedzieć pół dnia i łaszków wybierać. Co ja? Baba? — odfuknął na te dyrdymały o stylowej wygodzie.
Stylem było bowiem to, co Woody’emu wpadło w oko. W głębsze filozofie o tkaninach, krojach, teksturach i fasonach nie wchodził. I było to zdrowe. Woody miał bardzo zdrowy dystans do swoich stylizacji i zwisała mu opinia kogokolwiek. Podli nienawistnicy (zwani również hejterami) winni popracować nad sobą i swoją relacją z własnym wizerunkiem. Dlaczego tak dbają o opinię społeczeństwa? Czego się boją? Czego się kurwa boicie, hę?
Pokonanie pierwszej przeszkody — wbrew temu, co bredził Selwyn — wcale Woody’ego do zadyszki nie doprowadziło. A szkoda, bo gdyby się zadyszał i padł na zawał, nie musiałby słuchać tych szyderstw. Wymownie zapatrzył się w byle wróbla na gałęzi opodal, zafascynowany nim niby barwnym rajskim ptakiem. Jednym słowem: dał się Jonathanowi wygadać, wyśmiać, a on tymczasem ino sobie pogwizdywał, aby dać koledze wyraźnie do zrozumienia, że ma go w dupie.
— Skończyłeś? — zapytał, gdy oddech Jonathana zdawał się powracać do normy po tym absurdalnym ataku. — To idziemy.
Ruszył przed siebie, a mijając wesolutkiego pajaca, pacnął go różdżką w plecy. Tam, gdzie drewienko zetknęło się z koszulą, Selwyn mógł poczuć lekkie kopnięcie jakby prądu, zupełnie nieszkodliwe. Symboliczna kara za te obrzydliwe kpiny.
— Nie jestem zazdrosny, a zmartwiony. Quintessa rozmawia z wieloma mężczyznami — podjął temat, gdy wyprzedził Jonathana i zniknęło niebezpieczeństwo tego, że będzie zmuszony spojrzeć mu w oczy. Był wybitnym kłamcą, ale nie ufał sobie w ukrywaniu czegokolwiek, co wiązało się z tą przeklętą kobietą. Brzmiał zresztą tak, jakby prawdziwie wierzył w następującą logikę: — Zwykle mnie to nie interesuje. Wierz lub nie. — Machnął od niechcenia ręką. — Stara ma dobrego nosa. Zwykle potrafi odróżnić dobrego od złego, ale z jakiegoś powodu wciąż lubi Shafiqa.
Kolejna przeszkoda zamajaczyła przed nimi. Natłok myśli Tarpa nie mieścił się w ciasnych odległościach między kolejnymi punktami toru, nie było czasu upchnąć ich wszystkich, lecz nie mógł się zatrzymać. Musiał iść. Nie mógł mówić takich rzeczy w miejscu. Nie mógł dać się w uziemieniu złapać Selwynowi za jakieś nieostrożne słówko. Musiał iść. Iść i w razie potrzeby umknąć w jakiś pierdolony tunel, w którym go zgubi.
— A Shafiq ma diabła w oku. Nie wydaje ci się oślizgły? Nie, oczywiście, że nie — prychnął. — Ja bym wolał, żeby mi rękę obślinił zarobaczony, wściekły kundel z Nokturnu, niż żebym miał prawicę uścisnąć Anthony’emu Shafiqowi. — Woodym wzdrygnęła myśl, że ten gad miałby dotykać Tessy swoimi zimnymi, śliskimi członkami. Paskudztwo. — Ojczulek miał rację. Nie cierpię pyszałkowatego dziada Longbottoma, ale co by nie mówić, tatunio się poznał na Anthonym od początku. Widział coś, czego ty, Tessa i mój nieszczęsny, zaślepiony braciszek do dziś nie widzicie.
Brakowało tu już tylko: wam się oczy otworzą, jak mnie zamkną.
Odnalazł Woody jednak w tym strumieniu gniewnych myśli coś nowego. Jakąś myśl, przed którą się wzbraniał rękami i nogami, lecz… Ach, niech tylko Godryk usłyszy, że Shafiq się kręci wokół jego synowej ukochanej mocniej niż sam syn, to z pewnością tego nie zostawi. Gdyby tylko ktoś mu o tym powiedział… Może powinno się wystosować w najbliższych dniach list.
