14.11.2024, 23:43 ✶
Nie miał pewności czy to, co mówił do kobiety naprawdę do niej dotarło, czy też nie. Obserwował ją uważnie, wyłapując że jest jakaś nieobecna. Wiedział, że przeszkodził w jej codziennej rutynie - w zasadzie to przez te wszystkie lata zastanawiał się, czy Agatha zna jakieś sztuczki, by utrzymać nienaganną figurę, czy może po każdym pączku lata do kibla by wszystko wyrzygać. Fakt był jednak taki, że naprawdę dobrze wyglądała i gdyby nie to, że była w jego oczach walniętą babą, to być może to wszystko by się inaczej skończyło. Na pewno nie rozważałby jednak z nią małżeństwa, nie miał zamiaru tracić swojego statusu oraz dostępu do skarbca rodzinnego przez zaręczyny z kimś jej pokroju.
- Wiem, że masz dużo zajęć - mam całą szufladę efektu twoich zainteresowań - powiedział chłodno, a kącik jego ust uniósł się nieznacznie. Zrobił kolejne dwa kroki tak, by znaleźć się obok kobiety na wyciągnięcie ręki. Wciąż jednak zachowywał dystans, na tyle grzeczny, by nie poczuła się zbytnio przytłoczona. Nie chciał, by zaczęła robić coś głupiego. - Dostarczasz mi całkiem niezły materiał na opał.
Dodał nieco mściwie, lecz zrobił na tyle niewinną minę, że większość by się nabrała. Ale czy ona to łyknie? Wątpił, nie była idiotką, na dodatek go trochę znała.
- Musisz przestać to robić, Agatho. Dlaczego marnujesz swój czas na takiego dupka jak ja? Jeżeli chcesz mi uprzykrzyć życie, to mogłaś poprzestać na wysyłaniu martwych szczurów kiedy się tego nie spodziewam. Ciężej się ich pozbyć niż listów - wszystko to, co dostawał, zwalał właśnie na nią. Czy słusznie? Nie miał pojęcia, być może nie tylko ona chciała sprawić, żeby miał w życiu trochę niedogodności.
Rodolphus oparł się nonszalancko barkiem o kamienną ścianę i uniósł głowę, by spojrzeć w niebo.
- Ile chcesz za to, by dać sobie spokój? Albo przynajmniej wrócić do naszej zabawy sprzed kilku miesięcy, gdy byłaś bardziej kreatywna? Stałaś się trochę zbyt przewidywalna.
- Wiem, że masz dużo zajęć - mam całą szufladę efektu twoich zainteresowań - powiedział chłodno, a kącik jego ust uniósł się nieznacznie. Zrobił kolejne dwa kroki tak, by znaleźć się obok kobiety na wyciągnięcie ręki. Wciąż jednak zachowywał dystans, na tyle grzeczny, by nie poczuła się zbytnio przytłoczona. Nie chciał, by zaczęła robić coś głupiego. - Dostarczasz mi całkiem niezły materiał na opał.
Dodał nieco mściwie, lecz zrobił na tyle niewinną minę, że większość by się nabrała. Ale czy ona to łyknie? Wątpił, nie była idiotką, na dodatek go trochę znała.
- Musisz przestać to robić, Agatho. Dlaczego marnujesz swój czas na takiego dupka jak ja? Jeżeli chcesz mi uprzykrzyć życie, to mogłaś poprzestać na wysyłaniu martwych szczurów kiedy się tego nie spodziewam. Ciężej się ich pozbyć niż listów - wszystko to, co dostawał, zwalał właśnie na nią. Czy słusznie? Nie miał pojęcia, być może nie tylko ona chciała sprawić, żeby miał w życiu trochę niedogodności.
Rodolphus oparł się nonszalancko barkiem o kamienną ścianę i uniósł głowę, by spojrzeć w niebo.
- Ile chcesz za to, by dać sobie spokój? Albo przynajmniej wrócić do naszej zabawy sprzed kilku miesięcy, gdy byłaś bardziej kreatywna? Stałaś się trochę zbyt przewidywalna.