11.11.2024, 13:50 ✶
- Może zamiast jakim cudem powinno zadać się pytanie czy. - Eden miała rację - stąpali po cienkim lodzie, bo Moody nawet będąc człowiekiem dobrym, był również człowiekiem szorstkim i pełnym uprzedzeń, nieprzyjemnych myśli i wcale nie bał się mówić o nich głośno. Tak, strategiczne milczenie nierzadko bywało jego bronią, ale zwykle, kiedy się już odezwał... - To jest jedna z najbardziej... nieprzyjemnych rodzin, jakie znam, ale w każdej zdarzają się przecież buntownicy. - Coś w jego tonie się zmieniło. Nabrał cienia. W głosie, w oczach. Można było jedynie domyślać się tego, co krążyło mu teraz po głowie i jak wiele z tego przynajmniej pośrednio nakładało się na relację, którą próbowali zbudować. Zdawał sobie sprawę z tego, że wielu ludzi bało się Eden Malfoy, zapewne niepokój, jaki wzbudzała sprawiły, że na wieść o ich zejściu się zareagowali lękiem o biednego Alastora, bo z jakiegoś powodu reputacja jaką sobie zbudował była bardzo... miękka. Ale on nie był miękki. Oboje mówili o swoich ojcach z niechęcią, ale Alastor był przecież jego doskonałą kopią. Kopią człowieka zawziętego, upartego i momentami niezwykle nieprzyjemnego. Strach przed byciem ocenianą był zasadny, bo on faktycznie ludzi oceniał. Mierzył ich miarką, jaką wbudowano w jego oczy. Ciężko mu było oduczyć się testowania wartości osób wokół siebie.
- Ktokolwiek do tego doprowadził, może znajdować się teraz w czarnej dupie.
Chyba się nad czymś zawahał, bo myślał dłużej.
- Nie to żebym kiedykolwiek widział świat w kolorowych barwach, ale zdziwiłbym się, jakby się na to zgodzili. Mogli się o to pokłócić i ktoś będzie miał przejebane, mogli... spróbować kogoś sprowokować, ale nawet próbując z całych sił wyzbyć się uprzedzeń, ale nie... to jest zwyczajnie niemożliwe, żeby rodzina mówiąca tyle o wartości tradycji zdecydowała się na taki ruch w czasie wojny. Cały czas czekamy na kolejne działania tego Czarnego Chuja, kto normalny w obliczu tego, że oni są zdolni do zamordowania każdego, zdecydowałby się na coś takiego na weselu? - Tylko jako wabik. Chęć sprowokowania kogoś do reakcji. - Nikt. - To zwyczajnie musiała być jakaś polityczna zagrywka albo błąd, za który ktoś słono zapłaci. - Eh. - Niektóre rzeczy pozostawały niezmienne. - Naprawdę chciałem oglądać z tobą te lampiony, ale ostatecznie i tak, nawet przy perspektywie bycia pożartymi przez potwora z Loch Ness, gadamy o sytuacji w kraju.
Naprawdę nie chciał przez to zasugerować, że to co robili było złe. Ten temat nie był zły, bardzo szybko go podłapał i płynął z nim, zwyczajnie... chciał być dla niej nieco inny. Pragnął być dla niej oparciem, kimś komu mogłaby zwierzać się ze swoich trosk.
- Rozumiem, że sytuacja u ciebie w domu...
Słuchał jej nadal, ale przechylił się na bok, wpatrując chwilę w toń. Rozważał dwie opcje - żałosne wachlowanie rękoma do brzegu, co zapewne potrwa sto lat, albo wskoczenie do lodowatej wody, a następnie ściągnięcie Eden na brzeg. Druga opcja była zapewne lepsza i szybsza, ale nie potrafiłby chyba jej zostawić, a już na pewno nie po tym, jak wystraszyła się trzęsącej wody. Nessie to przecież tylko legenda, tak?
- Ktokolwiek do tego doprowadził, może znajdować się teraz w czarnej dupie.
Chyba się nad czymś zawahał, bo myślał dłużej.
- Nie to żebym kiedykolwiek widział świat w kolorowych barwach, ale zdziwiłbym się, jakby się na to zgodzili. Mogli się o to pokłócić i ktoś będzie miał przejebane, mogli... spróbować kogoś sprowokować, ale nawet próbując z całych sił wyzbyć się uprzedzeń, ale nie... to jest zwyczajnie niemożliwe, żeby rodzina mówiąca tyle o wartości tradycji zdecydowała się na taki ruch w czasie wojny. Cały czas czekamy na kolejne działania tego Czarnego Chuja, kto normalny w obliczu tego, że oni są zdolni do zamordowania każdego, zdecydowałby się na coś takiego na weselu? - Tylko jako wabik. Chęć sprowokowania kogoś do reakcji. - Nikt. - To zwyczajnie musiała być jakaś polityczna zagrywka albo błąd, za który ktoś słono zapłaci. - Eh. - Niektóre rzeczy pozostawały niezmienne. - Naprawdę chciałem oglądać z tobą te lampiony, ale ostatecznie i tak, nawet przy perspektywie bycia pożartymi przez potwora z Loch Ness, gadamy o sytuacji w kraju.
Naprawdę nie chciał przez to zasugerować, że to co robili było złe. Ten temat nie był zły, bardzo szybko go podłapał i płynął z nim, zwyczajnie... chciał być dla niej nieco inny. Pragnął być dla niej oparciem, kimś komu mogłaby zwierzać się ze swoich trosk.
- Rozumiem, że sytuacja u ciebie w domu...
Słuchał jej nadal, ale przechylił się na bok, wpatrując chwilę w toń. Rozważał dwie opcje - żałosne wachlowanie rękoma do brzegu, co zapewne potrwa sto lat, albo wskoczenie do lodowatej wody, a następnie ściągnięcie Eden na brzeg. Druga opcja była zapewne lepsza i szybsza, ale nie potrafiłby chyba jej zostawić, a już na pewno nie po tym, jak wystraszyła się trzęsącej wody. Nessie to przecież tylko legenda, tak?
fear is the mind-killer.