!przeszkody
Stylem było bowiem to, co Woody’emu wpadło w oko. W głębsze filozofie o tkaninach, krojach, teksturach i fasonach nie wchodził. I było to zdrowe. Woody miał bardzo zdrowy dystans do swoich stylizacji i zwisała mu opinia kogokolwiek. Podli nienawistnicy (zwani również hejterami) winni popracować nad sobą i swoją relacją z własnym wizerunkiem. Dlaczego tak dbają o opinię społeczeństwa? Czego się boją? Czego się kurwa boicie, hę?
Pokonanie pierwszej przeszkody — wbrew temu, co bredził Selwyn — wcale Woody’ego do zadyszki nie doprowadziło. A szkoda, bo gdyby się zadyszał i padł na zawał, nie musiałby słuchać tych szyderstw. Wymownie zapatrzył się w byle wróbla na gałęzi opodal, zafascynowany nim niby barwnym rajskim ptakiem. Jednym słowem: dał się Jonathanowi wygadać, wyśmiać, a on tymczasem ino sobie pogwizdywał, aby dać koledze wyraźnie do zrozumienia, że ma go w dupie.
— Skończyłeś? — zapytał, gdy oddech Jonathana zdawał się powracać do normy po tym absurdalnym ataku. — To idziemy.
Ruszył przed siebie, a mijając wesolutkiego pajaca, pacnął go różdżką w plecy. Tam, gdzie drewienko zetknęło się z koszulą, Selwyn mógł poczuć lekkie kopnięcie jakby prądu, zupełnie nieszkodliwe. Symboliczna kara za te obrzydliwe kpiny.
— Nie jestem zazdrosny, a zmartwiony. Quintessa rozmawia z wieloma mężczyznami — podjął temat, gdy wyprzedził Jonathana i zniknęło niebezpieczeństwo tego, że będzie zmuszony spojrzeć mu w oczy. Był wybitnym kłamcą, ale nie ufał sobie w ukrywaniu czegokolwiek, co wiązało się z tą przeklętą kobietą. Brzmiał zresztą tak, jakby prawdziwie wierzył w następującą logikę: — Zwykle mnie to nie interesuje. Wierz lub nie. — Machnął od niechcenia ręką. — Stara ma dobrego nosa. Zwykle potrafi odróżnić dobrego od złego, ale z jakiegoś powodu wciąż lubi Shafiqa.
Kolejna przeszkoda zamajaczyła przed nimi. Natłok myśli Tarpa nie mieścił się w ciasnych odległościach między kolejnymi punktami toru, nie było czasu upchnąć ich wszystkich, lecz nie mógł się zatrzymać. Musiał iść. Nie mógł mówić takich rzeczy w miejscu. Nie mógł dać się w uziemieniu złapać Selwynowi za jakieś nieostrożne słówko. Musiał iść. Iść i w razie potrzeby umknąć w jakiś pierdolony tunel, w którym go zgubi.
— A Shafiq ma diabła w oku. Nie wydaje ci się oślizgły? Nie, oczywiście, że nie — prychnął. — Ja bym wolał, żeby mi rękę obślinił zarobaczony, wściekły kundel z Nokturnu, niż żebym miał prawicę uścisnąć Anthony’emu Shafiqowi. — Woodym wzdrygnęła myśl, że ten gad miałby dotykać Tessy swoimi zimnymi, śliskimi członkami. Paskudztwo. — Ojczulek miał rację. Nie cierpię pyszałkowatego dziada Longbottoma, ale co by nie mówić, tatunio się poznał na Anthonym od początku. Widział coś, czego ty, Tessa i mój nieszczęsny, zaślepiony braciszek do dziś nie widzicie.
Brakowało tu już tylko: wam się oczy otworzą, jak mnie zamkną.
Odnalazł Woody jednak w tym strumieniu gniewnych myśli coś nowego. Jakąś myśl, przed którą się wzbraniał rękami i nogami, lecz… Ach, niech tylko Godryk usłyszy, że Shafiq się kręci wokół jego synowej ukochanej mocniej niż sam syn, to z pewnością tego nie zostawi. Gdyby tylko ktoś mu o tym powiedział… Może powinno się wystosować w najbliższych dniach list.
!przeszkody
piw0 to moje paliwo