14.11.2024, 13:30 ✶
Cóż, wyglądało na to, że rozmowa jednak nie była aż tak ciekawa, czy też nie była ciekawa wcale. Zarówno delegaci Praw Czasu, jak i Ministerstwo, nie mieli żadnych konkretów do zaoferowania. Kręcili się z dziadkiem w kółko, udając, że obaj mają przynajmniej wątłe pojęcie o tym, co stoi przed nimi; próbowali nawzajem udowodnić sobie, że nie są kompletnymi idiotami.
Przebudzenie swojego wewnętrznego Dolohova nie było w tej sytuacji trudne. Peregrinus znał przecież na pamięć te same formułki i definicje, a żeby zacząć nimi bezrefleksyjnie szafować wystarczyło stracić zainteresowanie dziadkiem. Gdy więc wróż zorientował się, że ten nie ma mu nic ciekawego do zaoferowania, przestało mu zależeć na tym, jakimi torami potoczy się rozmowa. Jego oczy coraz swobodniej zaczęły uciekać ku intrygującemu drzewu, a usta samoistnie układały się w przemądrzałe frazy, z których plotły nieostre banały.
Początkowo czarodziej wpatrywał się w osobliwe zjawisko jedynie z ukosa; uciekał ku niemu wzrokiem na krótkie mgnienie oka, po czym wracał błądzić po twarzy dziadka, aby utrzymać pozór zainteresowania przedmiotem ich dyskusji. Zachować pozór szacunku. Łuna światła absorbowała go jednak z każdym takim ukradkowym łypnięciem coraz bardziej i wkrótce nie dało się już żadną miarą ukryć, że pogadanka zeszła na dalszy tor, a uwaga zogniskowana była jawnie na diabelskim drzewie.
— Wpatruje? — powtórzył za starcem roztargniony Trelawney, nie odwracając wzroku od anomalii wokół pnia. — W drzewo. Po prostu… nigdy podobnego nie widziałem.
Wzruszył ramionami, aby ukryć na razie przed nieznajomym dziadkiem fakt, że widział coś. Nie wiedział jeszcze, co to i czy w ogóle cokolwiek tam jest, więc bezpieczniej było zachować rzecz dla siebie. Powróciła w międzyczasie do czarodziejów Scylla i pociągnęła go za rękaw. Dziewczyna otrzymała deko więcej uwagi niż stary: Peregrin omiótł ją nieobecnym spojrzeniem i zmarszczył brwi.
— Scylla… — mruknął nieco zaskoczony, jakby zapomniał, że byli tu razem. — Daj mi chwilę.
Wyminął dziadka, nie wymieniwszy żadnych pożegnalnych grzeczności, i zbliżył się do drzewa, zadzierając głowę. Chciał upewnić się, że to nie iluzja, że pod innym kątem będzie wciąż to widział. Choć zwykł ufać przeczuciom, a przeczucie ciągnęło go niepodważalnie w tamtą stronę, to brał pod uwagę, że to jedynie nietypowa gra letnich świateł. Zakrzywienie promieni, w pełni naturalne złudzenie optyczne — opcji było wiele.
Przebudzenie swojego wewnętrznego Dolohova nie było w tej sytuacji trudne. Peregrinus znał przecież na pamięć te same formułki i definicje, a żeby zacząć nimi bezrefleksyjnie szafować wystarczyło stracić zainteresowanie dziadkiem. Gdy więc wróż zorientował się, że ten nie ma mu nic ciekawego do zaoferowania, przestało mu zależeć na tym, jakimi torami potoczy się rozmowa. Jego oczy coraz swobodniej zaczęły uciekać ku intrygującemu drzewu, a usta samoistnie układały się w przemądrzałe frazy, z których plotły nieostre banały.
Początkowo czarodziej wpatrywał się w osobliwe zjawisko jedynie z ukosa; uciekał ku niemu wzrokiem na krótkie mgnienie oka, po czym wracał błądzić po twarzy dziadka, aby utrzymać pozór zainteresowania przedmiotem ich dyskusji. Zachować pozór szacunku. Łuna światła absorbowała go jednak z każdym takim ukradkowym łypnięciem coraz bardziej i wkrótce nie dało się już żadną miarą ukryć, że pogadanka zeszła na dalszy tor, a uwaga zogniskowana była jawnie na diabelskim drzewie.
— Wpatruje? — powtórzył za starcem roztargniony Trelawney, nie odwracając wzroku od anomalii wokół pnia. — W drzewo. Po prostu… nigdy podobnego nie widziałem.
Wzruszył ramionami, aby ukryć na razie przed nieznajomym dziadkiem fakt, że widział coś. Nie wiedział jeszcze, co to i czy w ogóle cokolwiek tam jest, więc bezpieczniej było zachować rzecz dla siebie. Powróciła w międzyczasie do czarodziejów Scylla i pociągnęła go za rękaw. Dziewczyna otrzymała deko więcej uwagi niż stary: Peregrin omiótł ją nieobecnym spojrzeniem i zmarszczył brwi.
— Scylla… — mruknął nieco zaskoczony, jakby zapomniał, że byli tu razem. — Daj mi chwilę.
Wyminął dziadka, nie wymieniwszy żadnych pożegnalnych grzeczności, i zbliżył się do drzewa, zadzierając głowę. Chciał upewnić się, że to nie iluzja, że pod innym kątem będzie wciąż to widział. Choć zwykł ufać przeczuciom, a przeczucie ciągnęło go niepodważalnie w tamtą stronę, to brał pod uwagę, że to jedynie nietypowa gra letnich świateł. Zakrzywienie promieni, w pełni naturalne złudzenie optyczne — opcji było wiele.
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie