08.11.2024, 00:08 ✶
Uwaga Florence odnośnie Prewettów była o tyle zabawna, że sam Basilius jednocześnie zaprzeczał takiemu osądowi jego rodziny, jak i robił wiele, aby ten osąd wydawał się prawdziwy. Jakby jednak zastanowić się nad tym przez nieco więcej, niż pięć sekund, to tak naprawdę momenty, kiedy trzymał karty w dłoni stanowiły jedynie niewielką część jego życia. Jasne, może nieco większą, niż przeciwnego czarodzieja, ale też już bez przesady.
Aby było śmieszniej, jakiś czas po tym komentarzu, gdy wyłożył sześć kart, od numeru dwa do dziewiątki, które miały być ich kodem.
– Electra i Icarus zdali SUMy. Jestem pewien, że jakoś poradziliby sobie z dwunastoma cyframi. – dodał jeszcze i spojrzał na karty. 7, 3, 5, 6, 9 i 8.. Sześć cyfr. Nie dwanaście. Nie był sadystą. Powtórzył numery na głos, a potem jeszcze zapisał je na kawałku kartki, który miał zamiar schować w swoim gabinecie, tak aby mogli się z niej utrwalić kod, a potem zmarszczył brwi.
– Hm... A brzmiało jak klątwa. Przynajmniej dla mnie – mruknął opierając się o ścianę w zamyśleniu przyglądając się Florence. Prawdę mówiąc, zapytany, powiedziałby, że chyba wolałby już po prostu skoczyć z klifu, niż być ofiarą rytuału, zwłaszcza na samym początku, gdy jeszcze nie wiadomo było, jak pomóc czarodziejom w tej niefartownej sytuacji. Oczywiście nie myślał tak całkowicie na poważnie, ale... Ale tak pewnie by powiedział. – No dobrze, więc co dokładnie udało się ustalić? To nie klątwa, a rytuał, kapłani twierdzili, że błogosławieństwo.
Aby było śmieszniej, jakiś czas po tym komentarzu, gdy wyłożył sześć kart, od numeru dwa do dziewiątki, które miały być ich kodem.
– Electra i Icarus zdali SUMy. Jestem pewien, że jakoś poradziliby sobie z dwunastoma cyframi. – dodał jeszcze i spojrzał na karty. 7, 3, 5, 6, 9 i 8.. Sześć cyfr. Nie dwanaście. Nie był sadystą. Powtórzył numery na głos, a potem jeszcze zapisał je na kawałku kartki, który miał zamiar schować w swoim gabinecie, tak aby mogli się z niej utrwalić kod, a potem zmarszczył brwi.
– Hm... A brzmiało jak klątwa. Przynajmniej dla mnie – mruknął opierając się o ścianę w zamyśleniu przyglądając się Florence. Prawdę mówiąc, zapytany, powiedziałby, że chyba wolałby już po prostu skoczyć z klifu, niż być ofiarą rytuału, zwłaszcza na samym początku, gdy jeszcze nie wiadomo było, jak pomóc czarodziejom w tej niefartownej sytuacji. Oczywiście nie myślał tak całkowicie na poważnie, ale... Ale tak pewnie by powiedział. – No dobrze, więc co dokładnie udało się ustalić? To nie klątwa, a rytuał, kapłani twierdzili, że błogosławieństwo.