14.11.2024, 20:08 ✶
Traversówna nie potrzebowała zbyt wiele czasu, by zorientować się, że wpadła z deszczu pod rynnę. Chciała ominąć hałastrę i parszywą zgraję, która za nią szła - i cóż, udało jej się to, ale w zamian wpadła w łapska zupełnie innej zgrai. Na dodatek pijanej. A ona doskonale wiedziała, co potrafił zrobić z ludźmi alkohol. Na wszystkich bogów, ile razy ona się upijała tak, że zachowywała się idiotycznie? Z tym, że pomiędzy nią a ludźmi, pijącymi w Rejwachu, istniała ogromna, zasadnicza różnica: ona nie była groźna. To znaczy była, ale nie dla ludzi. Nigdy nie byłaby w stanie nikogo skrzywdzić, obojętnie ile by wypiła. A ci tutaj zapewne nie potrzebowali ani kropli alkoholu, by przetrącić komuś łapy.
Odsunęła się błyskawicznie od drzwi, gdy minęła się z barmanem, wynoszącym jakiegoś najebanego typa. Trochę zrobiło jej się go żal, ale tylko trochę - jej empatia miała swoje granice i teraz nie mogła stawać w obronie uchlanych mord, bo przecież znalazła się na Nokturnie i musiała zadbać o własną skórę.
- Dzień dobry, tak - odpowiedziała odruchowo, kiwając głową. Zrobiła kilka kroków, by wejść w głąb knajpy, ale zaraz tego pożałowała. Chwyciła się za ramiona, czując przenikliwe zimno, wywołane obecnością ducha. - Yyyy... Może nie dzisiaj, przepraszam?
Uśmiechnęła się lekko, dość nerwowo. A potem ten barman się wtrącił, a Faye rozszerzyła oczy w zdumieniu.
- Co? Nie! Żadne Ministerstwo - zaprotestowała, być może odrobinę zbyt głośno. Kilka par oczy przesunęło się leniwie w jej stronę. - Wyglądam na jakąś sztywniarę z urzędu?
Teraz to prychnęła, bo kilka lat spędziła na współpracy z Ministerstwem Magii, ale wciąż usilnie odmawiała objęcia tam jakiegokolwiek stanowiska. Sama sobie była żeglarzem, sterem i okrętem, czy jakoś tak - chociaż porównanie było kompletnie z dupy, bo Faye nienawidziła morza.
Podeszła do lady, niby to nonszalancko, ale jej orzechowe oczy łypały na otoczenie. Zarejestrowała wejście jeszcze jednej osoby, ubranej w łachmany, ale nie zwróciła na nią większej uwagi.
- W sumie to niczym. Musiałam kogoś zgubić, weszłam tu przypadkiem. W zasadzie to... W ogóle nie powinno mnie tu być - powiedziała dość cicho, wzruszając ramionami. - Ktoś mnie okradł, więc i tak nic nie zamówię. Mogę tu posiedzieć pięć minut? A potem się zwijam, nie będę robić problemów. Chcę tylko wrócić na Horyzontalną.
Odsunęła się błyskawicznie od drzwi, gdy minęła się z barmanem, wynoszącym jakiegoś najebanego typa. Trochę zrobiło jej się go żal, ale tylko trochę - jej empatia miała swoje granice i teraz nie mogła stawać w obronie uchlanych mord, bo przecież znalazła się na Nokturnie i musiała zadbać o własną skórę.
- Dzień dobry, tak - odpowiedziała odruchowo, kiwając głową. Zrobiła kilka kroków, by wejść w głąb knajpy, ale zaraz tego pożałowała. Chwyciła się za ramiona, czując przenikliwe zimno, wywołane obecnością ducha. - Yyyy... Może nie dzisiaj, przepraszam?
Uśmiechnęła się lekko, dość nerwowo. A potem ten barman się wtrącił, a Faye rozszerzyła oczy w zdumieniu.
- Co? Nie! Żadne Ministerstwo - zaprotestowała, być może odrobinę zbyt głośno. Kilka par oczy przesunęło się leniwie w jej stronę. - Wyglądam na jakąś sztywniarę z urzędu?
Teraz to prychnęła, bo kilka lat spędziła na współpracy z Ministerstwem Magii, ale wciąż usilnie odmawiała objęcia tam jakiegokolwiek stanowiska. Sama sobie była żeglarzem, sterem i okrętem, czy jakoś tak - chociaż porównanie było kompletnie z dupy, bo Faye nienawidziła morza.
Podeszła do lady, niby to nonszalancko, ale jej orzechowe oczy łypały na otoczenie. Zarejestrowała wejście jeszcze jednej osoby, ubranej w łachmany, ale nie zwróciła na nią większej uwagi.
- W sumie to niczym. Musiałam kogoś zgubić, weszłam tu przypadkiem. W zasadzie to... W ogóle nie powinno mnie tu być - powiedziała dość cicho, wzruszając ramionami. - Ktoś mnie okradł, więc i tak nic nie zamówię. Mogę tu posiedzieć pięć minut? A potem się zwijam, nie będę robić problemów. Chcę tylko wrócić na Horyzontalną.