Świat już płonął, czy nadal jeszcze nie? Płonęły na niebie gwiazdy - rodzące się, by umierać co chwila. Dla nich to chwila - dla ludzi potrafiła być to cała wieczność. Pokolenia rodziły się i umierały, taki był cel człowieka - przetrwać. Przetrwanie nie musiało wiązać się z nieśmiertelnością ciała. Przetrwanie było tym, jak wiele pozostawiłeś po sobie i czy pojawi się przyszłe pokolenie, które o tobie zapamięta. Przekazanie genów - to było takie prymitywne... Sauriel patrzył na to z ciekawością, ale tym bardziej oddalony od tego tematu, im więcej mijało lat. Jego przetrwanie miało sens całkowicie odwrotny. W końcu był drapieżnikiem. Polował na gwiazdy, żeby pomagać im zgasnąć szybciej.
Powietrze pachniało świeżo skoszoną trawą, noc bujała roszpunką pod krzewem dzikiej róży, a przekwitłe mlecze zapomniały już, że same wyglądały jak słońce. Zieleń nie miała znaczenia pod nogami tych, którzy deptali wszystko, co wejdzie im w drogę i będzie przeciwne. Przecież właśnie to zamierzali zrobić razem z Bellatrix.
Dudniący śmiech rozbrzmiał w klatce piersiowej Sauriela - zduszony na zewnątrz przez papierosa, którego właśnie wsunął do ust, wewnętrznie dźwięczący w mięśniach, które stały się dlań strunami. To lubił w pracy z Bellą. Nie było miliona udziwnień, jak chociażby pomysł, żeby posłać wampira do zoo w środku dnia (nadal uważał, że to był spisek Chestera) i nie było niebezpiecznych skrajnie akcji tylko po to, żeby strzelić pokazówkę, jak z zaniesieniem głowy do Ministerstwa. Zabłysnęła czerwona plamka w tym półmroku, a potem żar już zaczął pożerać papierosa. Nawet ciężko mówić o tym, by był nadmiernie palony - w końcu płuc Sauriela nie działały tak, jak należy. Przynajmniej to go nie zabije - nikotyna. A szkoda. Karmiłby wewnętrznego zwierzaka.
- Pójdę zorganizować jakąś dziwkę, a ty ogarnij swoich chłopców. - Przed którymi nie chciał tańczyć ze swoją prawdziwą twarzą, dlatego zdecydowanie bardziej wolał poddawać się chwilowej asekuracji z bocznego rzędu. - Na pewno znajdzie się jakiś uciekinier z tego bajzlu. A jak nie to wyciągnę za szmaty kogoś z domu. - Czasem ludzie próbowali walczyć, innym razem zaraz były zawiadomienia słane do brygady uderzeniowej. Co będzie dzisiaj? Do czasu, w którym by się tutaj pojawili aurorzy czy inne osobistości ich powinno tu nie być. POWINNO nie być. - Szybko im rozpierdol głowy, żebyśmy się nie zetknęli z psiarną. - I nie chodziło mu z "rozpierdalaniem" o zabijanie. Chodziło mu o ten chaos, o którym już mówili. - Będę w pobliżu, gdybyś potrzebowała asekuracji. - Zapewnił ją, żeby nie sądziła, że zamierzał ją tutaj zostawiać. I nie dodawał, że tak czy siak później każdy dba o własne dupsko w kwestii ewakuowania się - Bellatrix mogła się teleportować, a on zamierzał czmychnąć do sieci fiuu. Bo to jeszcze nie był czas, w którym teleportacja przychodziłaby mu tak łatwo.
Śmierdzący, siwy dym papierosa był wulgarnym wyzwaniem dla piękna natury, która otulała Dolinę Godryka swoim płaszczem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.