Nie da się odebrać dobrych wniosków, kiedy się kogoś nie zna, to bardzo proste. Tak jak on nie wiedział, jak ją obsługiwać, tak naturalnie - ona nie wiedziała, jak jego. To, że byli tak skrajnie inni niczego nie ułatwiało. To, że Sauriel był taki trudny w obejściu, bo tego nie dało się ukryć, też było pod górkę. Nie robił tego celowo. Nie chciał tego utrudniać. Ale emocje przelewały się falami i kolejny fakt - nie potrafił ich ukrywać. Prawdę powiedziawszy to on chyba zawsze miał zły humor. Czasami tylko się przejaśniało to niebo, ale chmury wcale nie znikały. O, jak tydzień temu. Przecież to było dobre spotkanie.
Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc tego pytania, którym odpowiedziała. Ale to dawało do myślenia.
- Co? Nie patrzę na ciebie nie dlatego, że nie lubię na ciebie patrzeć. - Co ona sobie w tej głowie poukładała? Na pewno wszystko nie tak. Spojrzenie na świat oczyma drugiej osoby było naprawdę ciężkie. Ale jej mina, jej ton, hmm... brzmiał w nich chyba żal, tak to odczytywał przynajmniej. Rozproszyło go to nieco. Zmieniło przede wszystkim pogląd na tę rozmowę, w której dotarło do niego, że to naprawdę nie był z jej strony żaden atak. To była zwykła próba zrozumienia tego, co się dzieje. A jednocześnie sama sobie w głowie ułożyła odpowiedź na to, co się dzieje. Nie wiedział, co źle przekazał czy powiedział, że doprowadziło ją to do... tego też nie wiedział, do czego. Ale wyglądało to opinię o tym, że robi jej jakoś po złośliwości, czy coś w ten deseń. I że naprawdę jej nie lubi albo cholera jasne wie, co w tym tonie i kierunku. Kobiety były skomplikowane i myślały dziwnymi kategoriami, na szczęście Sauriel był hipokrytą i nie widział, że jego tok rozumowania jest równie mętny. "Na szczęście".
- Przecież nie wracam. - O chuj jej w zasadzie chodziło? - Kobieto, zwolnij, bo chyba ułożyłaś sobie jakąś drugą historię do tego, co tu się dzieje. - Zaufanie to była bardzo trudna rzecz i nie było niczego dziwnego w tym, że Victoria mogła wątpić w jego słowa i jego szczerość. Sauriel przecież też ciągle dopatrywał się tego samego w drugą stronę, nie do końca wierząc, że ona faktycznie może chcieć dobrze. Brał pod uwagę, że musi ją dopuścić bliżej, jeśli nie chce z nią drzeć ciągle kotów, a to było, prawdę mówiąc, przerażające. Jego przerażało.
- Chcę. - Przyznał bez żadnego bicia, bo nie była to tajemnica. - Już powiedziałem, dlaczego. I wyjaśniliśmy sobie, że chcemy jakoś tę znajomość zbudować. Normalnie powiedziałbym już sporo niemiłych rzeczy, a potem wyszedł. Jeśli muszę ci streszczać wszystko, co bym zrobił, gdybym jednak nie próbował. - Bo zaczynał myśleć, że potrzebowała jakichś porównań. Oczywiście byli różni ludzie i na różnych ludzi reagował na inne sposoby. Nie wiedział, od czego to do końca zależało. Po prostu - było. Tak jak nie wiedział, jakby się z Victorią dogadywał, gdyby nie felerność ich pierwszego spotkania.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.