10.11.2024, 21:00 ✶
Wypadła w kominku w jakimś dziwnym sklepie. Wyleciała z hukiem, tak jak na samą siebie przystało. Faye wylądowała na podłodze, cudem unikając rąbnięcia głową w ladę.
- Co tu się dzieje?! - głos, który dochodził z zaplecza, zdecydowanie należał do kobiety. Chyba starszej, tak przynajmniej wnioskowała Traversówna, która rozmasowywała sobie łokieć. Ręka bolała ją jak cholera, ale przecież nie mogła tu zostać. Wnętrze sklepiku wyglądało absolutnie odstręczająco: było tu brudno i śmierdziało, a okna... Okien to chyba nikt tu nigdy nie mył. Zamiast kłopotać się odpowiedzią, zerwała się na równe nogi i wybiegła na zewnątrz. Gdzie ona się, do cholery, znalazła? Biegła, nie poświęcając tej myśli większej uwagi. Biegła ile sił w nogach, niespecjalnie się męcząc, chociaż musiała na sekundę zatrzymać się za winklem, bo resztki popiołu dostały się do jej ust. Zakaszlała, ocierając umorusaną dłonią usta. Cudownie, kurwa. Gdzie ona była?
- Jebać fiuu, teleportacja jest lepsza - syknęła sama do siebie, łapiąc oddech. Dopiero teraz mogła się rozejrzeć. Brudna ulica, podejrzani czarodzieje w czarnych szatach, którzy patrzyli na nią co najmniej podejrzliwie. Nie pasowała tutaj - w swoich dżinsach i ciemnobrązowym swetrze. Wyróżniała się tak mocno, że na pewno ktoś już zwrócił na nią uwagę. Poczuła nieprzyjemne zimno, pełznące wzdłuż kręgosłupa. Ruszyła dalej, starając się nie prowokować spojrzeniem nikogo. Odruchowo poklepała się po kieszeni. Różdżka była na swoim miejscu. Ale chwila... Faye zatrzymała się i sprawdziła drugą kieszeń. Kurwa, gdzie była jej sakiewka?!
- Zgubiłaś się? - syczący, niski i ochrypnięty głos sprawił, że drgnęła.
- Tak, ale właśnie znalazłam miejsce, do którego miałam wejść - rzuciła lekkim tonem, nawet się nie odwracając. Chwyciła za klamkę i pewnie weszła do środka. Zrobiła to tylko dlatego, że dostrzegła w oknie kilka stolików i chyba ladę. To nie był sklep, to pewnie jakaś knajpa. Może to nie był dobry pomysł, żeby tu wchodzić, ale nie miała innego pomysłu. Nie miała nawet pieniędzy, którymi mogłaby zamachać ludziom przed oczami. Cholera, całkiem sporo sykli poszło na spacer. Pytanie czy je zgubiła, czy gdy przeciskała się wśród ludzi, to ktoś postanowił sięgnąć do jej kieszeni.
Faye zamknęła za sobą drzwi i odetchnęła. To jednak był pub. I nawet miał muzykę! Nie mogło być aż tak źle... Chyba.
- Co tu się dzieje?! - głos, który dochodził z zaplecza, zdecydowanie należał do kobiety. Chyba starszej, tak przynajmniej wnioskowała Traversówna, która rozmasowywała sobie łokieć. Ręka bolała ją jak cholera, ale przecież nie mogła tu zostać. Wnętrze sklepiku wyglądało absolutnie odstręczająco: było tu brudno i śmierdziało, a okna... Okien to chyba nikt tu nigdy nie mył. Zamiast kłopotać się odpowiedzią, zerwała się na równe nogi i wybiegła na zewnątrz. Gdzie ona się, do cholery, znalazła? Biegła, nie poświęcając tej myśli większej uwagi. Biegła ile sił w nogach, niespecjalnie się męcząc, chociaż musiała na sekundę zatrzymać się za winklem, bo resztki popiołu dostały się do jej ust. Zakaszlała, ocierając umorusaną dłonią usta. Cudownie, kurwa. Gdzie ona była?
- Jebać fiuu, teleportacja jest lepsza - syknęła sama do siebie, łapiąc oddech. Dopiero teraz mogła się rozejrzeć. Brudna ulica, podejrzani czarodzieje w czarnych szatach, którzy patrzyli na nią co najmniej podejrzliwie. Nie pasowała tutaj - w swoich dżinsach i ciemnobrązowym swetrze. Wyróżniała się tak mocno, że na pewno ktoś już zwrócił na nią uwagę. Poczuła nieprzyjemne zimno, pełznące wzdłuż kręgosłupa. Ruszyła dalej, starając się nie prowokować spojrzeniem nikogo. Odruchowo poklepała się po kieszeni. Różdżka była na swoim miejscu. Ale chwila... Faye zatrzymała się i sprawdziła drugą kieszeń. Kurwa, gdzie była jej sakiewka?!
- Zgubiłaś się? - syczący, niski i ochrypnięty głos sprawił, że drgnęła.
- Tak, ale właśnie znalazłam miejsce, do którego miałam wejść - rzuciła lekkim tonem, nawet się nie odwracając. Chwyciła za klamkę i pewnie weszła do środka. Zrobiła to tylko dlatego, że dostrzegła w oknie kilka stolików i chyba ladę. To nie był sklep, to pewnie jakaś knajpa. Może to nie był dobry pomysł, żeby tu wchodzić, ale nie miała innego pomysłu. Nie miała nawet pieniędzy, którymi mogłaby zamachać ludziom przed oczami. Cholera, całkiem sporo sykli poszło na spacer. Pytanie czy je zgubiła, czy gdy przeciskała się wśród ludzi, to ktoś postanowił sięgnąć do jej kieszeni.
Faye zamknęła za sobą drzwi i odetchnęła. To jednak był pub. I nawet miał muzykę! Nie mogło być aż tak źle... Chyba.