Nie byłby w stanie funkcjonować w takich warunkach. U siebie zawsze starał się utrzymać wszystko w należytym porządku. Każdy papierek, każdy przedmiot - miały swoje miejsce. Wyznaczone z dokładnością najpewniej do jednego milimetra. Porządek stanowił podstawę. Każdą kolejną sprawę należało rozpocząć właśnie od jego zaprowadzenia. Być może zacząłby nawet teraz prawić kobiecie związane z tym kazanie, gdyby nie to, iż nie mieli na tego typu sprawy czasu. Nie powstrzymał się jednak od wyrównania niewielkiego stosiku dokumentów w taki sposób, żeby żaden papierek nie wystawał poza jego obrys.
Możliwe, że to właśnie dzięki temu był w stanie zachować spokój w momencie, kiedy Annaleigh postanowiła w jakże bezczelny sposób wyrazić swoje niezadowolenie.
- Wydaje mi się, że trochę się zapędziłaś, moja droga. - odpowiedział, zabierając dłoń od papierów, które prezentowały się nieco lepiej. Następnie odłożył też we właściwe miejsce pióro. Inne przybory, które znajdywały się na miejscu. - To my tutaj decydujemy, które sposoby są w danym momencie najbardziej odpowiednie. - wreszcie przeniósł spojrzenie na jej oblicze. Cofnął się o dwa kroki. Kolejna słowa padły z jego strony po nieco dłuższej przerwie. - Masz tutaj przerażający bałagan.
W tonie głosu Roberta dało się wychwycić to, co w związku z tych wspomnianym chaosem musiał myśleć o kobiecie, do której gabinet należał. Tak dal odmiany. Przez chwilę nie był tak bezbarwny, jak to miało miejsce na samym początku. Obejrzał się na Sauriela, upewniając się, że ten zamknął za nimi drzwi i upewnił się, że do gabinetu nikt w tej chwili nie wejdzie. Nie potrzebowali dodatkowego towarzystwa.
Kontynuował, kiedy upewnił się, że Sauriel odpowiednio wypełniał swoje obowiązki.
- Będziesz musiała udać się z nami na małą wycieczkę, powiedzmy że z rodzaju tych krajoznawczych. - pozwolił sobie posadzić tyłek na jednym z foteli, zapewne przeznaczonych dla pacjentów. Nie pytał o pozwolenie, nie uważając tego za zasadne. Może i rzeczywiście był odrobinę prostacki we wszystkim, co obecnie robił, ale nie znajdywali się na salonach. Okazja nie wymagała stosowania się do zasad dobrego wychowania. - Mamy zaplanowaną wizytę w południowej Anglii. I jakieś 10 minut, zanim będziemy musieli stąd ruszać.
Nie dawał jej wiele czasu na przygotowania, ale też nie uważał, aby faktycznie go potrzebowała. Miała zabrać różdżkę, coś co pozwoli ewentualnie ukryć tożsamość i może... może zostawić innym wiadomość, żeby przypadkiem nie zaczęli jej poszukiwać. Choć przy tym ostatnim zapewne warto byłoby zadbać, żeby treść właściwie brzmiała. Nie niepokoiła odbiorcy. Nie mogli sobie pozwolić na takie niepotrzebne podnoszenie alarmu z powodu zniknięcia pierwszej lepszej kobiety.
Żony jakiegoś bogacza.
- Pomóż proszę pani Dolohov w sporządzeniu odpowiedniej notki... nie chcemy przecież, żeby ktoś zaczął jej niepotrzebnie szukać. Niepokoić się z powodu przedłużającej się nieobecności. - poinstruował Sauriela.
I mogło to nawet trochę niepokoić. Bo jaki był wniosek? Ano taki, że wycieczka mogła im zająć nieco więcej czasu niż godzinę, dwie, może nawet cały dzień? W zasadzie, to sam Robert nie był tak do końca pewnym tego, w jaki sposób wszystko się potoczy. Los bywał złośliwy, a człowiek przezorny, to człowiek ubezpieczony.