08.11.2024, 23:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2024, 23:39 przez Icarus Prewett.)
Trafił w sedno problemu i nie miał pojęcia, czy kierowała nim empatia czy zwyczajne wyrachowanie. Miał cichą nadzieję, że jednak to pierwsze pozwoliło mu w ten sposób ogarnąć sprawę z Prince'em. Oczywiście czekało jeszcze Icarusa trochę pracy. Musiał nie tylko załatwić sobie odpowiednią pozycję w radzie sądziedzkiej, ale i zadbać, by takie plotki nigdy nie powróciły. Klienci lubili czasem poćpać sobie coś innego niż zwyczajne eliksiry i to musiało zostać ukrócone. Niektórzy nawet, o zgrozo, wnosili narkotyki mugolskie, których na ulicach niemagicznego Londynu było niestety pełno. Czy alkohol ich niedostatecznie truł? Czy potrzebowali czegoś jeszcze mocniejszego?
– Cieszę się w takim razie, że się udało nam porozumieć, panie Prince. I niech pan pamięta, że jest pan tu zawsze mile widziany – Icarus uśmiechnął się ciepło do starszego pana. – A żeby uczcić nasze porozumienie, chciałbym panu podarować mały prezent od firmy.
Podał stojącą dotychczas obok wąską torebkę prezentową z butelką wina w środku. Był to doskonały rocznik, całkiem cenny, jeśli by chcieć go sprzedać. Icarus sam zwinął tę butelkę z barku w swoim domu.
To też przypieczętowało porozumienie. Zadanie okazało się być ostatecznie łatwiejsze niż Icarus myślał, chociaż wymagało od niego jakiejś tam przenikliwości. Cóż, teraz mógł cieszyć się względnym spokojem, przynajmniej w najbliższym czasie. Horacy był również zadowolony z tego rozwiązania, może dlatego, że nie blokowało go ono do dalszych dyskusji dotyczących Convivium. Przenosiło ją to tylko na grunt pozaministerialny. Icarusowi zależało, żeby jednak urzędnicy nie wtrącali się za bardzo w sprawy baru.
Ostatecznie więc wszystko się dobrze skończyło. Wystarczyło jedynie stworzyć maleńki samorządzik i zaostrzyć politykę baru, co do substancji odurzających. Wtedy wszystko miało się ułożyć. Nawet jeśli Horacy Prince miał nigdy do końca nie polubić Icarusa, ważne było jedynie, żeby go najzwyczajniej szanował. A jakim Prewettem byłby Icarus, gdyby go nie poważano na dzielnicy? Żadnym! Dlatego była to też sprawa honorowa.
Po załatwieniu tej sprawy, Icarus sam udał się do domu, by odespać choć odrobinę tą szaleńczą noc sprzątania, które w gruncie rzeczy nie było aż tak potrzebne. Myślał też o tym, jak wynagrodzi Chrissy i Brutusa. Horacy Prince miał, co do nich rację. Byli to wspaniali młodzi ludzie!
– Cieszę się w takim razie, że się udało nam porozumieć, panie Prince. I niech pan pamięta, że jest pan tu zawsze mile widziany – Icarus uśmiechnął się ciepło do starszego pana. – A żeby uczcić nasze porozumienie, chciałbym panu podarować mały prezent od firmy.
Podał stojącą dotychczas obok wąską torebkę prezentową z butelką wina w środku. Był to doskonały rocznik, całkiem cenny, jeśli by chcieć go sprzedać. Icarus sam zwinął tę butelkę z barku w swoim domu.
To też przypieczętowało porozumienie. Zadanie okazało się być ostatecznie łatwiejsze niż Icarus myślał, chociaż wymagało od niego jakiejś tam przenikliwości. Cóż, teraz mógł cieszyć się względnym spokojem, przynajmniej w najbliższym czasie. Horacy był również zadowolony z tego rozwiązania, może dlatego, że nie blokowało go ono do dalszych dyskusji dotyczących Convivium. Przenosiło ją to tylko na grunt pozaministerialny. Icarusowi zależało, żeby jednak urzędnicy nie wtrącali się za bardzo w sprawy baru.
Ostatecznie więc wszystko się dobrze skończyło. Wystarczyło jedynie stworzyć maleńki samorządzik i zaostrzyć politykę baru, co do substancji odurzających. Wtedy wszystko miało się ułożyć. Nawet jeśli Horacy Prince miał nigdy do końca nie polubić Icarusa, ważne było jedynie, żeby go najzwyczajniej szanował. A jakim Prewettem byłby Icarus, gdyby go nie poważano na dzielnicy? Żadnym! Dlatego była to też sprawa honorowa.
Po załatwieniu tej sprawy, Icarus sam udał się do domu, by odespać choć odrobinę tą szaleńczą noc sprzątania, które w gruncie rzeczy nie było aż tak potrzebne. Myślał też o tym, jak wynagrodzi Chrissy i Brutusa. Horacy Prince miał, co do nich rację. Byli to wspaniali młodzi ludzie!
Koniec sesji