— Ekhm. — Poprawił dłonią włosy, chociaż w gruncie rzeczy nie było takiej potrzeby. Ba, wręcz pogorszył tylko sytuacje, gdyż te mu się dodatkowo zmierzwiły. — Postaram się stanąć na wysokości zadania.
Wybałuszył oczy na propozycję przyjaciela skierowaną do ich gościa, jednak, zamiast ją skomentować, ponownie zamoczył usta w rozgrzewającym napitku. Nawet jak na standardy Charlesa były to stosunkowo śmiałe słowa, biorąc pod uwagę okoliczności. Czego jednak można było po nim oczekiwać? Życie bez filtra społecznego było trudne, więc chłopak raczej nie ograniczyłby się do opuszczenia wzroku i zaczerwienienia się, jak nastolatka przyłapana przez bibliotekarkę na potajemnym czytaniu erotyków w szkolnej bibliotece. Raczej zacząłby czytać jeszcze na głos, pomyślał, kręcąc powoli głową.
Zanim oferta zdążyła dobrze wybrzmieć w pokoju, Charlie oberwał do blondynki, a Cameron aż podskoczył. Tego się nie spodziewał. Naprawdę sądził, że Christie co najwyżej skwituje to jakimś wymijającym tekstem pokroju „Nie, raczej nie” lub „Tym razem sobie daruje” wykorzystywanych do spławiania namolnych gości. Z drugiej strony była w obcym miejscu, z ludźmi, których znała co najwyżej z widzenia i właśnie złożono jej dwuznaczną propozycję, gdy ledwie uszła z życiem.
— Za wcześnie — skwitował przyciszonym głosem w dwóch słowach, czując na sobie skonfundowany wzrok.
Wolał oszczędzić przyjacielowi szczegółowych wyjaśnień odnośnie do tego, czemu nie powinno się rzucać takimi pomysłami w stosunku do poszkodowanych osób. Czy zrobiłby tak, gdyby był w pracy i właśnie kończył wymazywać komuś pamięć? No, właśnie raczej... Na Merlina, może faktycznie by spróbował, uświadomił sobie, nie wiedząc do końca czy bezpośredniość absolwenta Hogwartu objawia się też w sytuacjach służbowych.
— T-tak — potwierdził wyjaśnienia odnośnie do magii leczniczej. — Efekty magii powinny się utrzymać, ale gdybyś się obudziła i zauważyła, że coś jest nie tak, to nas obudź. Lepiej będzie cię dostarczyć do Munga niż leczyć domowymi miksturami po terminie.
Odprowadził Christie zatroskanym spojrzeniem do drzwi, a gdy te zamknęły się za nią z cichym kliknięciem, przechylił głowę w dół, wbijając spojrzenie w ozdobny dywan na podłodze. Ledwo zarejestrował to, że Charlie znalazł się obok niego; usiadł na tyle blisko, że ich ramiona się stykały. Dopiero teraz, gdy byli sami, a uratowana dziewczyna znalazła się chwilowo poza zasięgiem jego wzroku, w innym pokoju – który równie dobrze mógł być teraz dla Camerona drugim końcem świata – presja towarzysząca mu od momentu, gdy zajrzeli do londyńskiej uliczki wiedzeni ciekawością, zaczęła się tak naprawdę ulatniać.
Poruszył parę razy głową, jakby chciał odpędzić od siebie jakąś myśl, pozwalając, aby kręcone włosy opadły mu na czoło, a kilka kosmyków połaskotało go po brwiach. Wypuścił głośno powietrze z ust. Jego ramiona uniosły się sztywno, gdy odetchnął głęboko, a potem zwrócił się ku swemu towarzyszowi niedoli. Co by nie mówić, udało mu się zachować zimną krew, co jednocześnie wzbudziło podziw Lupina, ale też lekkie zmartwienie. Czy podczas stosunkowo krótkiego okresu pracy w Ministerstwie zdążył zobaczyć już tak wiele złego? Zasępił się, gdy tylko ta myśl rozgościła się w jego świadomości.
