Moja śliczna, piękna Victoria. Gdyby ta prosta myśl została wypowiedziana na głos zerwałby się sztorm. A może nie? Może powędrowalibyśmy drogą, gdzie rzeczywistość jest miła, a przyjemności wpisane są w rutynę codzienności? Może nie byłoby przerażenia ani potem syndromu wyparcia i kolejnych odskoków od tego, co powiedziałem, co zrobiłem i co to w ogóle zmieni? Nie był nawet świadom sam tej myśli i jej pełnego znaczenia. Ona po prostu była, przesuwała się po głowie, kiedy teraz zaczął się bawić końcówkami jej włosów. Miała naprawdę piękne włosy, pewnie połowa kobiet jej zazdrościła. W odgrywanym echo dawnych lat nadal słyszał ze szkolnych korytarzy "a jakiego szamponu używaaasz?". Tak chyba kobiety już miały. Tak samo jak z tymi makijażami. Niby kumał - no nie da się zaprzeczyć, że umalowana Victoria wyglądała jak chodzące dzieło sztuki, ale lubił ją taką, jaką była i nie uważał, żeby jakikolwiek makijaż był jej potrzebny. No chyba że wyglądała tak, jak dzisiaj. Wtedy był jej potrzebny, bo widać było, że cierpi, a on nie chciał, żeby cierpiała. Niestety makijaż nie zmieni rzeczywistości, może tylko przykryć to, co już i tak miało miejsce. Tak wracamy do punktu, że jednak ten makijaż był o kant dupy obił.
- Ay... dobra myśl... - Chociaż on myślał nieco innymi kategoriami i nawet chciał je pominąć, ale w zasadzie... nie było powodu, dla którego miałby ją od tego odcinać. A ona zawsze chciała, żeby dzielił się z nią jak największą ilością rzeczy. - Różne rzeczy się tam dzieją i bezpieczna dziupla byłaby na wagę złota. Teraz mam Głębinę, to jebać to. Ale też ze względów bezpieczeństwa stwierdziłem, że to chujowy pomysł. - Na szczęście nie miał kolegów z Ministerstwa, którzy chcieli go odwiedzać na herbatkę, żeby to było jego jakimkolwiek wyznacznikiem. - Ay. Brzmi spoko. Dokładnie się tam nie rozglądałem. Nie powiem, żeby mój gust i Josepha się mocno pokrywał, ale nie jestem wymagający. - W zasadzie było mu to wszystko jedno jakie meble stoją, jakie są kolory ścian czy podłogi, dlatego w ogóle się nie zastanawiał nad tym, jak wyglądało wnętrze. Dopiero teraz o tym pomyślał. Tak samo jak nie pomyślał do tej pory, że blisko parku... to brzmiało miło. - Hehehe... Nie no co ty, Różyczko. Buntujmy się przeciwko wszystkiemu. - Uśmiechnął się, zerkając na nią. - Jeśli tak, to mam nadzieję, że jesteś moim Kłopotem. - Aż sam nie mógł się sobie nadziwić, jak bardzo smooth był to tekst. I nie to, że nie potrafił takich tekstów walić - potrafił. Tylko jakoś niekoniecznie wobec Victorii. Tymczasem... tu i teraz nie miał żadnych oporów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.