Może i nie siedzieli (w trójkę) w Egipskich (heh) ciemnościach, ale wiele temu towarzystwu potrzeba nie było. W kącie paliło się jedno światło i tyle wystarczyło, żeby się dogadywać. A dogadywali się bez słów. Niemal na jedno spojrzenie. No przecież każdy wie, kiedy kot jest głodny, prawda? Właściwie to nieprawda. Niektórzy nie byli na tyle domyślni, żeby zejść mu z drogi, kiedy musiał coś zjeść. Lecz koty, ooo... z kotami było inaczej. Nawet kiedy czuły, że coś jest nie tak, potrafiły kontynuować swoje robótki z czystej złośliwości. Doprawdy - okropne były to kreatury. Na tyle okropne, że nie dało się ich nie kochać.
- Ej! - Chciał zacząć od "cześć!", ale sytuacja wymagała tutaj gwałtownej reakcji. Nooo to tak wyglądać nie mogło. Oj nie, nie! Wziąłby i aż stał, ale zamiast tego wyciągnął tylko oskarżającego palucha. - Co to za niesprawiedliwy podział atencji? Ze względu na wiek? Płeć? Jesteś feministką?! - Brak inteligencji mógł tutaj brnąć w najmroczniejsze kawałki żartów, ale zamiast tego wybijał głupotą i bezmyślnością przekazu. Bo, rzecz jasna, Sauriel nie mówił poważnie. To takie "dzień dobry", czy raczej 'dobry wieczór', wypowiedziane po Saurielowemu. Równie dobrze "szczym ryj" oznaczało "kocham cię", ale do tego etapu jeszcze dojdziemy.
Ocknięty z tego sennego, przyjemnego zresztą uczucia, skupił teraz swoją uwagę na Victorii. I to nie mówienie poważnie było pół żartem, bo w zasadzie to akurat oburzenie wywiązujące się z zadrości o atencję było wcale nie udawane. Dopiero dalsza część była już bełkotem. Teraz już przynajmniej nie towarzyszyło temu chrupanie płatków. Było tym przecięte, jakby przegryzienie tej kukurydzianej kuleczki mogło cokolwiek zmienić. Mniam. Trafiła się truskawkowa.
- Ale masz dojebaną serwetkę na ramionach. - Albo chustę. Czy cokolwiek to było. Pasowało jej - tak. Sauriel nie miał jakichś nadmiernych upodobań względem ubioru, ale kiedy Victoria ubierała się w kolory to po prostu... wydawała się sama radośniejsza. Czy to miało sens? Możliwe. Dla kogoś. W końcu nie znał się na modzie, a mimo swojej świadomości świata wokół potrafił nie pamiętać, kim jest Loretta Lestrange, kiedy zobaczył ją na opakowaniu wylosowanych kart. - Wiesz, że płatki śniadaniowe wynalazł lekarz jako lek na masturbację? Nie wiesz, więc tak tylko mówię. - I przegryzł kolejny kawałek z uśmieszkiem, podnosząc się w końcu z ziemi. Otrzepał spodnie dwoma ruchami, odstawił miseczkę i wyciągnął do niej rękę, podchodząc. Tak, żeby ją przytulić. Tak mocno, tak do siebie. Prawie tak, jak chce się ściskać zbyt słodkiego kotka, nieomal go dusząc. Z tym, że on nie chciał udusić Victorii. Uniósł ją na moment w powietrze i odstawił zaraz na ziemię.
- Jak było?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.