Rodzice Aveliny byli jej przeciwieństwem. Wiecznie w podróży, zwiedzające zaginione ruiny, szukając tajnych akt, zwojów i artefaktów. Chcieli często swoją córkę zachęcić do tego, aby zaczęła łapać chwile, uciekać z nimi w podróże, zwiedzać świat i nie przejmować się troskami życia londyńskiego, ale Avelina tego nie potrafiła. Lubiła złapać się jednego miejsca, przykleić się do niego jak rzep i rozwijać swoje pasje, a jej pasją były eliksiry. Siekanie, czytania, trzymanie się przepisów, szukanie alternatywnych składników, udoskonalanie, eksperymentowanie – to wszystko w dziedzinie alchemii, zielarstwa, eliksirów. Chciałaby kiedyś stworzyć wywary na nieuleczalne choroby, sprawić, aby ten świat był lepszy. Życie jej rodziców nie było dla niej, często miała do nich żal, że tak ją opuścili. Już nawet nie przyjeżdżali na niedziele. Pojawiali się może raz w miesiącu lub rzadziej. Miała prawie trzydzieści lat, ale jednak tęskniła za ich szaleństwem. Za głosem ojca, który opowiadał jej różne przygody, za matczynymi obiadami, które tak z czułością im podawała poprawiając ojca w szczegółach, które przekręcał.
– Rozumiem – uśmiechnęła się lekko, ciepło, enigmatycznie; zabrała się za przesypywanie ziemi do doniczki, umieszczenie w niej roślinki, była ostrożna, delikatna i nawet starała się być przy tym troskliwa. Opieka nad roślinami była naprawdę przyjemna.
Avelina zapominała o jedzeniu, treningów nigdy nie miała, ale o eliksirach nigdy nie zapominała, czasami wychodziła na spacery do lasu, aby poszukać roślin, sprawdzić informacje przeczytane w pismach naukowych lub książkach, przechadzała się po godzinach po sklepach zielarskich i aptekach. Czasami zaglądała do przyjaciółki w Mungu, aby podpytać o potrzebne zasoby do szpitalnych zapasów. Chodziła po księgarniach nie tylko czarodziejskich, ale też mugolskich, bo mugole o dziwo też korzystali z roślin w swojej medycynie. Ich odkrycia czasami były fascynujące. Ostatnio jednak sen z powiek zabierał jej też Augustus, który mieszał w jej głowie.
Na jej pytanie Avelina westchnęła ciężko. Starała się szukać wszędzie, ale nie miała na to aż tyle czasu, więc poszukiwania trwały dłużej niż by chciała. Testowała wszelkie rośliny, kupowała je, a nawet zbierała. Starała się je łączyć, aby uzyskać odpowiedni efekt dla matki Kenzie, ale póki co jeszcze nic nie odkryła. Czuła jednak, że była blisko.
– Szukam wszędzie, kilka roślin już przetestowałam, ale nie uzyskałam odpowiedniego efektu. Jutro idę do mugolskiej biblioteki popatrzeć na tamtejsze zbiory roślin, może mają jakieś, których nie znamy. Szukam też w zagranicznych księgach, ale ogranicza mnie brak znajomości języka. Za kilka dni jestem umówiona z tłumaczem. Jak będzie trzeba to sama nauczę się potrzebnych języków, ale wygrzebie dla ciebie ten eliksir nawet spod ziemi – zapewniła ją. Avelina nie miała zamiaru się poddawać, a raz poproszona o pomoc nigdy nie odmawiała.
Paxton nie wiedziała jak mocno Greengrass jest męczona brakiem mocniejszego eliksiru, ale i tak miała zamiar dać z siebie wszystko. Dlatego też odświeża wiedzę z zielarstwa, aby w razie potrzeby wyhodować sama jakąś roślinę, bo może będzie zmuszona do stworzenia jakiejś nowej odmiany, ale póki co musiało jej wystarczyć to co miała. Wytarła brudne ręce w ręcznik, aby szybko zanotować w notatniku kilka informacji, które uzyskała dzisiaj od dziewczyny.