— Obiecaj, że n-nie zrobisz n-nic g-g-głupiego — wydusił z siebie z uporem graniczącą z tak nietypową w wydaniu Lupina determinacją. Zerknął na Rookwooda kątem oka, jednak szybko odwrócił wzrok, jakby dla własnego spokoju ducha nie chciał sprawdzać, co się czaiło w jego spojrzeniu. — N-nie daj się w-w-wciągnąć w n-nic p-pojebanego. A jeśli j-już musisz t-to zób t-t-to z Heather. — Czy klątwa żywiołów Rudej zapewniała im dodatkową ochronę? Nieświadomie zaczął skubać frędzle dywanu na jego krawędzi. — J-ja... Nie chce się zastanawiać cały semestr, czy nie znajdę Twojego nekrologu w gazecie.
Mówił z troski. Uderzyło go, że Christie niemal natychmiast po tym, jak została napadnięta na ulicy, pomyślała o rzuceniu się w objęcia niebezpieczeństwa. Nie chciał, żeby Charlie wpadł na podobny pomysł kierowany rycerskim instynktem rozbudzonym wydarzeniami tej nocy. Niezliczoną razy wpakowali się razem w Hogwarcie kłopoty przez to, że inspirowali się innymi lub sobą nawzajem w swoich wybrykach. Teraz stawka była jednak większa od dwutygodniowego szlabanu. Przynajmniej poczekaj na mnie, pomyślał, pozostawiając jednak ten komentarz w sferze własnych myśli. Zmełł w ustach przekleństwo. Gdyby ukończył szkołę wraz z Heather, byłby cały czas na miejscu, gotów pomóc, gotów być na każde zawołanie, a tak... Tak miał tkwić za murami tej cholernej szkoły przez kolejne pół roku. Wkurwiało go to.
Westchnął ciężko, a następnie podniósł niepewny wzrok na twarz przyjaciela, aż jego uwagę przykuło zaczerwienienie pozostawione po sobie przez Kirsti. Wciąż było widać odcisk jej palców na pobladłej skórze chłopaka. Musiała się nieźle wkurzyć o tę jakże hojną propozycję. W sumie było to całkiem zrozumiałe. Cameron przekrzywił czubek głowy, co by lepiej widzieć, po czym zmienił pozycję, w której siedział, nachylając się ku Charliemu. Dotknął lekko palcem jego szczęki, dając tym samym znać, co by przesunął policzek pod światło.
— Ironia losu — skomentował niemrawo, wypowiadając powoli kolejne słowa, starając się powstrzymać nawrót jąkania. — Niby ją uratowałeś, a wystarczyło jedno zdanie i skończyłeś prawie tak samo, jak ten gość z ulicy. — Wyolbrzymiał i łatwo było to wyłapać. Oberwanie paroma mocnymi zaklęciami, a dostanie z plaskacza, miało spore różnice. — Dobrze, że przynajmniej jest teraz bezpieczna. Przechyl trochę w prawo. — Zmrużył oczy, przyglądając się tej jakże nietypowej pamiątce. W spojrzeniu czaiło się skupienie, typowe dla chwil, gdy pod jego opiekę trafiał pacjent. Zajmowanie się kimś potrafiło odpędzić masę wątpliwości. — Masz szczęście, obędzie się nawet bez okładów. Dalej będziesz lokalnym bożyszczem.
Roześmiał się cicho, poklepując go lekko po policzku, po czym przesunął niezobowiązująco wzdłuż klatki piersiowej Charliego, jakby poprawiał jego koszulę. Po wieczorze spędzonym w barze i jeszcze tym szalonym pojedynku nie wyglądała, jakby dopiero co wyszła spod deski do prasowania.
— Możesz sobie dopisać nowy dobry uczynek do listy. Uratowanie komuś życia to nie byle co... Chyba nie masz tylu gorzkich żali, jak myślałeś — Stuknął paznokciem o jeden z wyżej położonych guzików od koszuli, a na jego ustach wykwitł ociężały uśmiech.