11.11.2024, 16:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 14:25 przez Anthony Shafiq.)
Wychudły, zbyt wysoki jak na swój wiek, teraz blady jak ściana, o wąsko zaciśniętych ustach. Jego szare oczy były jakby bardziej szare, lekko poczerwienione nieprzespaną nocą. Stał, skupiając swoje myśli i wolę na tym, by nie skubać nerwowo mankietów, by nie dreptać z miejsca na miejsce, z nogi na nogę, by nie okazywać słabości i zdenerwowania. Stał, jakby był słupem soli, jakby to on, a nie Martha był duchem, który musi oswoić się z nową rzeczywistością.
– Nie – odpowiedział Jonathanowi krótko i może nazbyt oschle, ale tyle energii schodziło na stanie spokojnie, że nie panował już nad głosem. Kryzys, wielki kryzys. Czyż nie śmiał się z panem prefektem Krukonów, jak w niebezpiecznym miejscu przychodzi im się uczyć? Para kujonów, którzy omyłkowo zostali przypisani do domu Roweny Ravenclaw zamiast zwyczajowych swoim rodziną antagonizujących ze sobą przestrzeni, dywagowała na różne tematy, przerzucając się snobistycznym punktowaniem zastanej rzeczywistości z pychą właściwą nastoletnim umysłom.
A potem Martha umarła i słowo ciałem się stało.
Morpheus cierpiał, a Anthony nie potrafił mu pomóc.
Byli śmiertelni. Mimo wszystko - byli śmiertelni. Dotknął tego za pośrednictwem doświadczeń Marthy, która przekroczyła przedwcześnie ten próg.
Obecność Jonathana była jednak na swój sposób kojąca, żałował, że nie może być dla Longbottoma tym, kim Selwyn był dla niego. Wąska linia w miejscu ust wygięła się w niepewny łuk, gdy rzucił na niego krótkim, przepraszającym spojrzeniem.
– On ją znalazł – dodał na granicy ciszy, gdy dotarła do nich jego kuzynka Charlotta. Nie sposób było opisać jak zazdrościł jej twardości charakteru. Była jak stal przecinająca każdą przeszkodę jednym wprawnym sztychem. I choć Jonathan w oczywisty sposób żartował, Anthony był przekonany, że gdyby Crouchówna miała dostęp do jakiegoś aurora, to realnie byłaby w stanie go zastraszyć. Zdawało mu się to oczywiste tak jak fakt, że noc następuje po dniu.
– Nie – odpowiedział Jonathanowi krótko i może nazbyt oschle, ale tyle energii schodziło na stanie spokojnie, że nie panował już nad głosem. Kryzys, wielki kryzys. Czyż nie śmiał się z panem prefektem Krukonów, jak w niebezpiecznym miejscu przychodzi im się uczyć? Para kujonów, którzy omyłkowo zostali przypisani do domu Roweny Ravenclaw zamiast zwyczajowych swoim rodziną antagonizujących ze sobą przestrzeni, dywagowała na różne tematy, przerzucając się snobistycznym punktowaniem zastanej rzeczywistości z pychą właściwą nastoletnim umysłom.
A potem Martha umarła i słowo ciałem się stało.
Morpheus cierpiał, a Anthony nie potrafił mu pomóc.
Byli śmiertelni. Mimo wszystko - byli śmiertelni. Dotknął tego za pośrednictwem doświadczeń Marthy, która przekroczyła przedwcześnie ten próg.
Obecność Jonathana była jednak na swój sposób kojąca, żałował, że nie może być dla Longbottoma tym, kim Selwyn był dla niego. Wąska linia w miejscu ust wygięła się w niepewny łuk, gdy rzucił na niego krótkim, przepraszającym spojrzeniem.
– On ją znalazł – dodał na granicy ciszy, gdy dotarła do nich jego kuzynka Charlotta. Nie sposób było opisać jak zazdrościł jej twardości charakteru. Była jak stal przecinająca każdą przeszkodę jednym wprawnym sztychem. I choć Jonathan w oczywisty sposób żartował, Anthony był przekonany, że gdyby Crouchówna miała dostęp do jakiegoś aurora, to realnie byłaby w stanie go zastraszyć. Zdawało mu się to oczywiste tak jak fakt, że noc następuje po dniu.