05.11.2024, 23:22 ✶
Przed zbawiennym odgłosem dzwonka, anonsującego przybycie Peregrinusa, Tessa zdążyła już zastanowić się pięć razy nad przemeblowaniem całego sklepu — możliwym ułożeniem alejek, a także przemalowaniem ścian? Nie, może powinna wybrać się jutro po nową tapetę? Na całe szczęście bezdenny portfel pani Longbottom został uratowany przez wcześniej wspomnianego czarodzieja. Kobieta niczym na znak podniosła się z fotela za ladą i okrążyła zręcznie kontuar, przy okazji wyciągając w jego stronę obie dłonie.
— No, jesteś w końcu! — przywitała się, łapiąc chłopaka w bezlitosny, cioteczny uścisk. Najpierw zaatakowała go mocnym przytulasem, aby potem, na dokładkę, ucałować go w oba policzki, znacząc skórę szminką. Prędko otarła pozostawione barwy wojenne i już miała coś wspomnieć o tym, że zbladł i na pewno schudł, ale zaraz sama lekko straciła na kolorze.
— Słucham? — powiedziała najpierw ze zmarszczonym czołem. Wygładziła mu ubranie, jakby przy okazji puczenia pogniotła również jego samego, a potem spojrzała na witrynę. Od środka. — Z witryną wszystko w porządku, przecież widać, że…
Teraz to już lekko zwątpiła. Rzuciła dyniom, świecom i nowym zasłonkom badawcze spojrzenie, jakby chciała doszukać się w nich czegoś, co mogło sprawić, że antykwariat od zewnątrz mógłby się gorzej prezentować. Zostawiła młodego wróża na ledwie na chwilę, a sama wyszła przed sklep, żeby powolnym, dostojnym krokiem samej spojrzeć na wystawkę.
No i młody miał rację. Wyglądała po prostu tragicznie. I nie miała pomysłu, kto mógłby to zrobić, bo przecież wszyscy w sąsiedztwie…
— A to przebiegłe sukinsyny — wymamrotała pod nosem, wchodząc z powrotem do środka. Postukała parę razy palcem wskazującym po brodzie, poprawiła bransoletkę na lewym nadgarstku i odezwała się w końcu do nieświadomego, przybranego bratanka. — Ostatnio pojawiła się… konkurencja. Chociaż nie będę jej już tak więcej nazywać, bo nią nie jest. A przynajmniej nie była dopóki cholerni idioci nie zdecydowali o szczeniackim zaczarowaniu mojej witryny. Chodź, przejdziemy się do nich. Nie zamierzam tego tak zostawić.
I chociaż Tessa się uśmiechała, to Peregrinus doskonale widział, że była naprawdę zła. Zaciskała palce na prawym przegubie, a wcześniej potarła też kolczyk i przejrzała się w lustrze obok wyjścia z antykwariatu. Trzeba się było jakoś prezentować, nawet jeśli za celem kryło się po prostu zrobienie kulturalnej awantury.
— No, jesteś w końcu! — przywitała się, łapiąc chłopaka w bezlitosny, cioteczny uścisk. Najpierw zaatakowała go mocnym przytulasem, aby potem, na dokładkę, ucałować go w oba policzki, znacząc skórę szminką. Prędko otarła pozostawione barwy wojenne i już miała coś wspomnieć o tym, że zbladł i na pewno schudł, ale zaraz sama lekko straciła na kolorze.
— Słucham? — powiedziała najpierw ze zmarszczonym czołem. Wygładziła mu ubranie, jakby przy okazji puczenia pogniotła również jego samego, a potem spojrzała na witrynę. Od środka. — Z witryną wszystko w porządku, przecież widać, że…
Teraz to już lekko zwątpiła. Rzuciła dyniom, świecom i nowym zasłonkom badawcze spojrzenie, jakby chciała doszukać się w nich czegoś, co mogło sprawić, że antykwariat od zewnątrz mógłby się gorzej prezentować. Zostawiła młodego wróża na ledwie na chwilę, a sama wyszła przed sklep, żeby powolnym, dostojnym krokiem samej spojrzeć na wystawkę.
No i młody miał rację. Wyglądała po prostu tragicznie. I nie miała pomysłu, kto mógłby to zrobić, bo przecież wszyscy w sąsiedztwie…
— A to przebiegłe sukinsyny — wymamrotała pod nosem, wchodząc z powrotem do środka. Postukała parę razy palcem wskazującym po brodzie, poprawiła bransoletkę na lewym nadgarstku i odezwała się w końcu do nieświadomego, przybranego bratanka. — Ostatnio pojawiła się… konkurencja. Chociaż nie będę jej już tak więcej nazywać, bo nią nie jest. A przynajmniej nie była dopóki cholerni idioci nie zdecydowali o szczeniackim zaczarowaniu mojej witryny. Chodź, przejdziemy się do nich. Nie zamierzam tego tak zostawić.
I chociaż Tessa się uśmiechała, to Peregrinus doskonale widział, że była naprawdę zła. Zaciskała palce na prawym przegubie, a wcześniej potarła też kolczyk i przejrzała się w lustrze obok wyjścia z antykwariatu. Trzeba się było jakoś prezentować, nawet jeśli za celem kryło się po prostu zrobienie kulturalnej awantury.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you